niedziela, 8 grudnia 2013
Rozdział 10
Tydzień szybko minął. Nim się obejrzałam był już piątek. Cały tydzień nalatałam się załatwiając różne sprawy. Było ich dużo, za dużo. W sobotę kupiłam sukienkę i inne rzeczy na wesele. W niedziele dziewczyny wyciągnęły mnie na kawę. W poniedziałek zdjęli mi gips. We wtorek musiałam iść załatwić z Unrully, próby już się zaczęły, a puki, co nie mogłam na nich być. Środa i czwartek mijały lżej, tylko próby do akademii na zakończenie roku szkolnego. Układ taneczny połączony ze śpiewem. Brzmi ciekawie, jednak to tylko niepotrzebna harówa. Próby wiążą się z częstym spotkaniem Justina, w sumie jak go unikać chodząc razem z nim do klasy? Chociaż nie jest tak źle. To by się wydawało dziwne, ale chyba polubiłam Justina. Znaczy jest mi obojętny, z jednej strony trudno polubić gwiazdę szczególnie, że ma się takie obeznanie w temacie.
Ślub i wesele mojej matki miały się odbyć jutro, gdzieś na obrzeżach Londynu o piętnastej, w urzędzie. Nie mogli brać ślubu w kościele ze względu, na to, że moja matka już raz wyszła za mąż. Na początku nie chciałam brać osoby towarzyszącej, ale po dłuższych namysłach stwierdziłam, że będę się tam nudzić i przyda się ktoś znajomy. Padło na Roberta. Gdybym chciała wziąć Justina, to od razu zleciałaby się prasa i fotoreporterzy. Poza tym, czemu miałabym go brać? Skąd w ogóle takie myśli? Ostatnio coraz częściej przyłapywałam się na myśleniu o nim. I w dodatku myśli o tym, co działo się u niego w kuchni, zdecydowanie nie pomagały. Próbowałam je odgonić, zmieniając temat na moich przyjaciół, ich związki i tego, co działo się wcześniej, ale to nie pomagało. Im bardziej chciałam przestać o nim myśleć, tym bardziej myślałam.
Zdecydowanie za dużo myślę!
Już od jakiegoś czasu miałam wszystko przygotowane i chyba dopięte na ostatni guzik. Z matką gadałam aż dwa razy przez telefon, chciała moich rad. Może to początek czegoś nowego? Jakiś rozdział w naszych życiach zamyka się, a nowy otwiera? Może będziemy się lepiej dogadywać? Oby. Nie chcę by było to, co wcześniej. Chcę mieć normalną rodzinę. Jakkolwiek to brzmi i ma wyglądać w rzeczywistości. Nawet największym wrogom nie życzyłabym śmierci któregoś z rodziców. Ciekawe, jak potoczy się nowe małżeństwo mojej matki… Przecież oni się prawie nie znają! Przynajmniej tak mi się zdaje… Czuję się dziwnie, nie wiem, na czym stoję i co dzieje się wokół mnie.
Od czasu, kiedy matka postanowiła zrobić z siebie pijaczkę, zaczęliśmy z Johnem nowe życie. Z dala od niej, z dala od problemów. Przynajmniej tak mi się wydawało. To, co się teraz dzieje to jakieś fatum. Szczególnie, od kiedy Justin dołączył do mojej klasy. Wszystko się zmieniło.
Akcja za szkołą...
Sprzątanie szkoły...
Feralny bal...
Noga w gipsie...
Kolejny raz w szpitalu...
To wszystko jest za dziwne. Wszystko biegnie swoim torem, a ja stoję w miejscu, jak zagubiona dziewczyna pośród wielkiego lasu. Sama, zdana tylko na siebie.
Czuję jakbym była w niewłaściwym miejscu. Czuję się tu obco. Kiedyś było inaczej. Przynajmniej tak mi się zdawało. Wszystko kiedyś było inne. Tak dużo się zmieniło, już nie jest tak jak kiedyś.
Chciałabym cofnąć czas, by było jak kiedyś. Mała dziewczynka ze starszym bratem i kochającą rodziną. Nie chcę stać w miejscu. Codziennie jedno i to samo. Mam dość wszystkiego.
Jutro wielki dzień mojej mamy, a kiedy ostatnim razem się widziałyśmy pokłóciłyśmy się. Chciałabym się komuś w końcu wygadać.
Pogadać szczerze. Na każdy temat.
-Sophie! Żyjesz? - zapytał brat, machając mi ręką przed nosem.
-Nie. Umarłam-zażartowałam.
-O czym tak myślałaś?
-Wiesz, wszystko kiedyś było inne. Myślałam, co by było gdyby niektóre rzeczy nie miały miejsca… Co gdyby nasza siostra nie popełniła samobójstwa? Co gdyby nasz tata nie zginął w wypadku? Co gdyby matka się nie rozpiła?
Posmutniałam.
-Nie można gdybać, Soph. Życie dało nam w kość, prawda. Lecz nie można żyć przeszłością. Musimy się cieszyć tym, co jest tu i teraz. Mamy siebie to najważniejsze, nie uważasz?
Uśmiechnęłam się.
-Na zawsze razem? – zapytał - Młodsza siostra i starszy brat-dodał.
-Jasne. Właściwie, z kim idziesz na wesele ?
Zapytałam.
-Z nikim. I tak będziemy tam mieli za dużo atrakcji. Soph?
-Tak?
-Obiecaj mi, że nieważne, co tam się stanie nie odwrócisz się ode mnie.
-Brzmi strasznie. Co masz na myśli?
Zapytałam.
-Nieważne. Obiecujesz?
Potaknęłam.
&&&
Deszcz padał od samego rana. Jutro ma być ślub, jednak pogoda i tak robi swoje. Jak tak dalej pójdzie, to zmokniemy do suchej nitki, wychodząc już z auta. Świetnie! Nie specjalnie podoba mi się to wszystko… Z Robertem umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie jutro. Cała sprawa z jego orientacją, poszła w niepamięć. Nie wiem, czemu od początku nic mi nie powiedział. Może bał się mojej reakcji? Pewnie tak! Tylko szkoda, że ma do mnie tak mało zaufania.
Wbrew pozorom nie jestem taka straszna chyba, że wredna, ale tylko dla Justina. Ale na pewno nie odwróciłabym się od kogoś z powodu takiej błahostki! Przecież to nie koniec świata. Końcem świata chyba jest akademia na zakończenie roku... Ten występ, w dodatku przed całą szkołą, mnie przeraża. Chociaż są też plusy, na przykład to, że przez kolejne dwa miesiące nie odwiedzimy tej budy. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, są plusy i minusy.
Najdziwniejsze było zaproszenie mnie przez Justina na wesele jego wujka. W dodatku, w tym samym terminie, co ślub mojej matki. Oczywiście odmówiłam. Chciałabym iść chociażby, dlatego, że nie mam chęci spotkać mojej matki. W sumie mam mieszane uczucia, jeszcze ta rozmowa z bratem wcale mi nie pomogła. Wręcz przeciwnie.
"Obiecuj mi, że nieważne, co tam się stanie nie odwrócisz się ode mnie." Dwie możliwości: a.) on wie coś, czego ja nie wiem b.) coś się stanie. Czyli w obu przypadkach nic nie wiem. Dobra taktyka, nieważne, co powiedział i tak nic nie wiem. Czy to miało na celu, pobudzenie moich szarych komórek do myślenia? Bo jak tak, to mu się udało. Dość długo zajęły mi refleksje na ten temat. Za długo.
Nim się obejrzałam, przyszedł sen. Muszę być wyspana, przecież jutro wielki dzień dla mojej matki.
Od autorki: Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Nie miałam czasu pisać :C od wtorku mam próbne egzaminy gimnazjalne i musiałam jeszcze poprawiać oceny bo słabo mi idzie z maty :C Mam nadzieję, że kolejny rozdział dodam szybko :D Dziękuję wszystkim co czytają i komentują bo to tak wiele znaczy dla osoby piszącej :) Przepraszam, że taki krótki rozdział! Następny będzie dłuższy, ale zabijecie mnie za 12 :C
(już wiem co będzie). Nadal boleję nad moimi włosami, fryzjerka mi obcięła o 5 cm za dużo ;o :CC
Kocham was:*
Dziękuję (znowu) : Nikoli i Loli :* za to że tak mi się tu rozpisujecie kochane:*
no i oczywiście mojej kici:* która od przedwczoraj mnie truła o rozdział, nie mówiąc już o dzisiaj XD :**
Życzcie mi szczęścia na egzaminach, mam nadzieję że dam rozdział w następną niedzielę ale nie obiecuje.
Mam nadzieję Agata że poszczęści nam się w pojechaniu na koncert!
Trzymajcie się wszyscy !:* do następnego:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kochana prowadzisz naprawdę cudownego bloga. Uwielbiam go czytać i zawsze czekam na następne rozdziały. Masz wieeelki talent! Mam nadzieję, że puszczą nas na ren koncert:( Czekam na następny i znowu będe Ci truła dupe o tym haha, a w razie czego mam Twój adres... Blog jest piękny, kocham go! kc śliczna,kochana i w ogóle cudowna <3 (nie śmiej sie z nazwy, staaare konto)
OdpowiedzUsuńDodasz kolejny jakoś wcześniej? Czyżby Justin i Sophie szli na to samo wesele? ;)
OdpowiedzUsuńObstawiam że wójek Justina bierze ślub właśnie z mamą Sophie, a jej brat właśnie to wie ;) .. ale przecież jeśli jej mama i jego wójek się pobiorą to Sophie i Justin nie bd mogli być razem .. chyba ;oo nie nic .. to tylko moje przemyślenia ;) śwetny blog .. jak najszybciej dawaj następny! + taz z innej beczki.. słuchałaś już Confident ? ;*
OdpowiedzUsuńBoże chyba się zakochałam w tym opowiadaniu <33
OdpowiedzUsuńCzekam na NN ;****
Pozdro SiS ;**
Hej. Paulina.
OdpowiedzUsuńCóż, w końcu znalazłam chwilę wolnego czasu na przeczytanie... . Dużo się dzieje w Twoim blogu, to dobrze.
Osobiście nie potrafię odnaleźć się w postaci Sophie. Za wiele emocji nią rządzi. Nie powiem, jest to dość barwna postać, jakby nie było. Mimo tego, nie potrafię się odnaleźć. Nie umiałabym postawić się na miejscu głównej bohaterki.
Nie mam pojęcia co mogę ci jeszcze napisać.
Czyta się dobrze tego bloga. Jak na razie nie mam większych uwag...
W każdym bądź razie, życzę weny.
I czekam na następny. :)
pozdrawiam Klaudia.
PS: zachęcam do wpadania na mojego bloga http://darkforest-darkdreams.blogspot.com/
Czekam nn <3
OdpowiedzUsuń