wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 11

Chodź od rana na niebie świeciło słońce, na drogach wciąż były kałuże. Wstałam bardzo wcześnie, by się przygotować. Nadal wahałam się czy powinnam włożyć coś cieplejszego, czy może zostać przy samej sukience. Niebo było bezchmurne. W końcu kalendarzowe lato się już zaczęło. Myślałam, że nigdy nie pozbędę się dni, w których musiałam uczyć się od rana do nocy.
Od samego rana biegaliśmy z Johnem jak idioci po domu. Musiało to wyglądać niezwykle zabawnie. Szczególnie, jak mój braciszek szukał skarpetek twierdząc, że każda jest inna. Chyba dzisiaj to on bardziej przejmował się wyglądem.
Ja postanowiłam opanować się i zrobić nam porządne śniadanie. W końcu ktoś musiał. Gdy John skończył bieganie po domu i usiadł, by zjeść, pogrążyliśmy się w rozmowie. Gdyby nie fakt, że musieliśmy się spieszyć pewnie przegadalibyśmy pół dnia.
Na pierwszy rzut oka widać, że jesteśmy rodzeństwem. Zachowujemy się podobnie, nawet myślimy podobnie. Jak moglibyśmy się nie dogadywać? Tyle w życiu przeszliśmy i dzięki temu, że mamy siebie przetrwaliśmy najgorsze. Nigdy nie było łatwo, ani nie jest, ale dajemy radę. Ważne, że mamy siebie.
Zawsze zastanawiałam się, co będzie, jeśli John założy rodzinę, ale jakoś zbytnio się tym nie przejmuję dopóki mam pracę w Unrully.
Po zjedzonym śniadaniu zaczęliśmy zbierać się, brać potrzebne rzeczy typu telefon, prezenty.
Robert czekał na mnie dziesięć minut później. Byłam już gotowa. Zeszłam po schodach i weszłam do jego auta. Chłopak ubrany był w idealny czarny garnitur.
-Cześć - przywitałam się.
-Cześć.
Zapięłam pasy. Robert odpalił auto, po czym ruszyliśmy.
-Czym się martwisz? - zapytał, popatrzyłam na niego ze zdziwioną miną. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Chłopak jak na zawołanie dodał:
-Jesteś jakaś zamyślona, nieobecna. Coś cię trapi, wiem to.
-Jakoś ostatnio nie miałam dobrych kontaktów z moją matką, to wszystko jest takie dziwne… Jeszcze miesiąc temu nikogo nie miała, była alkoholiczką. Wiesz... Nawet nie znam tego kolesia, za którego wychodzi.
-To rzeczywiście dziwne - stwierdził.
Resztę drogi milczeliśmy. Chłopak nie wiedział, co powinien powiedzieć, i czy w ogóle powinien coś mówić. Pół godziny później byliśmy już pod urzędem stanu cywilnego. Wysiedliśmy z auta. Robert wystawił rękę tak abym mogła ją chwycić byśmy szli "pod rękę".
Pod budynkiem było już dużo osób, nawet John już dotarł. Uśmiechnęłam się przelotnie, na widok brata z jakąś brunetką. Wyglądała na około dwadzieścia siedem lat, była ładna i wysoka. Chociaż mówił, że nikogo nie zaprasza. Dziwne. Przeleciałam jeszcze raz wzrokiem po gościach. Nikt znajomy. Niby było tam parę krewnych z mojej strony, których kojarzyłam, ale nie widziałam nawet sensu by do nich podchodzić. "Chodźmy się przejść" - powiedziałam Robertowi na ucho, po czym ruszyliśmy w stronę parku.
Wszędzie były małe, zielone drzewka. Słońce przedzierało się przez gęsto ułożone liście. Krążyliśmy bez celu wdychając świeże powietrze. Było wręcz idealnie, ale trzeba było wracać.
Szliśmy inną alejką, szary chodnik i wszędzie ławki. Ceremonia i tak się już pewnie zaczęła. Ale wracaliśmy. Chłopak pytał parę razy czy wracamy, ale chciałam zostać, dlatego nasze spóźnienie było póki, co dziesięciominutowe.

Staliśmy pod urzędem całą ceremonię. Nie chciałam tam wchodzić, nie chciałam ich widzieć. Chciałam wrócić, chciałam żeby to wszystko się skończyło. Nie wiem, po co przyjechałam. Chciałabym żeby to wszystko od śmierci taty okazało się snem. Zwykłym koszmarem małej dziewczynki. Niestety żyjemy w normalnym świecie, nie mogę cofnąć przeszłości. A szkoda! Chciałabym...
Gdy ślub matki dobiegł końca usunęliśmy się z drogi, żeby państwo młodzi mogli przejść. To wszystko było takie głupie, dziwne... Po "Parze Młodej" zaczęli wychodzić goście. Przyglądałam się wszystkim, lecz nie widziałam nikogo znajomego. Do czasu, kiedy nie ujrzałam Biebera i Arianny. "Kurwa, co oni tu robią?"- pierwsze, co pomyślałam.
-Nie wierzę - powiedziała Arianna.
-A ja tak – odpowiedziałam - ostatnio często mam pecha - dodałam.
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa, odeszłam z Robertem jak najdalej od nich, przeklinając w myślach. To będzie niezapomniany ślub, coś tak czuję... Jeszcze będzie śmiesznie.
Dwadzieścia minut później znajdowaliśmy się na jakimś odludziu. Było tu tylko mnóstwo kelnerów, i ładnie ustrojone stoły. Jeszcze lepiej, impreza na dworze... Starałam się omijać Biebera i Ariannę, ale to było ciężkie. Wszędzie ich widziałam. Jak tak dalej pójdzie będę miała koszmary do końca życia. Zaśmiałam się w myślach. Nie wiem, co tu robią, ale na pewno nie dam im zepsuć tego ślubu. Założę się, że Bieber jest od strony kochasia mamy. Okej, będzie zabawnie.
Chodziłam bez celu w jedną i drogą stronę. Wszędzie były kałuże. Niedaleko od tego całego przyjęcia rósł mały las, a w nim gdzieniegdzie ustawiono ławki. Nie miałam, co robić. Robert gdzieś zniknął, już nie mówiąc o Johnie i tajemniczej brunetce. Miło, że wszyscy mnie zostawili. Bardzo, bardzo miło...
Po krótkim spacerze, pomału wracałam. Celem mojego powrotu jest poznanie męża mojej mamy. To takie dziwne, że dopiero w dniu ślubu.
Byłam właśnie koło stołu z tortem, gdy coś błysnęło mi prosto w oczy. Odwróciłam się i ujrzałam Justina całującego Ariannę i fotoreportera. Potrząsnęłam głową na znak niedowierzania, po czym podeszłam do mamy i jej męża. W głowie miałam ciągle widok ich całujących się. Przecież mówił, że są przyjaciółmi, przecież niedawno mnie całował. Nie rozumiem.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy.
-Sophie, chcę ci dzisiaj przedstawić dwie ważne dla mnie osoby.
-Dwie?
-Tak. Mojego męża,Mike - kiwnęła głową na faceta obok niej, który podał mi rękę. Oczywiście z grzeczności zrobiłam to samo. Chwilę później podeszła dziewczyna, którą widziałam z moim bratem. - I twoją siostrę Rose - dodała, a ja patrzyłam na nich jak na idiotów. Stałam chwilę zaskoczona, i nie wiedziałam, jak się zachować.
-John wiedział? - zapytałam.
-Tak.
Nie mogłam powstrzymać emocji, zaczęłam biec w stronę lasu. Usiadłam na jednej z ławek, które tam były. Musiałam to przemyśleć. Za dużo się dzieje. Przecież moja siostra nie żyje od paręnastu lat ... Popełniła samobójstwo. To niemożliwe. Okłamywali mnie? Przez tyle lat? Po co? Kolejna rzecz, której nie rozumiem. Dlaczego oni mi to robią? Jeszcze John... On o wszystkim wiedział! Pamiętam rozmowę z wczoraj...

-Obiecaj mi, że nieważne, co tam się stanie nie odwrócisz się ode mnie.
-Brzmi strasznie. Co masz na myśli?
Zapytałam.
-Nieważne. Obiecujesz?
Potaknęłam.


Teraz rozumiem, co miał na myśli. Tylko, dlaczego on wiedział o wszystkim, a ja nie? Czemu nie mogli mi powiedzieć? Przecież to było do przewidzenia, że tak zareaguję. Chyba pierwszy raz nie wiedziałam, co mam zrobić. Mam tak po prostu wrócić do nich i uściskać moją siostrę?
-Witaj siostro, tak dawno się nie widziałyśmy... Czekaj! Nigdy się nie widziałyśmy...
Nie wiem czy to było by takie fajne. Ale czemu ja mam być wyrozumiała skoro oni mnie nie próbują zrozumieć? Najpierw jej nagły mąż teraz moja siostra...Super! Żyć nie umierać.
Włożyłam głowę między nogi i otuliłam je ramieniem. Płakałam. Dałam się ponieść emocjom. Co mam zrobić? Może Robert mnie tu znajdzie i weźmie do domu. Albo ktokolwiek. Chcę żeby ktoś tu przyszedł i mnie przytulił. Powiedział, że wszystko będzie dobrze, że się ułoży.
I jak na wezwanie poczułam czyjeś ręce na moich ramionach. Nadal płakałam. Podniosłam wzrok na postać siedzącą obok mnie.
-Co ty tu robisz? Powinieneś być z Arianną - powiedziałam do Justina.
-Ty mnie bardziej potrzebujesz.
-Skąd ta pewność, że cię potrzebuję?
-Siedzisz w środku lasu i płaczesz. Jesteś pewna, że mnie nie potrzebujesz?-zapytał.
-Cicho być.
Odsunęłam się od niego, po czym spojrzałam mu w oczy. Chłopak przybliżył się do mnie, po czym złożył na mych ustach pocałunek. W tym momencie potrzebowałam kogoś blisko mnie. Oplotłam ręce za jego szyją i usiadłam na nim okrakiem, wciąż pogłębiając pocałunek. Brunet jeździł rękami po moich plecach, jednocześnie podnosząc moją sukienkę do góry. Chwyciłam jego koszulę i jednym płynnym ruchem ją zdjęłam. Po chwili odsunęliśmy się od siebie, dysząc z powodu braku tlenu. Uśmiechnęłam się i Justin zrobił to samo.
-Nie powinniśmy - szepnęłam.
-Kocham cię – odszepnął - nie ważne, co się dzisiaj stanie.
-Nie wiem, o czym mówisz.
-Za to, co dzisiaj zrobię, chyba będę musiał kupić miejsce na cmentarzu.
-Nie wiem, o czym mówisz, ale mogę ci je załatwić, jeśli tak bardzo tego chcesz.


Od autorki: Noo hey:*
Zawalam strasznie z tymi rozdziałami, przepraszam :C
Ale wiecie jak jest przed świętami, sprzątanie itp...
Specjalnie na gwiazdkę macie cuuukier w rozdziale hahah XD
Taki mini prezent:))

Chciałam wam wszystkim życzyć Wesołych, pogodnych świąt.Niech się spełnią wszystkie wasze marzenia.I udanego Sylwestra!Kochani:*

8 komentarzy:

  1. No heey :D
    Znam ten ból sprzątania przed świętami eh :/
    A tak na marginesie to czy tylko ja nie lubię świąt ? Eh nevermind... Co do rozdziału:
    1. Ślub
    2. Arianna i Justin
    3. Siostra
    4. CUUUUUUUUUUUUUUUUUUKIER XD

    No więc co do 1 to udany pomysł, wiadomo... I co najlepsze jeszcze się nie skończył ! (czyt. czekam na TĄ akcję xD)
    Co do 2 to nie spodziewałam się tego już, w tym rozdziale, ale okeey, liczę na twoją wyobraźnię zobaczymy, co będzie dalej :D
    Co do 3 to jestem ciekawa postaci Rose. Mam nadzieję, że ją rozwiniesz, wiesz typu zacieśnianie relacji siostrzanych z Soph xD
    No i 4 czyli taaaaaaaaaaaaaaaaak suooodko <3 Dzięki za ten cukier, brakowało mi takiej słodkiej końcówki :3 ale niepokoją mnie słowa typu : nieważne co się stanie.
    To znaczy, że będzie ciekawie :D
    już się nie mogę doczekać następnego rozdziału :D
    Pozdrawiam, Lola.

    OdpowiedzUsuń
  2. BOŻE JAKI CUDOWNY ROZDZIAŁ.
    WIELKI TALENT PISARSKI MASZ.
    KOCHAM TEN BLOG
    CZEKAM NA KOLEJNY, CUDOWNY ROZDZIAŁ
    WEEEEEESOŁYCH <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy następny rozdział? Będzie w tym tygodniu?

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej. :)
    Cóż od czego tu zacząć?
    Tak te obowiązki związane ze świętami... . Nie cierpię ich, tak jak i świąt. ale dobra nieważne.

    Co do rozdziału:
    - Justin i Arianna - niespodziewałabym się tego
    - siostra - jednak żyje? Okłamywali ją przez całe życie? Ciekawi mnie czy rozwinie się między siostrami braterska więź, albo raczej siostrzana... xD
    - ślub - całkiem nieźle zaplanowane.
    - i jeszcze jedno, tyle cuuuukru....
    Brawo.
    Jesteś jedną z nielicznych, która doprowadziła mnie do sprzecznych myśli i mętliku w głowie.
    Nieważne.

    Dobrze czyta się twojego bloga. Nie martw się, że masz "opóźnienia" z rozdziałami, mam tak samo u siebie.

    Masz talent, nie zmarnuj go.
    Życzę powodzenia i przede wszystkim weny. :)
    Klaudia
    PS: teraz będę pisać z tego konta...

    OdpowiedzUsuń
  5. masz TALENT!!!!! kiedy następny rozdział :* <3

    OdpowiedzUsuń
  6. świetne lecz czasami gubisz wątki np. wcześniej napisałaś że jej siostra popełniła samobójstwo a tu jest że zginęła w wypadku. Rewelacyjne czekam na 12.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy nastepny rozdział + niesamowite i wciągające

    OdpowiedzUsuń