Dzisiaj ma być ten wyjątkowy dzień. Raz do roku w naszej szkole organizują bal maskowy. Zjawiają się wszyscy uczniowie naszej szkoły. Przebranie jest obowiązkowe.
Razem z moimi przyjaciółkami już od tygodnia miałyśmy kreacje. Oczywiście trzeba było przyjść z osobą towarzyszącą, która mogła być z poza szkoły. Tego dnia uśmiech nie schodził mi z twarzy. Może to przez wydarzenia wcześniejszych dni? Robert, gdy dowiedział się, że nie mam partnera na bal stwierdził, że chce iść i spytał się czy bym nie poszła z nim. Pomijając fakt, że to ja powinnam go pytać, bo to w końcu bal w mojej szkole. Ale trudno.
Parę godzin po tym jak zgodziłam się iść na bal z Robertem, o to samo zapytał mnie Justin. Oczywiście odmówiłam. Niby wybaczyłam mu już próbę uderzenia mnie, ale i tak nie zmieniało to faktu, że nie cierpiałam go tak samo jak w dniu, w którym go poznałam. Poza tym miałam już towarzysza. Justin odszedł ze spuszczoną głową i resztę tygodnia się do mnie nie odzywał.
A co do castingu, który był dwa dni wcześniej, to poszło nam dobrze. Co tu dużo mówić? Trenowaliśmy cały tydzień i opłacało nam się to.
-Było nam ciężko wybrać, naprawdę jesteście świetni -powiedziała niska brunetka.
-Rzeczywiście było trudno, ale - dodał jeden z jurorów.
-Ale nie mogliśmy wybrać pomiędzy wami, dlatego dostajecie się wszyscy do Unrully. Gratulujemy! - dodał Justin, który tego dnia znowu był na castingu.
Przypominając sobie te wydarzenia miałam uśmiech na twarzy. Jednak szybko się ogarnęłam, gdyż zadzwonił dzwonek do drzwi. Moje przyjaciółki przyszły trochę wcześniej niż się spodziewałam. W sumie to dobrze, przynajmniej mamy więcej czasu na przygotowanie się.
Nie zajęło nam to długo. Wyrobiłyśmy się w trzy godziny.
Około godziny siedemnastej pojawili się nasi towarzysze. Pięciu chłopaków, a raczej mężczyzn, w garniturach porwało swoje towarzyszki w kierunku wyjścia z mieszkania. Najstarsza z moich przyjaciółek - Victoria szła z Ryanem, Naomi z Lewisem, Nora z moim bratem Johnem, zaś najmłodsza z nas Lily, wybierała się z Ben'em, który podobał jej się od przedszkola. Nadal trudno mi uwierzyć, że po raz pierwszy, od trzech lat, się do niej odezwał, a co najważniejsze, zaprosił ją na bal. Dziwne? Tak! Ale to jej sprawa, z kim idzie. Nie wtrącam się do życia ludzi. Taką mam zasadę i staram się jej trzymać.
Na zegarze właśnie wybiła północ. Bawiłam się świetnie. Z racji, że była to impreza szkolna, nie było alkoholu. Ja i tak twierdzę, że zabawa bez tego trunku jest taka sama jak z nim. Ale to tylko moje zdanie. Niektórzy nie podzielają takiej opinii. Ale cóż... Są ludzie i parapety.
Tańczyłam już chyba z pięćdziesiąty raz. Tym razem z jakimś obcym chłopakiem. Nie zbyt go kojarzyłam. Byłam już zmęczona tym ciągłym kręceniem się w kółko. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Przeprosiłam partnera i udałam się w stronę krzeseł. Usiadłam na jednym z nich i rozejrzałam się po sali. W jednym kącie Justin tańczył z Arianną, obok nich Robert całował się z jakąś laską, zaś na drugim końcu sali Naomi z Lewisem.
Chwila, co?! Robert całował się nie z jakąś laską, tylko z Lilianną. Ale jak to?! Przecież oni się ledwo znają! Nie możliwe! Sama nie wierzyłam w to, co widzę. Ja sobie siedziałam sama jak palec, a on wymieniał się z nią śliną. I to przy wszystkich! Jaki wstyd. Po chwili stwierdziłam, że naprawdę nie mam, co robić i nie będę się na nich patrzeć. Jak tak dalej pójdzie to będą się pieprzyć na środku parkietu.
Brawo, Sophie ! Zamiast życzyć im szczęścia, nabijasz się z nich. Jesteś bardzo miła.
W duchu śmiałam się sama z siebie. Jednocześnie było mi głupio sterczeć tu samotnie, chociaż osób do rozmów nie brakowało. Miałam cichą nadzieję, że Naomi i Norze poszczęści się w 'łapaniu chłopaków'. Naprawdę życzę im żeby w końcu znalazły swoje drugie połówki. Nie mam ochoty w wakacje, i po nich, słuchać, jakie to one są nieszczęśliwe i samotne.
Gdy wzięłam pod uwagę wszystkie 'za i przeciw' na temat wyjścia teraz z tej sali stwierdziłam, że nic tu po mnie.
Szybkim krokiem, który można było nazwać prawie biegiem udałam się do drzwi. Jednak nie było mi pisane dotrzeć do nich. Poślizgnęłam się na mokrej podłodze i po chwili moje ciało miało bliskie spotkanie z podłogą. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Urwał mi się film...
JUSTIN POV
Gdy zobaczyłem Sophie leżącą, musiałem do niej podejść. Poza tym nikt się nawet nie zainteresował tą sytuacją. Zostawiłem Ariannę z zdezorientowaną miną i ruszyłem w kierunku leżącej dziewczyny. Chyba straciła przytomność. Gdy znalazłam się blisko dziewczyny, zobaczyłem, że ma zamknięte oczy. Podniosłem ją delikatnie i udałem się do mojego samochodu.
Już po dziesięciu minutach byliśmy w szpitalu. Wniosłem dziewczynę na izbę przyjęć, gdzie się nią od razu zajęli.
Po długim czekaniu okazało się, że ma złamaną nogę i lekkie stłuczenie głowy, ale nic jej nie jest. Ucieszyłem się na tą wiadomość. Pielęgniarka pozwoliła mi wziąć do domu śpiącą jeszcze brunetkę. Fajnie… Tylko gdzie ona mieszka?! Nie dość, że nie miałem zielonego pojęcia, gdzie się z nią udać, to jeszcze nie wiedziałem, z kim z jej bliskich mogę się skontaktować. Dziewczyna nie miała przy sobie telefonu, a ja nawet o tym nie pomyślałem.
Była już druga w nocy. Stwierdziłem, że wezmę Sophie do siebie, bo i tak nie maiłem, co z nią zrobić, i tam ją położę, a ja prześpię się w pokoju gościnnym.
Tak też zrobiłem. Wniosłem dziewczynę na pierwsze piętro mojego domu i położyłem ją w moim pokoju, po czym przykryłem kocem, a sam udałem się do pokoju gościnnego gdzie usnąłem.
Od autorki: Okej jest już 6 xd Muszę was zawieść ale nie wiem czy dam radę napisać na kolejną niedzielę kolejny rozdział :) Będę informować was na stronie i mogę na gg (48769844-moje). Nie myślcie sobie że przestaje pisać albo coś ale mam blokadę twórczą :D Postaram się na następną niedzielę ale nie obiecuje. Zapomniałabym ! CHCĘ BARDZO BARDZO I TO BARDZO PODZIĘKOWAĆ MOJEJ OSOBISTEJ KOREKTORCE (KTÓRA POPRAWIA MI BŁĘDY) -LOLI ;**
I DEDYKUJĘ TEN ROZDZIAŁ MOJEJ KALECE KTÓRA MOTYWUJE MNIE TEKSTEM 'WIEM GDZIE MIESZKASZ' hahahah xd Kocham was wszystkich i dziękuję że czytacie. Jak przeczytałam komentarze pod 5 rozdziałem to się popłakałam jacy wspaniali ludzie to czytają :) Liczę na komentarze xx
Awwww <3 proszę bardzo kochana, powiem ci nawet, że poprawianie twoich rozdziałów sprawia mi pewnego rodzaju radochę :D Ehehehe xD
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału, to bardzo mi się podobał. Cieszę się z sukcesów Soph i Rob'a i... Kurcze kartofel ! Rzeczywiście nie ma tu żadnego dialogu ( nie liczę wypowiedzi jurorów ;p).
Powiem ci, że mimo wszystko robisz postępy z czego się bardzo cieszę ^^
Wiesz dobrze, że uwielbiam takie momenty, w których główni bohaterowie się wypieprzają na podłodze, przez jakąś głupią kałużę, albo coś jeszcze bardziej niedorzecznego, więc chyba nie muszę ci tutaj tego pisać xD
A to jak Justin na nią zwrócił uwagę to było słodkie ^^
Sorry, że tak krótko, ale nie mam weny do komentowania... Przepraszam :(
W każdym bądź razie mam nadzieję, że jednak twoja wena twórcza wróci szybko, choć wiem, że dodawanie nowych rozdziałów co tydzień jest dużym osiągnięciem, to naprawdę mało czasu, eh ;/
Pozdrawiam kochana :*
aww... czekam na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńświetny rozdział , naprawde. czekam na kolejny no i jestem bardzo ciekawa co się wydarzy jak soph się obudzi awwww :**
OdpowiedzUsuńAaaaaa.... czekam na nastepny rozdział powiem ci że jak czytam twojego bloga to jestem szczęśliwa :)
OdpowiedzUsuńNaprawdę cudowna historia tak długo czekałam na ten 6 rozdział że nie masz pojęcia jak krzyczałam gdy zobaczyłam że jest . ♥ Kocham to opowiadanie i proszę wyrób się na następną niedziele bo też Ci powiem że "Wiem gdzie mieszkasz" xD Jezu KOCHAM CIĘ BO MASZ TAKĄ PIĘKNĄ WYOBRAŹNIE NAPRAWDĘ SUPER JEST TA HISTORIA ♥ ♥ ♥
OdpowiedzUsuńGenialne *.* czekam na kolejny ♥ ♥ ♥
OdpowiedzUsuńSuper! Na prawdę masz talent! Czekam z niecierpliwością na następny ;) !
OdpowiedzUsuńA tymczasem zapraszam do mnie ;)
http://true-love-fanfiction.blogspot.com/
Słodko, czekam nn <3
OdpowiedzUsuńwięc. no cóż blog ogółem jest całkiem dobry i lubię jak piszesz (mimo tego że nie przepadam za wokalistą - Justinem) to i tak uważam iż masz talent. a co do rozdziału to szybko i przyjemnie się czyta, choć jest krótki ... ale możliwe że tylko ja tak uważam ,gdyż może nie jestem przyzwyczajona, ale, ale to się wytnie ... :)
OdpowiedzUsuńmimo wszystko życzę ci wielkiej motywacji, chęci do działań oraz co najważniejsze weny :)
pozdrawiam i czekam niecierpliwie na kolejny (jak mniemam) świetny rozdział. :)
CUDOWNIE! Chce już następny rozdział dziewczyno. Emocje sięgają zenitu. :*
OdpowiedzUsuńkiedy będzie następny rozdział? Bo już nie wytrzymuje ten blog jest zbyt zajebisty <3
OdpowiedzUsuń