Chodź od rana na niebie świeciło słońce, na drogach wciąż były kałuże. Wstałam bardzo wcześnie, by się przygotować. Nadal wahałam się czy powinnam włożyć coś cieplejszego, czy może zostać przy samej sukience. Niebo było bezchmurne. W końcu kalendarzowe lato się już zaczęło. Myślałam, że nigdy nie pozbędę się dni, w których musiałam uczyć się od rana do nocy.
Od samego rana biegaliśmy z Johnem jak idioci po domu. Musiało to wyglądać niezwykle zabawnie. Szczególnie, jak mój braciszek szukał skarpetek twierdząc, że każda jest inna. Chyba dzisiaj to on bardziej przejmował się wyglądem.
Ja postanowiłam opanować się i zrobić nam porządne śniadanie. W końcu ktoś musiał. Gdy John skończył bieganie po domu i usiadł, by zjeść, pogrążyliśmy się w rozmowie. Gdyby nie fakt, że musieliśmy się spieszyć pewnie przegadalibyśmy pół dnia.
Na pierwszy rzut oka widać, że jesteśmy rodzeństwem. Zachowujemy się podobnie, nawet myślimy podobnie. Jak moglibyśmy się nie dogadywać? Tyle w życiu przeszliśmy i dzięki temu, że mamy siebie przetrwaliśmy najgorsze. Nigdy nie było łatwo, ani nie jest, ale dajemy radę. Ważne, że mamy siebie.
Zawsze zastanawiałam się, co będzie, jeśli John założy rodzinę, ale jakoś zbytnio się tym nie przejmuję dopóki mam pracę w Unrully.
Po zjedzonym śniadaniu zaczęliśmy zbierać się, brać potrzebne rzeczy typu telefon, prezenty.
Robert czekał na mnie dziesięć minut później. Byłam już gotowa. Zeszłam po schodach i weszłam do jego auta. Chłopak ubrany był w idealny czarny garnitur.
-Cześć - przywitałam się.
-Cześć.
Zapięłam pasy. Robert odpalił auto, po czym ruszyliśmy.
-Czym się martwisz? - zapytał, popatrzyłam na niego ze zdziwioną miną. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Chłopak jak na zawołanie dodał:
-Jesteś jakaś zamyślona, nieobecna. Coś cię trapi, wiem to.
-Jakoś ostatnio nie miałam dobrych kontaktów z moją matką, to wszystko jest takie dziwne… Jeszcze miesiąc temu nikogo nie miała, była alkoholiczką. Wiesz... Nawet nie znam tego kolesia, za którego wychodzi.
-To rzeczywiście dziwne - stwierdził.
Resztę drogi milczeliśmy. Chłopak nie wiedział, co powinien powiedzieć, i czy w ogóle powinien coś mówić. Pół godziny później byliśmy już pod urzędem stanu cywilnego. Wysiedliśmy z auta. Robert wystawił rękę tak abym mogła ją chwycić byśmy szli "pod rękę".
Pod budynkiem było już dużo osób, nawet John już dotarł. Uśmiechnęłam się przelotnie, na widok brata z jakąś brunetką. Wyglądała na około dwadzieścia siedem lat, była ładna i wysoka. Chociaż mówił, że nikogo nie zaprasza. Dziwne. Przeleciałam jeszcze raz wzrokiem po gościach. Nikt znajomy. Niby było tam parę krewnych z mojej strony, których kojarzyłam, ale nie widziałam nawet sensu by do nich podchodzić. "Chodźmy się przejść" - powiedziałam Robertowi na ucho, po czym ruszyliśmy w stronę parku.
Wszędzie były małe, zielone drzewka. Słońce przedzierało się przez gęsto ułożone liście. Krążyliśmy bez celu wdychając świeże powietrze. Było wręcz idealnie, ale trzeba było wracać.
Szliśmy inną alejką, szary chodnik i wszędzie ławki. Ceremonia i tak się już pewnie zaczęła. Ale wracaliśmy. Chłopak pytał parę razy czy wracamy, ale chciałam zostać, dlatego nasze spóźnienie było póki, co dziesięciominutowe.
Staliśmy pod urzędem całą ceremonię. Nie chciałam tam wchodzić, nie chciałam ich widzieć. Chciałam wrócić, chciałam żeby to wszystko się skończyło. Nie wiem, po co przyjechałam. Chciałabym żeby to wszystko od śmierci taty okazało się snem. Zwykłym koszmarem małej dziewczynki. Niestety żyjemy w normalnym świecie, nie mogę cofnąć przeszłości. A szkoda! Chciałabym...
Gdy ślub matki dobiegł końca usunęliśmy się z drogi, żeby państwo młodzi mogli przejść. To wszystko było takie głupie, dziwne... Po "Parze Młodej" zaczęli wychodzić goście. Przyglądałam się wszystkim, lecz nie widziałam nikogo znajomego. Do czasu, kiedy nie ujrzałam Biebera i Arianny. "Kurwa, co oni tu robią?"- pierwsze, co pomyślałam.
-Nie wierzę - powiedziała Arianna.
-A ja tak – odpowiedziałam - ostatnio często mam pecha - dodałam.
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa, odeszłam z Robertem jak najdalej od nich, przeklinając w myślach. To będzie niezapomniany ślub, coś tak czuję... Jeszcze będzie śmiesznie.
Dwadzieścia minut później znajdowaliśmy się na jakimś odludziu. Było tu tylko mnóstwo kelnerów, i ładnie ustrojone stoły. Jeszcze lepiej, impreza na dworze... Starałam się omijać Biebera i Ariannę, ale to było ciężkie. Wszędzie ich widziałam. Jak tak dalej pójdzie będę miała koszmary do końca życia. Zaśmiałam się w myślach. Nie wiem, co tu robią, ale na pewno nie dam im zepsuć tego ślubu. Założę się, że Bieber jest od strony kochasia mamy. Okej, będzie zabawnie.
Chodziłam bez celu w jedną i drogą stronę. Wszędzie były kałuże. Niedaleko od tego całego przyjęcia rósł mały las, a w nim gdzieniegdzie ustawiono ławki. Nie miałam, co robić. Robert gdzieś zniknął, już nie mówiąc o Johnie i tajemniczej brunetce. Miło, że wszyscy mnie zostawili. Bardzo, bardzo miło...
Po krótkim spacerze, pomału wracałam. Celem mojego powrotu jest poznanie męża mojej mamy. To takie dziwne, że dopiero w dniu ślubu.
Byłam właśnie koło stołu z tortem, gdy coś błysnęło mi prosto w oczy. Odwróciłam się i ujrzałam Justina całującego Ariannę i fotoreportera. Potrząsnęłam głową na znak niedowierzania, po czym podeszłam do mamy i jej męża. W głowie miałam ciągle widok ich całujących się. Przecież mówił, że są przyjaciółmi, przecież niedawno mnie całował. Nie rozumiem.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy.
-Sophie, chcę ci dzisiaj przedstawić dwie ważne dla mnie osoby.
-Dwie?
-Tak. Mojego męża,Mike - kiwnęła głową na faceta obok niej, który podał mi rękę. Oczywiście z grzeczności zrobiłam to samo. Chwilę później podeszła dziewczyna, którą widziałam z moim bratem. - I twoją siostrę Rose - dodała, a ja patrzyłam na nich jak na idiotów. Stałam chwilę zaskoczona, i nie wiedziałam, jak się zachować.
-John wiedział? - zapytałam.
-Tak.
Nie mogłam powstrzymać emocji, zaczęłam biec w stronę lasu. Usiadłam na jednej z ławek, które tam były. Musiałam to przemyśleć. Za dużo się dzieje. Przecież moja siostra nie żyje od paręnastu lat ... Popełniła samobójstwo. To niemożliwe. Okłamywali mnie? Przez tyle lat? Po co? Kolejna rzecz, której nie rozumiem. Dlaczego oni mi to robią? Jeszcze John... On o wszystkim wiedział! Pamiętam rozmowę z wczoraj...
-Obiecaj mi, że nieważne, co tam się stanie nie odwrócisz się ode mnie.
-Brzmi strasznie. Co masz na myśli?
Zapytałam.
-Nieważne. Obiecujesz?
Potaknęłam.
Teraz rozumiem, co miał na myśli. Tylko, dlaczego on wiedział o wszystkim, a ja nie? Czemu nie mogli mi powiedzieć? Przecież to było do przewidzenia, że tak zareaguję. Chyba pierwszy raz nie wiedziałam, co mam zrobić. Mam tak po prostu wrócić do nich i uściskać moją siostrę?
-Witaj siostro, tak dawno się nie widziałyśmy... Czekaj! Nigdy się nie widziałyśmy...
Nie wiem czy to było by takie fajne. Ale czemu ja mam być wyrozumiała skoro oni mnie nie próbują zrozumieć? Najpierw jej nagły mąż teraz moja siostra...Super! Żyć nie umierać.
Włożyłam głowę między nogi i otuliłam je ramieniem. Płakałam. Dałam się ponieść emocjom. Co mam zrobić? Może Robert mnie tu znajdzie i weźmie do domu. Albo ktokolwiek. Chcę żeby ktoś tu przyszedł i mnie przytulił. Powiedział, że wszystko będzie dobrze, że się ułoży.
I jak na wezwanie poczułam czyjeś ręce na moich ramionach. Nadal płakałam. Podniosłam wzrok na postać siedzącą obok mnie.
-Co ty tu robisz? Powinieneś być z Arianną - powiedziałam do Justina.
-Ty mnie bardziej potrzebujesz.
-Skąd ta pewność, że cię potrzebuję?
-Siedzisz w środku lasu i płaczesz. Jesteś pewna, że mnie nie potrzebujesz?-zapytał.
-Cicho być.
Odsunęłam się od niego, po czym spojrzałam mu w oczy. Chłopak przybliżył się do mnie, po czym złożył na mych ustach pocałunek. W tym momencie potrzebowałam kogoś blisko mnie. Oplotłam ręce za jego szyją i usiadłam na nim okrakiem, wciąż pogłębiając pocałunek. Brunet jeździł rękami po moich plecach, jednocześnie podnosząc moją sukienkę do góry. Chwyciłam jego koszulę i jednym płynnym ruchem ją zdjęłam. Po chwili odsunęliśmy się od siebie, dysząc z powodu braku tlenu. Uśmiechnęłam się i Justin zrobił to samo.
-Nie powinniśmy - szepnęłam.
-Kocham cię – odszepnął - nie ważne, co się dzisiaj stanie.
-Nie wiem, o czym mówisz.
-Za to, co dzisiaj zrobię, chyba będę musiał kupić miejsce na cmentarzu.
-Nie wiem, o czym mówisz, ale mogę ci je załatwić, jeśli tak bardzo tego chcesz.
Od autorki: Noo hey:*
Zawalam strasznie z tymi rozdziałami, przepraszam :C
Ale wiecie jak jest przed świętami, sprzątanie itp...
Specjalnie na gwiazdkę macie cuuukier w rozdziale hahah XD
Taki mini prezent:))
Chciałam wam wszystkim życzyć Wesołych, pogodnych świąt.Niech się spełnią wszystkie wasze marzenia.I udanego Sylwestra!Kochani:*
wtorek, 24 grudnia 2013
niedziela, 8 grudnia 2013
Rozdział 10
Tydzień szybko minął. Nim się obejrzałam był już piątek. Cały tydzień nalatałam się załatwiając różne sprawy. Było ich dużo, za dużo. W sobotę kupiłam sukienkę i inne rzeczy na wesele. W niedziele dziewczyny wyciągnęły mnie na kawę. W poniedziałek zdjęli mi gips. We wtorek musiałam iść załatwić z Unrully, próby już się zaczęły, a puki, co nie mogłam na nich być. Środa i czwartek mijały lżej, tylko próby do akademii na zakończenie roku szkolnego. Układ taneczny połączony ze śpiewem. Brzmi ciekawie, jednak to tylko niepotrzebna harówa. Próby wiążą się z częstym spotkaniem Justina, w sumie jak go unikać chodząc razem z nim do klasy? Chociaż nie jest tak źle. To by się wydawało dziwne, ale chyba polubiłam Justina. Znaczy jest mi obojętny, z jednej strony trudno polubić gwiazdę szczególnie, że ma się takie obeznanie w temacie.
Ślub i wesele mojej matki miały się odbyć jutro, gdzieś na obrzeżach Londynu o piętnastej, w urzędzie. Nie mogli brać ślubu w kościele ze względu, na to, że moja matka już raz wyszła za mąż. Na początku nie chciałam brać osoby towarzyszącej, ale po dłuższych namysłach stwierdziłam, że będę się tam nudzić i przyda się ktoś znajomy. Padło na Roberta. Gdybym chciała wziąć Justina, to od razu zleciałaby się prasa i fotoreporterzy. Poza tym, czemu miałabym go brać? Skąd w ogóle takie myśli? Ostatnio coraz częściej przyłapywałam się na myśleniu o nim. I w dodatku myśli o tym, co działo się u niego w kuchni, zdecydowanie nie pomagały. Próbowałam je odgonić, zmieniając temat na moich przyjaciół, ich związki i tego, co działo się wcześniej, ale to nie pomagało. Im bardziej chciałam przestać o nim myśleć, tym bardziej myślałam.
Zdecydowanie za dużo myślę!
Już od jakiegoś czasu miałam wszystko przygotowane i chyba dopięte na ostatni guzik. Z matką gadałam aż dwa razy przez telefon, chciała moich rad. Może to początek czegoś nowego? Jakiś rozdział w naszych życiach zamyka się, a nowy otwiera? Może będziemy się lepiej dogadywać? Oby. Nie chcę by było to, co wcześniej. Chcę mieć normalną rodzinę. Jakkolwiek to brzmi i ma wyglądać w rzeczywistości. Nawet największym wrogom nie życzyłabym śmierci któregoś z rodziców. Ciekawe, jak potoczy się nowe małżeństwo mojej matki… Przecież oni się prawie nie znają! Przynajmniej tak mi się zdaje… Czuję się dziwnie, nie wiem, na czym stoję i co dzieje się wokół mnie.
Od czasu, kiedy matka postanowiła zrobić z siebie pijaczkę, zaczęliśmy z Johnem nowe życie. Z dala od niej, z dala od problemów. Przynajmniej tak mi się wydawało. To, co się teraz dzieje to jakieś fatum. Szczególnie, od kiedy Justin dołączył do mojej klasy. Wszystko się zmieniło.
Akcja za szkołą...
Sprzątanie szkoły...
Feralny bal...
Noga w gipsie...
Kolejny raz w szpitalu...
To wszystko jest za dziwne. Wszystko biegnie swoim torem, a ja stoję w miejscu, jak zagubiona dziewczyna pośród wielkiego lasu. Sama, zdana tylko na siebie.
Czuję jakbym była w niewłaściwym miejscu. Czuję się tu obco. Kiedyś było inaczej. Przynajmniej tak mi się zdawało. Wszystko kiedyś było inne. Tak dużo się zmieniło, już nie jest tak jak kiedyś.
Chciałabym cofnąć czas, by było jak kiedyś. Mała dziewczynka ze starszym bratem i kochającą rodziną. Nie chcę stać w miejscu. Codziennie jedno i to samo. Mam dość wszystkiego.
Jutro wielki dzień mojej mamy, a kiedy ostatnim razem się widziałyśmy pokłóciłyśmy się. Chciałabym się komuś w końcu wygadać.
Pogadać szczerze. Na każdy temat.
-Sophie! Żyjesz? - zapytał brat, machając mi ręką przed nosem.
-Nie. Umarłam-zażartowałam.
-O czym tak myślałaś?
-Wiesz, wszystko kiedyś było inne. Myślałam, co by było gdyby niektóre rzeczy nie miały miejsca… Co gdyby nasza siostra nie popełniła samobójstwa? Co gdyby nasz tata nie zginął w wypadku? Co gdyby matka się nie rozpiła?
Posmutniałam.
-Nie można gdybać, Soph. Życie dało nam w kość, prawda. Lecz nie można żyć przeszłością. Musimy się cieszyć tym, co jest tu i teraz. Mamy siebie to najważniejsze, nie uważasz?
Uśmiechnęłam się.
-Na zawsze razem? – zapytał - Młodsza siostra i starszy brat-dodał.
-Jasne. Właściwie, z kim idziesz na wesele ?
Zapytałam.
-Z nikim. I tak będziemy tam mieli za dużo atrakcji. Soph?
-Tak?
-Obiecaj mi, że nieważne, co tam się stanie nie odwrócisz się ode mnie.
-Brzmi strasznie. Co masz na myśli?
Zapytałam.
-Nieważne. Obiecujesz?
Potaknęłam.
&&&
Deszcz padał od samego rana. Jutro ma być ślub, jednak pogoda i tak robi swoje. Jak tak dalej pójdzie, to zmokniemy do suchej nitki, wychodząc już z auta. Świetnie! Nie specjalnie podoba mi się to wszystko… Z Robertem umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie jutro. Cała sprawa z jego orientacją, poszła w niepamięć. Nie wiem, czemu od początku nic mi nie powiedział. Może bał się mojej reakcji? Pewnie tak! Tylko szkoda, że ma do mnie tak mało zaufania.
Wbrew pozorom nie jestem taka straszna chyba, że wredna, ale tylko dla Justina. Ale na pewno nie odwróciłabym się od kogoś z powodu takiej błahostki! Przecież to nie koniec świata. Końcem świata chyba jest akademia na zakończenie roku... Ten występ, w dodatku przed całą szkołą, mnie przeraża. Chociaż są też plusy, na przykład to, że przez kolejne dwa miesiące nie odwiedzimy tej budy. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, są plusy i minusy.
Najdziwniejsze było zaproszenie mnie przez Justina na wesele jego wujka. W dodatku, w tym samym terminie, co ślub mojej matki. Oczywiście odmówiłam. Chciałabym iść chociażby, dlatego, że nie mam chęci spotkać mojej matki. W sumie mam mieszane uczucia, jeszcze ta rozmowa z bratem wcale mi nie pomogła. Wręcz przeciwnie.
"Obiecuj mi, że nieważne, co tam się stanie nie odwrócisz się ode mnie." Dwie możliwości: a.) on wie coś, czego ja nie wiem b.) coś się stanie. Czyli w obu przypadkach nic nie wiem. Dobra taktyka, nieważne, co powiedział i tak nic nie wiem. Czy to miało na celu, pobudzenie moich szarych komórek do myślenia? Bo jak tak, to mu się udało. Dość długo zajęły mi refleksje na ten temat. Za długo.
Nim się obejrzałam, przyszedł sen. Muszę być wyspana, przecież jutro wielki dzień dla mojej matki.
Od autorki: Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Nie miałam czasu pisać :C od wtorku mam próbne egzaminy gimnazjalne i musiałam jeszcze poprawiać oceny bo słabo mi idzie z maty :C Mam nadzieję, że kolejny rozdział dodam szybko :D Dziękuję wszystkim co czytają i komentują bo to tak wiele znaczy dla osoby piszącej :) Przepraszam, że taki krótki rozdział! Następny będzie dłuższy, ale zabijecie mnie za 12 :C
(już wiem co będzie). Nadal boleję nad moimi włosami, fryzjerka mi obcięła o 5 cm za dużo ;o :CC
Kocham was:*
Dziękuję (znowu) : Nikoli i Loli :* za to że tak mi się tu rozpisujecie kochane:*
no i oczywiście mojej kici:* która od przedwczoraj mnie truła o rozdział, nie mówiąc już o dzisiaj XD :**
Życzcie mi szczęścia na egzaminach, mam nadzieję że dam rozdział w następną niedzielę ale nie obiecuje.
Mam nadzieję Agata że poszczęści nam się w pojechaniu na koncert!
Trzymajcie się wszyscy !:* do następnego:)
niedziela, 24 listopada 2013
Rozdział 9
Dzień jak każdy inny. Wstałam rano i przyszykowałam się do szkoły. Tyle, że było mi trudniej z tą nogą.Celem na dzisiaj była rozmowa z Lily. Dopiero, co poznała Roberta, a już się całowali. W sumie nie moja sprawa, ale trochę dziwne, jakby nie patrzeć. A może ja po prostu o czymś nie wiem? Trudno. Rozmowa i tak się przyda, zwłaszcza, że chciałabym żeby to właśnie ona pomogła mi wybrać sukienkę na ślub matki. Do którego, jakby nie patrzeć, zostało tydzień z hakiem. Który normalny człowiek wysyła, prawie tydzień przed ślubem zaproszenia? Przez to wszystko zapomniałabym o próbach Unrully, ale to może poczekać.
Myślę, że do poniedziałku ściągną mi gips. Miejmy nadzieję! Niby minęło dopiero parę dni od jego założenia, ale podobno to było lekkie złamanie, więc powinno się zrosnąć. Oby!
Wracając do tematu szkoły to, ku mojemu zdziwieniu, gdy rano wyszłam przed blok w celu pójścia do szkoły, na parkingu stało żółte Porsche Justina. Okazało się, że przyjechał po mnie żebym nie musiała chodzić. Miło z jego strony, jednak poczułam się dziwnie. Wyrzuty sumienia. On mi pomaga na każdym kroku, a ja odpłacam mu się chamstwem i docinkami.
Jechaliśmy do szkoły, w ciszy. Wymieniliśmy parę zdań na temat przysłowiowej "pogody". Jakoś rozmowa specjalnie nam się nie kleiła, w sumie sama nie wiedziałam, co mu powiedzieć. Jedyne, co udało mi się wydukać to jakieś durne "dziękuję" i "przepraszam".
Droga do szkoły była krótka : na nogach pięć minut, autem około dwie ze względu na światła, które szczerze mówiąc, nie są tam potrzebne. Od kalendarzowego lata dzieliło nas zaledwie parę dni. Kolorowe kwiaty posadzone wszędzie dodawały uroku temu deszczowemu miastu.
Po dwóch minutach spędzonych w aucie, w końcu wyszliśmy na świeże powietrze przed budynek szkoły. Jakoś nigdy specjalnie nie przepadałam za tym, żeby mnie ktoś woził. Nie lubię być od kogoś zależna. Wolę być zdana na siebie. Tylko i wyłącznie. Nie ukrywam przydałoby mi się auto, ale najpierw muszę na nie zarobić. Dzięki Unrully jest to możliwe. Przynajmniej pomogę utrzymywać mieszkanie John'owi. Wiem, że nie jest mu łatwo. Płaci za moje zachcianki, a ja siedzę w domu i prawie nic nie robię. Czas to zmienić! Kocham brata i muszę go trochę odciążyć od wydatków.
Już od progu powitały mnie moje kochane przyjaciółki i dwóch przyjaciół. Przywitaliśmy się i każdy poszedł pod swoje klasy. Dzisiaj miałam w planie same nudne wykłady. Szczerze? Nikomu nie potrzebne. W drodze pod klasę zaczepiła mnie Lilianna. Chciała porozmawiać. Oczywiście zgodziłam się.
-Chciałam ci powiedzieć, że to całowanie z Robertem było udawane. Nic nas nie łączy!
-Lily, nie obchodzi mnie to, z kim się całujesz i po co. Martwię się o ciebie! Myślałam, że go nie znasz.
Westchnęłam.
-Jak to udawane?
Dodałam później.
-Powinnaś się dowiedzieć tego od niego. I nie wiń go za to, że ci nie powiedział. Rodzice go przez to odrzucili i wysłali do Londynu. Dlatego będzie uczył się w naszej szkole.
-Możesz do rzeczy?
Zapytałam zniecierpliwiona.
-Niech sam ci powie, stoi za tobą.
Powiedziała szybko. Odwróciłam się i zobaczyłam Roberta.
-O! Cześć Robert, jak miło cię widzieć.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie, jednak w głowie powoli układałam plan ewakuacji. Byle zdała od rozmowy, na głupie tematy. Po co ja w ogóle się wtrącam? Nie moje życie.
-Cześć, możemy pogadać?
Zapytał. Świetnie! 'No to się wkopałaś, kochana' zaszydziłam z siebie w myślach.
-Hmm… Wiesz spieszę się na wykład. Może po lekcjach w Starburksie?
-Okej.
Zaśmiałam się w myślach. Pięć punktów dla mnie za kreatywność i kolejne dwa na dobre wykręcenie się z głupiej sytuacji. Można powiedzieć, że pomału zbliżam się do poziomu Ariany. Mimowolnie, od kiedy poznałam Justina stałam się wredna. Przypadek? Nie do końca. Po części to moja wina. Sama się na to pisałam. Chociaż? Pani West kazała mi go oprowadzać, czyli jednocześnie go poznać. Czyli mogę winę zwalić na nią? Chyba nie. Zdaje mi się, że ta znajomość będzie inna niż pozostałe. Ale nie dlatego, że z gwiazdą. Jesteśmy z innych światów i to może być ciekawe.
Lekcje minęły szybciej niż myślałam. Nim się obejrzałam, byłam już pod Starburksem. Moja ciekawość, co Robert chce mi powiedzieć, brała górę. Nie obchodzi mnie, co jest między nim a Lilianną. Nawet nie mam zamiaru się do tego wtrącać.
Weszłam do środka. Pospiesznie poszukałam wzrokiem Roberta, który siedział po prawej stronie w rogu kawiarni. Uśmiechnęłam się, gdy mnie zauważył i podeszłam szybkim krokiem do jego stolika.
-Hej, o czym chciałeś pogadać?
Zapytałam przeciągając literkę „e”. Miejmy nadzieję, że powie mi coś istotnego, nie po to fatygowałam się tu z girą w gipsie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, uświadamiając sobie, jakiego określenia właśnie użyłam.
-Na pewno chciałabyś wiedzieć, czemu wtedy całowałem Liliannę.
Powiedział z zażenowaniem.
-Wiesz, tak naprawdę nie chcę wiedzieć. Wystarczy mi sam fakt, że się znacie. Myślałam, co innego.
Odpowiedziałam.
-Skoro znamy się trochę, będziemy razem pracować i nie chcę byś dowiedziała się tego od kogoś innego to ci powiem.
-Tak?
-Mam nadzieję, że mnie nie odrzucisz. No bo wiesz, yyyym ja… Nie interesuję się dziewczynami, tak jak większość chłopaków.
Powiedział to, a ja wstrzymałam oddech, by po chwili się zakrztusić zamówioną wcześniej kawą. Czyli, że on jest gejem ?!
-Co? Żartujesz, tak?
Zapytałam.
-Nie.
-Wiesz, że to niczego nie zmienia? I tak cię lubię. Nie przejmuj się, nie przeszkadza mi twoja orientacja.
-Ufff, już myślałem, że będzie gorzej.
Odetchnął.
Gdy zrobiło się już późno, Robert odprowadził mnie do domu. Dużo myślałam o tym wszystkim. Najpierw Justin rano pod domem, potem Lilianna, a na końcu wyznanie Roberta. To chyba było, za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Gdy weszłam do domu, ku mojemu zdziwieniu było cicho. No tak! John poszedł na nocą zmianę. Gorzej. Nie mam, z kim pogadać.
Od autorki: No to jest 9 *.* Przepraszam że tyle czekaliście,ale byłam w szpitalu i źle się pisało na fonie ;C
Następny rozdział będzie za tydzień lub dwa , wiecie jak jest z nadrabianiem materiału w szkole a puki co z matmy idę na dwójach :C Katastrofa! Rozdział może nie jest najdłuższy ,ale ma wszystko co chciałam by miał XD jakkolwiek to brzmi. CÓŻ. nie mam teraz za dużo czasu ,bo piszę taką tam alla książkę na boku XD
Chciałam przywitać nową czytelniczkę moich wypocin XD
Natalie Boguszewską ;*
Poza tym dziękuję Loli i Nicole,za to że rozpisałyście się nieco więcej niż inni :)
Myślę, że do poniedziałku ściągną mi gips. Miejmy nadzieję! Niby minęło dopiero parę dni od jego założenia, ale podobno to było lekkie złamanie, więc powinno się zrosnąć. Oby!
Wracając do tematu szkoły to, ku mojemu zdziwieniu, gdy rano wyszłam przed blok w celu pójścia do szkoły, na parkingu stało żółte Porsche Justina. Okazało się, że przyjechał po mnie żebym nie musiała chodzić. Miło z jego strony, jednak poczułam się dziwnie. Wyrzuty sumienia. On mi pomaga na każdym kroku, a ja odpłacam mu się chamstwem i docinkami.
Jechaliśmy do szkoły, w ciszy. Wymieniliśmy parę zdań na temat przysłowiowej "pogody". Jakoś rozmowa specjalnie nam się nie kleiła, w sumie sama nie wiedziałam, co mu powiedzieć. Jedyne, co udało mi się wydukać to jakieś durne "dziękuję" i "przepraszam".
Droga do szkoły była krótka : na nogach pięć minut, autem około dwie ze względu na światła, które szczerze mówiąc, nie są tam potrzebne. Od kalendarzowego lata dzieliło nas zaledwie parę dni. Kolorowe kwiaty posadzone wszędzie dodawały uroku temu deszczowemu miastu.
Po dwóch minutach spędzonych w aucie, w końcu wyszliśmy na świeże powietrze przed budynek szkoły. Jakoś nigdy specjalnie nie przepadałam za tym, żeby mnie ktoś woził. Nie lubię być od kogoś zależna. Wolę być zdana na siebie. Tylko i wyłącznie. Nie ukrywam przydałoby mi się auto, ale najpierw muszę na nie zarobić. Dzięki Unrully jest to możliwe. Przynajmniej pomogę utrzymywać mieszkanie John'owi. Wiem, że nie jest mu łatwo. Płaci za moje zachcianki, a ja siedzę w domu i prawie nic nie robię. Czas to zmienić! Kocham brata i muszę go trochę odciążyć od wydatków.
Już od progu powitały mnie moje kochane przyjaciółki i dwóch przyjaciół. Przywitaliśmy się i każdy poszedł pod swoje klasy. Dzisiaj miałam w planie same nudne wykłady. Szczerze? Nikomu nie potrzebne. W drodze pod klasę zaczepiła mnie Lilianna. Chciała porozmawiać. Oczywiście zgodziłam się.
-Chciałam ci powiedzieć, że to całowanie z Robertem było udawane. Nic nas nie łączy!
-Lily, nie obchodzi mnie to, z kim się całujesz i po co. Martwię się o ciebie! Myślałam, że go nie znasz.
Westchnęłam.
-Jak to udawane?
Dodałam później.
-Powinnaś się dowiedzieć tego od niego. I nie wiń go za to, że ci nie powiedział. Rodzice go przez to odrzucili i wysłali do Londynu. Dlatego będzie uczył się w naszej szkole.
-Możesz do rzeczy?
Zapytałam zniecierpliwiona.
-Niech sam ci powie, stoi za tobą.
Powiedziała szybko. Odwróciłam się i zobaczyłam Roberta.
-O! Cześć Robert, jak miło cię widzieć.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie, jednak w głowie powoli układałam plan ewakuacji. Byle zdała od rozmowy, na głupie tematy. Po co ja w ogóle się wtrącam? Nie moje życie.
-Cześć, możemy pogadać?
Zapytał. Świetnie! 'No to się wkopałaś, kochana' zaszydziłam z siebie w myślach.
-Hmm… Wiesz spieszę się na wykład. Może po lekcjach w Starburksie?
-Okej.
Zaśmiałam się w myślach. Pięć punktów dla mnie za kreatywność i kolejne dwa na dobre wykręcenie się z głupiej sytuacji. Można powiedzieć, że pomału zbliżam się do poziomu Ariany. Mimowolnie, od kiedy poznałam Justina stałam się wredna. Przypadek? Nie do końca. Po części to moja wina. Sama się na to pisałam. Chociaż? Pani West kazała mi go oprowadzać, czyli jednocześnie go poznać. Czyli mogę winę zwalić na nią? Chyba nie. Zdaje mi się, że ta znajomość będzie inna niż pozostałe. Ale nie dlatego, że z gwiazdą. Jesteśmy z innych światów i to może być ciekawe.
Lekcje minęły szybciej niż myślałam. Nim się obejrzałam, byłam już pod Starburksem. Moja ciekawość, co Robert chce mi powiedzieć, brała górę. Nie obchodzi mnie, co jest między nim a Lilianną. Nawet nie mam zamiaru się do tego wtrącać.
Weszłam do środka. Pospiesznie poszukałam wzrokiem Roberta, który siedział po prawej stronie w rogu kawiarni. Uśmiechnęłam się, gdy mnie zauważył i podeszłam szybkim krokiem do jego stolika.
-Hej, o czym chciałeś pogadać?
Zapytałam przeciągając literkę „e”. Miejmy nadzieję, że powie mi coś istotnego, nie po to fatygowałam się tu z girą w gipsie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, uświadamiając sobie, jakiego określenia właśnie użyłam.
-Na pewno chciałabyś wiedzieć, czemu wtedy całowałem Liliannę.
Powiedział z zażenowaniem.
-Wiesz, tak naprawdę nie chcę wiedzieć. Wystarczy mi sam fakt, że się znacie. Myślałam, co innego.
Odpowiedziałam.
-Skoro znamy się trochę, będziemy razem pracować i nie chcę byś dowiedziała się tego od kogoś innego to ci powiem.
-Tak?
-Mam nadzieję, że mnie nie odrzucisz. No bo wiesz, yyyym ja… Nie interesuję się dziewczynami, tak jak większość chłopaków.
Powiedział to, a ja wstrzymałam oddech, by po chwili się zakrztusić zamówioną wcześniej kawą. Czyli, że on jest gejem ?!
-Co? Żartujesz, tak?
Zapytałam.
-Nie.
-Wiesz, że to niczego nie zmienia? I tak cię lubię. Nie przejmuj się, nie przeszkadza mi twoja orientacja.
-Ufff, już myślałem, że będzie gorzej.
Odetchnął.
Gdy zrobiło się już późno, Robert odprowadził mnie do domu. Dużo myślałam o tym wszystkim. Najpierw Justin rano pod domem, potem Lilianna, a na końcu wyznanie Roberta. To chyba było, za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Gdy weszłam do domu, ku mojemu zdziwieniu było cicho. No tak! John poszedł na nocą zmianę. Gorzej. Nie mam, z kim pogadać.
Od autorki: No to jest 9 *.* Przepraszam że tyle czekaliście,ale byłam w szpitalu i źle się pisało na fonie ;C
Następny rozdział będzie za tydzień lub dwa , wiecie jak jest z nadrabianiem materiału w szkole a puki co z matmy idę na dwójach :C Katastrofa! Rozdział może nie jest najdłuższy ,ale ma wszystko co chciałam by miał XD jakkolwiek to brzmi. CÓŻ. nie mam teraz za dużo czasu ,bo piszę taką tam alla książkę na boku XD
Chciałam przywitać nową czytelniczkę moich wypocin XD
Natalie Boguszewską ;*
Poza tym dziękuję Loli i Nicole,za to że rozpisałyście się nieco więcej niż inni :)
wtorek, 12 listopada 2013
Rozdział 8
-Spokojnie mamy czas
SOPHIE POV
-Jesteś pewien, że chcesz tego słuchać?
Zapytałam z nadzieją, że zmieni zdanie. Naprawdę nie chciałam opowiadać mu tej dołującej historii.
-Tak, chcę.
Już teraz wiedziałam, że to nie będzie łatwa dla mnie rozmowa. Nikt oprócz mojej rodziny i przyjaciół jej nie znał. Powiedziałam tylko tym, którym ufam. Justin nie zdobył mojego zaufania, gdy chciał mnie uderzyć. Wręcz przeciwnie. Ale wątpię by chciał to rozpowiedzieć. Zaryzykuję.
-Paręnaście lat temu moja starsza siostra chodziła, tak jak ja, do szkoły artystycznej. Pewnego dnia dołączył do jej klasy chłopak. Gwiazda światowego formatu i te sprawy.
Westchnęłam.
-Zakochała się w nim. On w niej też. Po długim czasie zostali parą. Rok później on wyjechał, ale obiecał, że będą pisać i dzwonić do siebie. Z czasem był jeszcze bardziej sławny. Po woli zapominał o niej. Coraz rzadziej pisali i gadali. Ona pewnego dnia poszła się przejść z przyjaciółkami po galerii, gdzie zobaczyła gazetę, jak on całuję się z inną. Zadzwoniła do niego. Potwierdził to. Znalazł sobie inną. Ona załamała się i popełniła samobójstwo. A ja nawet nigdy nie byłam na jej grobie.
-Przykro mi.
-Nie znałam jej. Byłam wtedy mała, nie pamiętam jej. Jednak, to była moja siostra i gdyby nie tamto, nadal by żyła.
Byłam bliska płaczu. Przecież to była moja siostra. Rodzona siostra. Teraz został mi tylko John, mój brat. Jakby na to nie patrzeć, nigdy nie pytałam go Rose. Był o rok starszy, ale jak ja miałam dziesięć lat, a ona siedemnaście, to on jedenaście. On ją pewnie pamiętał! Że też wcześniej na to nie wpadłam.
-Dzięki, dzięki bardzo! Wykrzyczałam prawie radosna, całując Justina w policzek.
-Za, co?
-A czy to ważne? Pomogłeś mi, teraz wiem co muszę zrobić! Wcześniej nawet na to nie wpadłam.
-Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet.
Westchnął, a ja się zaśmiałam.
*Parę godzin później około 19 *
Justin odwoził mnie do domu. Jechaliśmy jego żółtym Porshe. Droga nie była zbyt długa, około piętnastu minut samochodem. Po tym czasie, Justin zaparkował przed moim domem. Zaprosiłam go na herbatę. Przecież on mi tak pomógł, nie wiem w sumie jak mu się odwdzięczyć. Brunet pomógł mi wejść po schodach. Kaleka z nogą w gipsie to ja. Czy teraz wszyscy będą musieli mi pomagać? Czemu to spotkało akurat mnie? Gdy przechodziliśmy koło skrzynki na listy, wzięłam klucz do ręki i ją otworzyłam. Były same listy. Przeglądałam koperty po kolei.
Rachunek za prąd...
Rachunek za wodę...
Zaproszenie na ślub...
Rachunek za telefony komórkowe...
Wyciąg z karty kredytowej...
Chwila, zaraz! Zaproszenie na ślub?! Zamknęłam skrzynkę z powrotem na klucz. Włożyłam go do kieszeni. Justin wprowadził mnie na pierwsze piętro bloku. Otworzyłam drzwi od mieszkania i weszliśmy. Już od progu powitał mnie zmartwiony John.
-Gdzieś ty była? Myślałem, że ci się coś stało!
-Spokojnie, zaraz ci opowiem. Daj mi siąść.
Powiedziałam, krzywiąc się. Jego nadopiekuńczość mnie dobijała.
-Okej, dobra jednak coś ci się stało. Powiedział, gdy zauważył gips na nodze. Spostrzegawczość facetów podwójnie mnie dobija! Usiadłam na sofie w salonie.
-Soph, ja już pójdę. Wyjaśnijcie sobie wszystko, a ja będę tylko przeszkadzał.
-Dobra, zdzwonimy się. Czekaj odprowadzę cię do drzwi.
-Spokojnie, trafię. Nie wstawaj.
Stwierdził, po czym wyszedł. Spojrzałam na Johna. Miał minę zbitego psa. Opowiedziałam mu wszystko o tym jak Justin mi pomógł i w ogóle, co się stało. Był lekko....zdziwiony? Chwilę potem przypomniało mi się, że miałam otworzyć listy i zobaczyć, co to za zaproszenie. Gdy mój kochany braciszek zobaczył, co trzymam w ręce, szybko mi to wyrwał i zaczął czytać na głos. Już po pierwszych paru zdaniach byłam bardzo zaskoczona. Ślub - okej. Ale, że mojej matki? Coś tu nie gra! Przecież ostatnio widziałam ją pijaną pod moimi drzwiami. Coś się zmieniło? Przez taki krótki czas? Niemożliwe. I jeszcze nasza kochana mamusia łaskawie dołączyła swój numer do zaproszenia. Ślub miał się odbyć tydzień przed naszym zakończeniem roku szkolnego. Zaproszenie było dla mnie i brata z osobami towarzyszącymi. Zaskoczenie? Wielkie. Żart? Kiepski. Musieliśmy się upewnić – telefonicznie, że to prawda. Dodatkowo matka chce się z nami spotkać. Ma coś ważnego do powiedzenia. Podkreśliła - ważnego.
Od autorki: No to jest już 8 *.* Mam dla was małą niespodziankę ,ale to kiedy indziej wam powiem XD niecierpliwcie się hah XD Rozdział miałam dodać wczoraj ale byłam na światowym turnieju tańca ,kurczę 5 godzin siedzenia ;D ale było warto ! Mam tu jakieś nowe czytelniczki ? Chętnie zadedykowałabym komuś rozdział :) Liczę na komentarze z waszej strony , bardzo lubię jak rozpisujecie się bardziej a nie tylko 'czekam na nn' :D Możecie powiedzieć co muszę poprawić ,czego nie robię itp :D
Rose More ( 27l.)
SOPHIE POV
-Jesteś pewien, że chcesz tego słuchać?
Zapytałam z nadzieją, że zmieni zdanie. Naprawdę nie chciałam opowiadać mu tej dołującej historii.
-Tak, chcę.
Już teraz wiedziałam, że to nie będzie łatwa dla mnie rozmowa. Nikt oprócz mojej rodziny i przyjaciół jej nie znał. Powiedziałam tylko tym, którym ufam. Justin nie zdobył mojego zaufania, gdy chciał mnie uderzyć. Wręcz przeciwnie. Ale wątpię by chciał to rozpowiedzieć. Zaryzykuję.
-Paręnaście lat temu moja starsza siostra chodziła, tak jak ja, do szkoły artystycznej. Pewnego dnia dołączył do jej klasy chłopak. Gwiazda światowego formatu i te sprawy.
Westchnęłam.
-Zakochała się w nim. On w niej też. Po długim czasie zostali parą. Rok później on wyjechał, ale obiecał, że będą pisać i dzwonić do siebie. Z czasem był jeszcze bardziej sławny. Po woli zapominał o niej. Coraz rzadziej pisali i gadali. Ona pewnego dnia poszła się przejść z przyjaciółkami po galerii, gdzie zobaczyła gazetę, jak on całuję się z inną. Zadzwoniła do niego. Potwierdził to. Znalazł sobie inną. Ona załamała się i popełniła samobójstwo. A ja nawet nigdy nie byłam na jej grobie.
-Przykro mi.
-Nie znałam jej. Byłam wtedy mała, nie pamiętam jej. Jednak, to była moja siostra i gdyby nie tamto, nadal by żyła.
Byłam bliska płaczu. Przecież to była moja siostra. Rodzona siostra. Teraz został mi tylko John, mój brat. Jakby na to nie patrzeć, nigdy nie pytałam go Rose. Był o rok starszy, ale jak ja miałam dziesięć lat, a ona siedemnaście, to on jedenaście. On ją pewnie pamiętał! Że też wcześniej na to nie wpadłam.
-Dzięki, dzięki bardzo! Wykrzyczałam prawie radosna, całując Justina w policzek.
-Za, co?
-A czy to ważne? Pomogłeś mi, teraz wiem co muszę zrobić! Wcześniej nawet na to nie wpadłam.
-Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet.
Westchnął, a ja się zaśmiałam.
*Parę godzin później około 19 *
Justin odwoził mnie do domu. Jechaliśmy jego żółtym Porshe. Droga nie była zbyt długa, około piętnastu minut samochodem. Po tym czasie, Justin zaparkował przed moim domem. Zaprosiłam go na herbatę. Przecież on mi tak pomógł, nie wiem w sumie jak mu się odwdzięczyć. Brunet pomógł mi wejść po schodach. Kaleka z nogą w gipsie to ja. Czy teraz wszyscy będą musieli mi pomagać? Czemu to spotkało akurat mnie? Gdy przechodziliśmy koło skrzynki na listy, wzięłam klucz do ręki i ją otworzyłam. Były same listy. Przeglądałam koperty po kolei.
Rachunek za prąd...
Rachunek za wodę...
Zaproszenie na ślub...
Rachunek za telefony komórkowe...
Wyciąg z karty kredytowej...
Chwila, zaraz! Zaproszenie na ślub?! Zamknęłam skrzynkę z powrotem na klucz. Włożyłam go do kieszeni. Justin wprowadził mnie na pierwsze piętro bloku. Otworzyłam drzwi od mieszkania i weszliśmy. Już od progu powitał mnie zmartwiony John.
-Gdzieś ty była? Myślałem, że ci się coś stało!
-Spokojnie, zaraz ci opowiem. Daj mi siąść.
Powiedziałam, krzywiąc się. Jego nadopiekuńczość mnie dobijała.
-Okej, dobra jednak coś ci się stało. Powiedział, gdy zauważył gips na nodze. Spostrzegawczość facetów podwójnie mnie dobija! Usiadłam na sofie w salonie.
-Soph, ja już pójdę. Wyjaśnijcie sobie wszystko, a ja będę tylko przeszkadzał.
-Dobra, zdzwonimy się. Czekaj odprowadzę cię do drzwi.
-Spokojnie, trafię. Nie wstawaj.
Stwierdził, po czym wyszedł. Spojrzałam na Johna. Miał minę zbitego psa. Opowiedziałam mu wszystko o tym jak Justin mi pomógł i w ogóle, co się stało. Był lekko....zdziwiony? Chwilę potem przypomniało mi się, że miałam otworzyć listy i zobaczyć, co to za zaproszenie. Gdy mój kochany braciszek zobaczył, co trzymam w ręce, szybko mi to wyrwał i zaczął czytać na głos. Już po pierwszych paru zdaniach byłam bardzo zaskoczona. Ślub - okej. Ale, że mojej matki? Coś tu nie gra! Przecież ostatnio widziałam ją pijaną pod moimi drzwiami. Coś się zmieniło? Przez taki krótki czas? Niemożliwe. I jeszcze nasza kochana mamusia łaskawie dołączyła swój numer do zaproszenia. Ślub miał się odbyć tydzień przed naszym zakończeniem roku szkolnego. Zaproszenie było dla mnie i brata z osobami towarzyszącymi. Zaskoczenie? Wielkie. Żart? Kiepski. Musieliśmy się upewnić – telefonicznie, że to prawda. Dodatkowo matka chce się z nami spotkać. Ma coś ważnego do powiedzenia. Podkreśliła - ważnego.
Od autorki: No to jest już 8 *.* Mam dla was małą niespodziankę ,ale to kiedy indziej wam powiem XD niecierpliwcie się hah XD Rozdział miałam dodać wczoraj ale byłam na światowym turnieju tańca ,kurczę 5 godzin siedzenia ;D ale było warto ! Mam tu jakieś nowe czytelniczki ? Chętnie zadedykowałabym komuś rozdział :) Liczę na komentarze z waszej strony , bardzo lubię jak rozpisujecie się bardziej a nie tylko 'czekam na nn' :D Możecie powiedzieć co muszę poprawić ,czego nie robię itp :D
Rose More ( 27l.)
niedziela, 3 listopada 2013
Rozdział 7
Mój sen był dzisiaj wyjątkowo dziwny. Jechałam autem z moimi rodzicami i byłym przyjacielem. Pytałam go, dlaczego jeszcze się tnie. Przecież z tym skończył. Przynajmniej tak mi mówił. Wjechaliśmy na ulicę, na której mieściła się jego szkoła. Spojrzałam w lewo, gdzie powinny być drzwi auta. Było to czterodrzwiowe volvo s80. Jednak nie mogłam ich dostrzec . Bardziej zdziwiło mnie to, co mama powiedziała parę sekund, po moim odkryciu:
-Patrzcie, trzeba mu pomóc.
Wysoki brunet, który miał około trzydziestu lat, patrzył na mnie martwymi oczami.
-On ma kulę w głowie, jemu nie da się pomóc.
Stwierdził ojciec. Wystraszyłam się tego "człowieka".
Chciałam złapać rękę mojego towarzysza, jednak trafiłam tylko na powietrze. Nie było go w aucie. Po prostu zniknął, rozpłynął się… Nie ma go. Nadal nie mogłam w to uwierzyć.
Odjechaliśmy z piskiem opon. Przelotnie spojrzałam, w swoją lewą stronę, już po raz drugi tego dnia. Z przerażenia zaczęłam krzyczeć, gdy zobaczyłam rękę tego umarlaka. Kurczowo trzymał się moich drzwi, a raczej pozostałości po nich. Zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej i wtedy sen się rozpłynął.
Otworzyłam oczy. Próbowałam przyzwyczaić się do dziennego światła. Gdy to już się stało, ujrzałam zupełnie nieznane mi pomieszczenie. Miało niebieskie barwy i było dość duże i przestronne.
Szybko wstałam z łóżka z dezorientowaną miną, gdy poczułam silny ból w skroniach i bandaż na głowie oraz gips na nodze. Co najgorsze, nic nie pamiętałam.
-A psik!
Kichnęłam jak na zawołanie, gdy zobaczyłam, że mały kot podobny do Garfilda z filmu leży koło mnie. Zeszłam po schodach na parter tej ogromnej willi, jeśli tak to można nazwać. Niemal padłam krzycząc, gdy ujrzałam Justina przy wyspie kuchennej robiącego, śniadanie.
-Chwila, co ja tu robię? I co, to robi na mnie?
Pokazałam na mój gips na nodze i bandaż na głowie.
-Naprawdę nic nie pamiętasz?
Zapytał, widocznie zdezorientowany.
-Nie. Oświeć mnie.
Wtedy chłopak przypomniał mi sytuację, która miała miejsce na balu. Oczywiście podziękowałam mu, za wszystko.
-Świetnie wyglądasz w mojej koszulce.
Stwierdził brunet, bacznie mi się przyglądając. I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie miałam, co włożyć na siebie i na pierwszy ogień poszła jego koszulka. Cofnęłam się lekko, w tył.
-Boisz się mnie?
-Nie.
-Może, może boję się, yyy…
-Że mnie polubisz?
-Tak.
Palnęłam bez zastanowienia. Cofnęłam się jeszcze bardziej w tył, chwytając się jednocześnie blatu. Chłopak przybliżył się na niebezpieczną odległość. Próbowałam go odepchnąć, ale
chwycił moją rękę na swej piersi i szarpnięciem nasunął mi rękaw na dłoń. Równie szybko zrobił to samo z drugim. Złapał za ich końce tak, że nie mogłam poruszyć rękami. W proteście otworzyłam usta.
Przysunął mnie jeszcze bliżej tak, że nasze ciała niemal się stykały.
Nagle wylądowałam na blacie. Nasze twarze znalazły się na równej wysokości. Brunet kusząco uśmiechnięty utkwił we mnie swoje spojrzenie.
Przesunęłam się na skraj blatu tak, że nogi zwisały mi ponad jego pasem. Mój, jeszcze, dobrze myślący mózg, kazał mi przestać, jednak jak zwykle, nie posłuchałam go.
Rozłożył ręce na blacie tak, że znalazły się tuż przy moich biodrach. Z przechyloną głową przybliżył się do mnie. Nagle zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Nie! Nie powinnam dalej w to brnąć. A już na pewno nie z Justinem.
-Muszę już iść
Szepnęłam, po czym lekko go odepchnęłam i wstałam z obolałą nogą. Po chwili krępującej ciszy przyszedł kot, ten sam, co spał koło mnie.
-Weź go ode mnie!
Zaczęłam wrzeszczeć jak jakaś głupia. Chłopak, nie krył zdziwienia moją postawą. Wyjaśniłam to jednak najkrócej, jak się dało:
-Mam alergię na koty.
Chłopak tylko pokiwał głową i wyszedł razem z jego futrzanym przyjacielem z kuchni. Chwilę, po tym jak opuścili pomieszczenie, dostałam ataku astmy. Zaczęłam się dusić i automatycznie puchnąć. Do kuchni wbiegł Justin w prędkości światła. Wtedy zobaczył mnie kulącą się na podłodze.
Zemdlałam, drugi raz w ciągu dnia. Świetnie!
Justin POV
Prawą rękę wsunąłem pod brzuch kota, lekko go podnosząc. Szybkim krokiem zaniosłem go do pokoju gościnnego, w którym dzisiejszej nocy spałem. Przez tą krótką drogę myślałem nad sytuacją, która miała miejsce chwilę temu. Mój mózg pracował już na pełnych obrotach. Zgodnie z sercem stwierdził, że powinienem przeprosić za swoje zachowanie. Nie znamy się długo i podjąłem decyzje zbyt pochopnie. Skłamałbym mówiąc, że dziewczyna mi się nie podoba. Ale zachowałem się nie fair. Jednak muszę przyznać, że najpierw się nie sprzeciwiała. Kurde, inna dziewczyna by się na mnie rzuciła i rozszarpała na strzępy. Ale ona, nie jest taka jak inne. Jest wyjątkowa.
Zszedłem po schodach na parter mojego "małego" mieszkania, i ruszyłem w kierunku kuchni. Miałem jednak cichą nadzieję, że będzie tam nadal stała.
-Soph! Co ci jest? Halo? Słyszysz mnie?
Zadawałem miliony pytań, na które i tak nie dostałbym odpowiedzi. Sophie leżała skulona na podłodze, chyba nie oddychając. Znowu mi to robi, znowu. Wykręciłem numer na pogotowie i czekałem na przyjazd karetki. Ludzie z dyspozytorni kazali mi, nic nie robić. Po prostu nic! Siedzieć bezczynnie wiedząc, że muszę czekać.
Czekając na karetkę miałem uczucie, jakby to trwało wieczność, to czekanie i poczucie bezsilności wyniszczało mnie od środka. Jednak, gdy tylko pojazd przyjechał, wszystko działo się szybciej. Podnieśli jej bezwładne ciało i położyli na noszach. Dwóch ratowników podeszło do mnie, pytając czy jestem kimś z rodziny, czy wiem, co jej może być i czy chcę z nimi jechać. Oczywiście odpowiedziałem na te pytania zgodnie z prawdą, jednak po dłuższym namyśle. Bałem się o nią. Przecież przez astmę można się udusić. Hola! Nawet nie wiem, czy to jest powodem tego wszystkiego.
*Godzinę później*
Siedziałem właśnie przed salą gdzie leżała dziewczyna, gdy podszedł do mnie lekarz. Przez tą zakichaną, tajemnicę lekarską prawie nic się nie dowiedziałem. Kłamiąc, że jestem jej chłopakiem dowiedziałem się, że gdy skończy się kroplówka będę ją mógł zabrać do domu. Nie pomijając faktu, że cała ta astma była wywołana alergią na mojego kota. Lekarz kazał mi się nią zaopiekować i pilnować by odpoczywała. Przecież już drugi raz w ciągu doby wylądowała w szpitalu. Po krótkiej rozmowie udałem się do Sali, w której leżała Sophie.
-Cześć, mogę?
Zapytałem, widząc jej wahanie.
-Jasne, wchodź.
Usiadłem na stołku koło jej łóżka. Nawet nie wiedziałem, od czego zacząć. Co powiedzieć, jak przeprosić i w ogóle jak się zachować.
-Chciałem cię przeprosić za to, co działo się w kuchni.
Wypowiedziałem smutno pierwsze słowa, które przyszły mi na myśl. Nagle w drzwiach stanął brat Sophie.
-Co działo się w kuchni?
Zapytał. Miałem zdziwioną minę, bałem się, że jeśli się dowie, to skopię mi ten gwiazdorski tyłek. Na szczęście tak się nie stało.
-John, nie twoja sprawa!
Krzyknęła na niego.
-Pogadamy w domu. Dam sobie radę, wyjdź stąd na razie. Muszę z nim pogadać.
Pokazała palcem na mnie, a ja się uśmiechnąłem. Wkurzony chłopak wyszedł trzaskając drzwiami.
-Spoko, zapomnijmy to i tyle. W końcu nic się nie stało. Porozmawiajmy o czymś innym.
Uśmiechnąłem się na te słowa. Szczerze mówiąc myślałem, że wydrze się na mnie.
-Okej, to może mi powiedz, czemu tak bardzo nie lubisz gwiazd?
Zapytałem, chcąc wiedzieć, co się stało, że ma do mnie taką odrazę. A może raczej miała?
-To długa historia
Westchnęła.
-Spokojnie, mamy czas.
-Patrzcie, trzeba mu pomóc.
Wysoki brunet, który miał około trzydziestu lat, patrzył na mnie martwymi oczami.
-On ma kulę w głowie, jemu nie da się pomóc.
Stwierdził ojciec. Wystraszyłam się tego "człowieka".
Chciałam złapać rękę mojego towarzysza, jednak trafiłam tylko na powietrze. Nie było go w aucie. Po prostu zniknął, rozpłynął się… Nie ma go. Nadal nie mogłam w to uwierzyć.
Odjechaliśmy z piskiem opon. Przelotnie spojrzałam, w swoją lewą stronę, już po raz drugi tego dnia. Z przerażenia zaczęłam krzyczeć, gdy zobaczyłam rękę tego umarlaka. Kurczowo trzymał się moich drzwi, a raczej pozostałości po nich. Zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej i wtedy sen się rozpłynął.
Otworzyłam oczy. Próbowałam przyzwyczaić się do dziennego światła. Gdy to już się stało, ujrzałam zupełnie nieznane mi pomieszczenie. Miało niebieskie barwy i było dość duże i przestronne.
Szybko wstałam z łóżka z dezorientowaną miną, gdy poczułam silny ból w skroniach i bandaż na głowie oraz gips na nodze. Co najgorsze, nic nie pamiętałam.
-A psik!
Kichnęłam jak na zawołanie, gdy zobaczyłam, że mały kot podobny do Garfilda z filmu leży koło mnie. Zeszłam po schodach na parter tej ogromnej willi, jeśli tak to można nazwać. Niemal padłam krzycząc, gdy ujrzałam Justina przy wyspie kuchennej robiącego, śniadanie.
-Chwila, co ja tu robię? I co, to robi na mnie?
Pokazałam na mój gips na nodze i bandaż na głowie.
-Naprawdę nic nie pamiętasz?
Zapytał, widocznie zdezorientowany.
-Nie. Oświeć mnie.
Wtedy chłopak przypomniał mi sytuację, która miała miejsce na balu. Oczywiście podziękowałam mu, za wszystko.
-Świetnie wyglądasz w mojej koszulce.
Stwierdził brunet, bacznie mi się przyglądając. I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie miałam, co włożyć na siebie i na pierwszy ogień poszła jego koszulka. Cofnęłam się lekko, w tył.
-Boisz się mnie?
-Nie.
-Może, może boję się, yyy…
-Że mnie polubisz?
-Tak.
Palnęłam bez zastanowienia. Cofnęłam się jeszcze bardziej w tył, chwytając się jednocześnie blatu. Chłopak przybliżył się na niebezpieczną odległość. Próbowałam go odepchnąć, ale
chwycił moją rękę na swej piersi i szarpnięciem nasunął mi rękaw na dłoń. Równie szybko zrobił to samo z drugim. Złapał za ich końce tak, że nie mogłam poruszyć rękami. W proteście otworzyłam usta.
Przysunął mnie jeszcze bliżej tak, że nasze ciała niemal się stykały.
Nagle wylądowałam na blacie. Nasze twarze znalazły się na równej wysokości. Brunet kusząco uśmiechnięty utkwił we mnie swoje spojrzenie.
Przesunęłam się na skraj blatu tak, że nogi zwisały mi ponad jego pasem. Mój, jeszcze, dobrze myślący mózg, kazał mi przestać, jednak jak zwykle, nie posłuchałam go.
Rozłożył ręce na blacie tak, że znalazły się tuż przy moich biodrach. Z przechyloną głową przybliżył się do mnie. Nagle zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Nie! Nie powinnam dalej w to brnąć. A już na pewno nie z Justinem.
-Muszę już iść
Szepnęłam, po czym lekko go odepchnęłam i wstałam z obolałą nogą. Po chwili krępującej ciszy przyszedł kot, ten sam, co spał koło mnie.
-Weź go ode mnie!
Zaczęłam wrzeszczeć jak jakaś głupia. Chłopak, nie krył zdziwienia moją postawą. Wyjaśniłam to jednak najkrócej, jak się dało:
-Mam alergię na koty.
Chłopak tylko pokiwał głową i wyszedł razem z jego futrzanym przyjacielem z kuchni. Chwilę, po tym jak opuścili pomieszczenie, dostałam ataku astmy. Zaczęłam się dusić i automatycznie puchnąć. Do kuchni wbiegł Justin w prędkości światła. Wtedy zobaczył mnie kulącą się na podłodze.
Zemdlałam, drugi raz w ciągu dnia. Świetnie!
Justin POV
Prawą rękę wsunąłem pod brzuch kota, lekko go podnosząc. Szybkim krokiem zaniosłem go do pokoju gościnnego, w którym dzisiejszej nocy spałem. Przez tą krótką drogę myślałem nad sytuacją, która miała miejsce chwilę temu. Mój mózg pracował już na pełnych obrotach. Zgodnie z sercem stwierdził, że powinienem przeprosić za swoje zachowanie. Nie znamy się długo i podjąłem decyzje zbyt pochopnie. Skłamałbym mówiąc, że dziewczyna mi się nie podoba. Ale zachowałem się nie fair. Jednak muszę przyznać, że najpierw się nie sprzeciwiała. Kurde, inna dziewczyna by się na mnie rzuciła i rozszarpała na strzępy. Ale ona, nie jest taka jak inne. Jest wyjątkowa.
Zszedłem po schodach na parter mojego "małego" mieszkania, i ruszyłem w kierunku kuchni. Miałem jednak cichą nadzieję, że będzie tam nadal stała.
-Soph! Co ci jest? Halo? Słyszysz mnie?
Zadawałem miliony pytań, na które i tak nie dostałbym odpowiedzi. Sophie leżała skulona na podłodze, chyba nie oddychając. Znowu mi to robi, znowu. Wykręciłem numer na pogotowie i czekałem na przyjazd karetki. Ludzie z dyspozytorni kazali mi, nic nie robić. Po prostu nic! Siedzieć bezczynnie wiedząc, że muszę czekać.
Czekając na karetkę miałem uczucie, jakby to trwało wieczność, to czekanie i poczucie bezsilności wyniszczało mnie od środka. Jednak, gdy tylko pojazd przyjechał, wszystko działo się szybciej. Podnieśli jej bezwładne ciało i położyli na noszach. Dwóch ratowników podeszło do mnie, pytając czy jestem kimś z rodziny, czy wiem, co jej może być i czy chcę z nimi jechać. Oczywiście odpowiedziałem na te pytania zgodnie z prawdą, jednak po dłuższym namyśle. Bałem się o nią. Przecież przez astmę można się udusić. Hola! Nawet nie wiem, czy to jest powodem tego wszystkiego.
*Godzinę później*
Siedziałem właśnie przed salą gdzie leżała dziewczyna, gdy podszedł do mnie lekarz. Przez tą zakichaną, tajemnicę lekarską prawie nic się nie dowiedziałem. Kłamiąc, że jestem jej chłopakiem dowiedziałem się, że gdy skończy się kroplówka będę ją mógł zabrać do domu. Nie pomijając faktu, że cała ta astma była wywołana alergią na mojego kota. Lekarz kazał mi się nią zaopiekować i pilnować by odpoczywała. Przecież już drugi raz w ciągu doby wylądowała w szpitalu. Po krótkiej rozmowie udałem się do Sali, w której leżała Sophie.
-Cześć, mogę?
Zapytałem, widząc jej wahanie.
-Jasne, wchodź.
Usiadłem na stołku koło jej łóżka. Nawet nie wiedziałem, od czego zacząć. Co powiedzieć, jak przeprosić i w ogóle jak się zachować.
-Chciałem cię przeprosić za to, co działo się w kuchni.
Wypowiedziałem smutno pierwsze słowa, które przyszły mi na myśl. Nagle w drzwiach stanął brat Sophie.
-Co działo się w kuchni?
Zapytał. Miałem zdziwioną minę, bałem się, że jeśli się dowie, to skopię mi ten gwiazdorski tyłek. Na szczęście tak się nie stało.
-John, nie twoja sprawa!
Krzyknęła na niego.
-Pogadamy w domu. Dam sobie radę, wyjdź stąd na razie. Muszę z nim pogadać.
Pokazała palcem na mnie, a ja się uśmiechnąłem. Wkurzony chłopak wyszedł trzaskając drzwiami.
-Spoko, zapomnijmy to i tyle. W końcu nic się nie stało. Porozmawiajmy o czymś innym.
Uśmiechnąłem się na te słowa. Szczerze mówiąc myślałem, że wydrze się na mnie.
-Okej, to może mi powiedz, czemu tak bardzo nie lubisz gwiazd?
Zapytałem, chcąc wiedzieć, co się stało, że ma do mnie taką odrazę. A może raczej miała?
-To długa historia
Westchnęła.
-Spokojnie, mamy czas.
Od autorki: Hej hej ! Sory że musieliście tyle czekać ,ale chcę napisać dobry rozdział więc potrzebny mi jest czas ^^ Mam nadzieję że podobał się rozdział i czekam na wasze komentarze :) Bo jak widzę 4 lub 7 komentarzy to głupio :C
xxo
niedziela, 20 października 2013
Rozdział 6
Dzisiaj ma być ten wyjątkowy dzień. Raz do roku w naszej szkole organizują bal maskowy. Zjawiają się wszyscy uczniowie naszej szkoły. Przebranie jest obowiązkowe.
Razem z moimi przyjaciółkami już od tygodnia miałyśmy kreacje. Oczywiście trzeba było przyjść z osobą towarzyszącą, która mogła być z poza szkoły. Tego dnia uśmiech nie schodził mi z twarzy. Może to przez wydarzenia wcześniejszych dni? Robert, gdy dowiedział się, że nie mam partnera na bal stwierdził, że chce iść i spytał się czy bym nie poszła z nim. Pomijając fakt, że to ja powinnam go pytać, bo to w końcu bal w mojej szkole. Ale trudno.
Parę godzin po tym jak zgodziłam się iść na bal z Robertem, o to samo zapytał mnie Justin. Oczywiście odmówiłam. Niby wybaczyłam mu już próbę uderzenia mnie, ale i tak nie zmieniało to faktu, że nie cierpiałam go tak samo jak w dniu, w którym go poznałam. Poza tym miałam już towarzysza. Justin odszedł ze spuszczoną głową i resztę tygodnia się do mnie nie odzywał.
A co do castingu, który był dwa dni wcześniej, to poszło nam dobrze. Co tu dużo mówić? Trenowaliśmy cały tydzień i opłacało nam się to.
-Było nam ciężko wybrać, naprawdę jesteście świetni -powiedziała niska brunetka.
-Rzeczywiście było trudno, ale - dodał jeden z jurorów.
-Ale nie mogliśmy wybrać pomiędzy wami, dlatego dostajecie się wszyscy do Unrully. Gratulujemy! - dodał Justin, który tego dnia znowu był na castingu.
Przypominając sobie te wydarzenia miałam uśmiech na twarzy. Jednak szybko się ogarnęłam, gdyż zadzwonił dzwonek do drzwi. Moje przyjaciółki przyszły trochę wcześniej niż się spodziewałam. W sumie to dobrze, przynajmniej mamy więcej czasu na przygotowanie się.
Nie zajęło nam to długo. Wyrobiłyśmy się w trzy godziny.
Około godziny siedemnastej pojawili się nasi towarzysze. Pięciu chłopaków, a raczej mężczyzn, w garniturach porwało swoje towarzyszki w kierunku wyjścia z mieszkania. Najstarsza z moich przyjaciółek - Victoria szła z Ryanem, Naomi z Lewisem, Nora z moim bratem Johnem, zaś najmłodsza z nas Lily, wybierała się z Ben'em, który podobał jej się od przedszkola. Nadal trudno mi uwierzyć, że po raz pierwszy, od trzech lat, się do niej odezwał, a co najważniejsze, zaprosił ją na bal. Dziwne? Tak! Ale to jej sprawa, z kim idzie. Nie wtrącam się do życia ludzi. Taką mam zasadę i staram się jej trzymać.
Na zegarze właśnie wybiła północ. Bawiłam się świetnie. Z racji, że była to impreza szkolna, nie było alkoholu. Ja i tak twierdzę, że zabawa bez tego trunku jest taka sama jak z nim. Ale to tylko moje zdanie. Niektórzy nie podzielają takiej opinii. Ale cóż... Są ludzie i parapety.
Tańczyłam już chyba z pięćdziesiąty raz. Tym razem z jakimś obcym chłopakiem. Nie zbyt go kojarzyłam. Byłam już zmęczona tym ciągłym kręceniem się w kółko. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Przeprosiłam partnera i udałam się w stronę krzeseł. Usiadłam na jednym z nich i rozejrzałam się po sali. W jednym kącie Justin tańczył z Arianną, obok nich Robert całował się z jakąś laską, zaś na drugim końcu sali Naomi z Lewisem.
Chwila, co?! Robert całował się nie z jakąś laską, tylko z Lilianną. Ale jak to?! Przecież oni się ledwo znają! Nie możliwe! Sama nie wierzyłam w to, co widzę. Ja sobie siedziałam sama jak palec, a on wymieniał się z nią śliną. I to przy wszystkich! Jaki wstyd. Po chwili stwierdziłam, że naprawdę nie mam, co robić i nie będę się na nich patrzeć. Jak tak dalej pójdzie to będą się pieprzyć na środku parkietu.
Brawo, Sophie ! Zamiast życzyć im szczęścia, nabijasz się z nich. Jesteś bardzo miła.
W duchu śmiałam się sama z siebie. Jednocześnie było mi głupio sterczeć tu samotnie, chociaż osób do rozmów nie brakowało. Miałam cichą nadzieję, że Naomi i Norze poszczęści się w 'łapaniu chłopaków'. Naprawdę życzę im żeby w końcu znalazły swoje drugie połówki. Nie mam ochoty w wakacje, i po nich, słuchać, jakie to one są nieszczęśliwe i samotne.
Gdy wzięłam pod uwagę wszystkie 'za i przeciw' na temat wyjścia teraz z tej sali stwierdziłam, że nic tu po mnie.
Szybkim krokiem, który można było nazwać prawie biegiem udałam się do drzwi. Jednak nie było mi pisane dotrzeć do nich. Poślizgnęłam się na mokrej podłodze i po chwili moje ciało miało bliskie spotkanie z podłogą. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Urwał mi się film...
JUSTIN POV
Gdy zobaczyłem Sophie leżącą, musiałem do niej podejść. Poza tym nikt się nawet nie zainteresował tą sytuacją. Zostawiłem Ariannę z zdezorientowaną miną i ruszyłem w kierunku leżącej dziewczyny. Chyba straciła przytomność. Gdy znalazłam się blisko dziewczyny, zobaczyłem, że ma zamknięte oczy. Podniosłem ją delikatnie i udałem się do mojego samochodu.
Już po dziesięciu minutach byliśmy w szpitalu. Wniosłem dziewczynę na izbę przyjęć, gdzie się nią od razu zajęli.
Po długim czekaniu okazało się, że ma złamaną nogę i lekkie stłuczenie głowy, ale nic jej nie jest. Ucieszyłem się na tą wiadomość. Pielęgniarka pozwoliła mi wziąć do domu śpiącą jeszcze brunetkę. Fajnie… Tylko gdzie ona mieszka?! Nie dość, że nie miałem zielonego pojęcia, gdzie się z nią udać, to jeszcze nie wiedziałem, z kim z jej bliskich mogę się skontaktować. Dziewczyna nie miała przy sobie telefonu, a ja nawet o tym nie pomyślałem.
Była już druga w nocy. Stwierdziłem, że wezmę Sophie do siebie, bo i tak nie maiłem, co z nią zrobić, i tam ją położę, a ja prześpię się w pokoju gościnnym.
Tak też zrobiłem. Wniosłem dziewczynę na pierwsze piętro mojego domu i położyłem ją w moim pokoju, po czym przykryłem kocem, a sam udałem się do pokoju gościnnego gdzie usnąłem.
Od autorki: Okej jest już 6 xd Muszę was zawieść ale nie wiem czy dam radę napisać na kolejną niedzielę kolejny rozdział :) Będę informować was na stronie i mogę na gg (48769844-moje). Nie myślcie sobie że przestaje pisać albo coś ale mam blokadę twórczą :D Postaram się na następną niedzielę ale nie obiecuje. Zapomniałabym ! CHCĘ BARDZO BARDZO I TO BARDZO PODZIĘKOWAĆ MOJEJ OSOBISTEJ KOREKTORCE (KTÓRA POPRAWIA MI BŁĘDY) -LOLI ;**
I DEDYKUJĘ TEN ROZDZIAŁ MOJEJ KALECE KTÓRA MOTYWUJE MNIE TEKSTEM 'WIEM GDZIE MIESZKASZ' hahahah xd Kocham was wszystkich i dziękuję że czytacie. Jak przeczytałam komentarze pod 5 rozdziałem to się popłakałam jacy wspaniali ludzie to czytają :) Liczę na komentarze xx
Razem z moimi przyjaciółkami już od tygodnia miałyśmy kreacje. Oczywiście trzeba było przyjść z osobą towarzyszącą, która mogła być z poza szkoły. Tego dnia uśmiech nie schodził mi z twarzy. Może to przez wydarzenia wcześniejszych dni? Robert, gdy dowiedział się, że nie mam partnera na bal stwierdził, że chce iść i spytał się czy bym nie poszła z nim. Pomijając fakt, że to ja powinnam go pytać, bo to w końcu bal w mojej szkole. Ale trudno.
Parę godzin po tym jak zgodziłam się iść na bal z Robertem, o to samo zapytał mnie Justin. Oczywiście odmówiłam. Niby wybaczyłam mu już próbę uderzenia mnie, ale i tak nie zmieniało to faktu, że nie cierpiałam go tak samo jak w dniu, w którym go poznałam. Poza tym miałam już towarzysza. Justin odszedł ze spuszczoną głową i resztę tygodnia się do mnie nie odzywał.
A co do castingu, który był dwa dni wcześniej, to poszło nam dobrze. Co tu dużo mówić? Trenowaliśmy cały tydzień i opłacało nam się to.
-Było nam ciężko wybrać, naprawdę jesteście świetni -powiedziała niska brunetka.
-Rzeczywiście było trudno, ale - dodał jeden z jurorów.
-Ale nie mogliśmy wybrać pomiędzy wami, dlatego dostajecie się wszyscy do Unrully. Gratulujemy! - dodał Justin, który tego dnia znowu był na castingu.
Przypominając sobie te wydarzenia miałam uśmiech na twarzy. Jednak szybko się ogarnęłam, gdyż zadzwonił dzwonek do drzwi. Moje przyjaciółki przyszły trochę wcześniej niż się spodziewałam. W sumie to dobrze, przynajmniej mamy więcej czasu na przygotowanie się.
Nie zajęło nam to długo. Wyrobiłyśmy się w trzy godziny.
Około godziny siedemnastej pojawili się nasi towarzysze. Pięciu chłopaków, a raczej mężczyzn, w garniturach porwało swoje towarzyszki w kierunku wyjścia z mieszkania. Najstarsza z moich przyjaciółek - Victoria szła z Ryanem, Naomi z Lewisem, Nora z moim bratem Johnem, zaś najmłodsza z nas Lily, wybierała się z Ben'em, który podobał jej się od przedszkola. Nadal trudno mi uwierzyć, że po raz pierwszy, od trzech lat, się do niej odezwał, a co najważniejsze, zaprosił ją na bal. Dziwne? Tak! Ale to jej sprawa, z kim idzie. Nie wtrącam się do życia ludzi. Taką mam zasadę i staram się jej trzymać.
Na zegarze właśnie wybiła północ. Bawiłam się świetnie. Z racji, że była to impreza szkolna, nie było alkoholu. Ja i tak twierdzę, że zabawa bez tego trunku jest taka sama jak z nim. Ale to tylko moje zdanie. Niektórzy nie podzielają takiej opinii. Ale cóż... Są ludzie i parapety.
Tańczyłam już chyba z pięćdziesiąty raz. Tym razem z jakimś obcym chłopakiem. Nie zbyt go kojarzyłam. Byłam już zmęczona tym ciągłym kręceniem się w kółko. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Przeprosiłam partnera i udałam się w stronę krzeseł. Usiadłam na jednym z nich i rozejrzałam się po sali. W jednym kącie Justin tańczył z Arianną, obok nich Robert całował się z jakąś laską, zaś na drugim końcu sali Naomi z Lewisem.
Chwila, co?! Robert całował się nie z jakąś laską, tylko z Lilianną. Ale jak to?! Przecież oni się ledwo znają! Nie możliwe! Sama nie wierzyłam w to, co widzę. Ja sobie siedziałam sama jak palec, a on wymieniał się z nią śliną. I to przy wszystkich! Jaki wstyd. Po chwili stwierdziłam, że naprawdę nie mam, co robić i nie będę się na nich patrzeć. Jak tak dalej pójdzie to będą się pieprzyć na środku parkietu.
Brawo, Sophie ! Zamiast życzyć im szczęścia, nabijasz się z nich. Jesteś bardzo miła.
W duchu śmiałam się sama z siebie. Jednocześnie było mi głupio sterczeć tu samotnie, chociaż osób do rozmów nie brakowało. Miałam cichą nadzieję, że Naomi i Norze poszczęści się w 'łapaniu chłopaków'. Naprawdę życzę im żeby w końcu znalazły swoje drugie połówki. Nie mam ochoty w wakacje, i po nich, słuchać, jakie to one są nieszczęśliwe i samotne.
Gdy wzięłam pod uwagę wszystkie 'za i przeciw' na temat wyjścia teraz z tej sali stwierdziłam, że nic tu po mnie.
Szybkim krokiem, który można było nazwać prawie biegiem udałam się do drzwi. Jednak nie było mi pisane dotrzeć do nich. Poślizgnęłam się na mokrej podłodze i po chwili moje ciało miało bliskie spotkanie z podłogą. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Urwał mi się film...
JUSTIN POV
Gdy zobaczyłem Sophie leżącą, musiałem do niej podejść. Poza tym nikt się nawet nie zainteresował tą sytuacją. Zostawiłem Ariannę z zdezorientowaną miną i ruszyłem w kierunku leżącej dziewczyny. Chyba straciła przytomność. Gdy znalazłam się blisko dziewczyny, zobaczyłem, że ma zamknięte oczy. Podniosłem ją delikatnie i udałem się do mojego samochodu.
Już po dziesięciu minutach byliśmy w szpitalu. Wniosłem dziewczynę na izbę przyjęć, gdzie się nią od razu zajęli.
Po długim czekaniu okazało się, że ma złamaną nogę i lekkie stłuczenie głowy, ale nic jej nie jest. Ucieszyłem się na tą wiadomość. Pielęgniarka pozwoliła mi wziąć do domu śpiącą jeszcze brunetkę. Fajnie… Tylko gdzie ona mieszka?! Nie dość, że nie miałem zielonego pojęcia, gdzie się z nią udać, to jeszcze nie wiedziałem, z kim z jej bliskich mogę się skontaktować. Dziewczyna nie miała przy sobie telefonu, a ja nawet o tym nie pomyślałem.
Była już druga w nocy. Stwierdziłem, że wezmę Sophie do siebie, bo i tak nie maiłem, co z nią zrobić, i tam ją położę, a ja prześpię się w pokoju gościnnym.
Tak też zrobiłem. Wniosłem dziewczynę na pierwsze piętro mojego domu i położyłem ją w moim pokoju, po czym przykryłem kocem, a sam udałem się do pokoju gościnnego gdzie usnąłem.
Od autorki: Okej jest już 6 xd Muszę was zawieść ale nie wiem czy dam radę napisać na kolejną niedzielę kolejny rozdział :) Będę informować was na stronie i mogę na gg (48769844-moje). Nie myślcie sobie że przestaje pisać albo coś ale mam blokadę twórczą :D Postaram się na następną niedzielę ale nie obiecuje. Zapomniałabym ! CHCĘ BARDZO BARDZO I TO BARDZO PODZIĘKOWAĆ MOJEJ OSOBISTEJ KOREKTORCE (KTÓRA POPRAWIA MI BŁĘDY) -LOLI ;**
I DEDYKUJĘ TEN ROZDZIAŁ MOJEJ KALECE KTÓRA MOTYWUJE MNIE TEKSTEM 'WIEM GDZIE MIESZKASZ' hahahah xd Kocham was wszystkich i dziękuję że czytacie. Jak przeczytałam komentarze pod 5 rozdziałem to się popłakałam jacy wspaniali ludzie to czytają :) Liczę na komentarze xx
niedziela, 13 października 2013
Rozdział 5
*Poniedziałek*
Z samego rana obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Niechętnie obróciłam się na lewy bok. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na godzinę. 6:07, no świetnie! Co za idiota budzi mnie o tej godzinie? I w tym momencie gdyby nie fakt, że telefon był drogi, to skończyłby tragicznie razem z nadawcą wiadomości. Odczytałam szybko wiadomość, która była od Victorii i stwierdziłam, że ma całkiem niezły pomysł. Wagary? Zawsze i wszędzie. Razem z resztą moich przyjaciółek wybierzemy się do galerii po sukienki i maski na bal, który odbędzie się za równiutki tydzień. Szybko wstałam z łóżka. Wykonałam wszystkie poranne czynności, po czym wyszłam z domu najciszej jak się dało by nie obudzić brata.
*20 minut później galeria*
Ruszyłam w kierunku h&m'u gdzie miały czekać na mnie przyjaciółki. Tak też było. Przywitałyśmy się tradycyjnym buziakiem w policzek i ruszyłyśmy na podbój sklepów. Na pierwszy ogień poszedł diverse.
-Co się działo wczoraj w parku?- zapytała Lilianna.
-Co? Nie byłam wczoraj w parku?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. W tej chwili Naomi wyciągnęła z torebki gazetę i podała mi ją. Szybko przeleciałam oczami po tekście z okładki gazety.
"Nowa dziewczyna Justina? Czy po prostu kolejna zabawka młodego gwiazdora?"
-To nie to, o czym myślicie! Po prostu on chciał mnie przeprosić za to, że chciał mnie uderzyć.- wytłumaczyłam się.
-Coooo? - zapytały wszystkie razem.
-Kiedy to było? Czemu nic nie wiemy? - dodała Nora.
–Nie chcę o tym mówić... Ale jesteście moimi przyjaciółkami, więc powinnyście wiedzieć...
Zirytowana rzuciłam mokrą, brudną szmatą w stronę roześmianego Biebera. Chłopak zszedł z linii strzału, czego nie przewidziałam. I w tym samym momencie do sali wparowała Arianna i energicznym krokiem podeszła do Biebera. To właśnie wtedy szmata wylądowała idealnie na środku jej twarzy.
-Ups - wydusiłam z siebie troszkę zszokowana zaistniałą sytuacją. Justin próbował zachować powagę, jednak nie zbyt mu to wychodziło. Po jakiś 20 sekundach wybuchł śmiejąc się Ariannie prosto w twarz.
-Kurwa dziwko co ty sobie myślisz? Że jak dasz dupy połowie szkoły to możesz do mnie kozaczyć?
-Co ty pierdolisz? - wtrącił się brunet.
-Arianno Grande mylisz się, powiedz jeszcze słowo, a ci wpierdolę zdziro jebana - w tym momencie mnie poniosło i prawie bym ją uderzyła, gdyby Bieber nie wkroczył do akcji. Złapał mnie mocno za nadgarstki, przycisnął lekko do ściany.
-Bieber co ty kurwa odpierdalasz? - zapytałam bardzo zdenerwowana.
-Justin! W tym momencie puść ją. - rozkazała mu wiedząc, co ma zamiar zrobić chłopak, a chłopak od razu mnie puścił. Nadgarstki piekły mnie niemiłosiernie. Już tworzyły się na nich ciemnofioletowe siniaki.
-Hahahahahahha, pokazałaś gdzie miejsce tej szmaty - zaśmiała się Lilianna.
-Ale z naszej gwiazdki też niezłe ziółko - wtrąciła się Naomi. -Eh dziewczyny, było minęło... - powiedziałam śmiejąc się. -Nora patrz za tobą! - prawie zapiszczałam - idealna dla ciebie, przymierzaj-dodałam, patrząc się na śliczną granatową kieckę. Poszperałam chwilę po sklepie i znalazłam mojej przyjaciółce idealną maskę do sukienki. Dziewczyna bez zastanowienia ją kupiła. Trzy godziny później wszystkie miałyśmy sukienki. Naomi kupiła małą czarną, Victoria długą czerwoną suknię, a ja dość krótką fioletową. Do tego każda z nas zaopatrzyła się w białą maskę z brokatami po bokach.
*3 godziny później*
Gdy już każda miała sukienkę, poszłyśmy usiąść do Starburksa. Zamówiłyśmy po kawie. Dużo gadałyśmy o wszystkim. Omijałyśmy temat Arianny i Justina, ponieważ nikt nie chciał mi psuć humoru.
-Wiecie, że nie jestem już singielką? - zapytała Naomi.
-Kto jest tym szczęściarzem? –chciałam się dowiedzieć.
-Lewis – odpowiedziała uradowana. Pogratulowałyśmy jej. Była szczęśliwa jak nigdy. I jednocześnie udzielało się to innym w około.
-Victoria, a co u ciebie i Ryana? Dawno go nie widziałam.- powiedziałam uśmiechając się.
-Jest dobrze. Chyba nigdy nie było lepiej. - zaśmiała się.
-To fajnie - stwierdziłam.
-Wiecieeee -przeciągnęłam 'e'. -Poznałam wczoraj takiego jednego Roberta i muszę z nim cały tydzień trenować. - dodałam.
-Teraz nam to mówisz? - zapytała Victoria.
-Noo jakoś tak się złożyło, poza tym poznałam go w dziwny sposób, bo wylałam na niego kawę - wybuchnęłam śmiechem przypominając sobie tamtą sytuację.
Podeszłam do maszyny, wrzuciłam drobnymi dwa złote i nacisnęłam przycisk "Caffe Late" i dwie łyżki cukru. Po krótkim oczekiwaniu napój był już gotowy. Wzięłam go do ręki i odwróciłam się, jednocześnie oblewając przechodzącego obok chłopaka.
-Boże, ale ze mnie niezdara, przepraszam -wyjąkałam, zawstydzona zaistniałą sytuacją. -Spokojnie, to tylko koszula. Wypierze się -zaśmiał się.
-Jestem Robert - przedstawił się.
-Sophie - podałam mu rękę.
-Hahhahahahahahha – wybuchnęły śmiechem, chyba po raz setny tego dnia. Szczerze mówiąc brakowało mi już rozmów z nimi i wspólnych wypadów. Te dziewczyny są dla mnie więcej niż przyjaciółkami. Wiem, że mogę powiedzieć im wszystko. Zawsze mnie rozumieją lub po prostu próbują zrozumieć.
Robert's POV
Chyba po raz setny tego dnia tańczyliśmy salsę. Szczerze mówiąc ani mnie ani Sophie nie podobało się to, co mamy tańczyć. Ale nie nam to wybierać. Trzeba korzystać z szansy, jaką dał nam los. Może wygramy, jeśli wszystko pójdzie dobrze, kto wie? Musimy się starać.
-Jeszcze raz! - krzyknęła z końca sali uśmiechnięta Sophie. Powtarzaliśmy to jeszcze z dziesięć razy dopóki nie wybiła godzina dziewiętnasta. Dziewczyna musiała iść do domu, ponieważ brat na nią czekał. Miałem ją zapytać czy to prawda to, co piszą w gazetach, ale nie chciałem jej psuć humoru, bo wyglądała na szczęśliwą, a jeśli to tylko głupie plotki? Myśląc dość długo zorientowałem się, że jestem już sam na sali i dziewczyna sobie poszła. Zrobiłem to samo udając się do hotelu.
Od autorki: Jest piąty rozdział. Nie miałam przez cały tydzień weny .Dopiero dzisiaj rano coś napisałam.Liczę na wiele komentarzy :) Kocham was <3
xxo
Z samego rana obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Niechętnie obróciłam się na lewy bok. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na godzinę. 6:07, no świetnie! Co za idiota budzi mnie o tej godzinie? I w tym momencie gdyby nie fakt, że telefon był drogi, to skończyłby tragicznie razem z nadawcą wiadomości. Odczytałam szybko wiadomość, która była od Victorii i stwierdziłam, że ma całkiem niezły pomysł. Wagary? Zawsze i wszędzie. Razem z resztą moich przyjaciółek wybierzemy się do galerii po sukienki i maski na bal, który odbędzie się za równiutki tydzień. Szybko wstałam z łóżka. Wykonałam wszystkie poranne czynności, po czym wyszłam z domu najciszej jak się dało by nie obudzić brata.
*20 minut później galeria*
Ruszyłam w kierunku h&m'u gdzie miały czekać na mnie przyjaciółki. Tak też było. Przywitałyśmy się tradycyjnym buziakiem w policzek i ruszyłyśmy na podbój sklepów. Na pierwszy ogień poszedł diverse.
-Co się działo wczoraj w parku?- zapytała Lilianna.
-Co? Nie byłam wczoraj w parku?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. W tej chwili Naomi wyciągnęła z torebki gazetę i podała mi ją. Szybko przeleciałam oczami po tekście z okładki gazety.
"Nowa dziewczyna Justina? Czy po prostu kolejna zabawka młodego gwiazdora?"
-To nie to, o czym myślicie! Po prostu on chciał mnie przeprosić za to, że chciał mnie uderzyć.- wytłumaczyłam się.
-Coooo? - zapytały wszystkie razem.
-Kiedy to było? Czemu nic nie wiemy? - dodała Nora.
–Nie chcę o tym mówić... Ale jesteście moimi przyjaciółkami, więc powinnyście wiedzieć...
Zirytowana rzuciłam mokrą, brudną szmatą w stronę roześmianego Biebera. Chłopak zszedł z linii strzału, czego nie przewidziałam. I w tym samym momencie do sali wparowała Arianna i energicznym krokiem podeszła do Biebera. To właśnie wtedy szmata wylądowała idealnie na środku jej twarzy.
-Ups - wydusiłam z siebie troszkę zszokowana zaistniałą sytuacją. Justin próbował zachować powagę, jednak nie zbyt mu to wychodziło. Po jakiś 20 sekundach wybuchł śmiejąc się Ariannie prosto w twarz.
-Kurwa dziwko co ty sobie myślisz? Że jak dasz dupy połowie szkoły to możesz do mnie kozaczyć?
-Co ty pierdolisz? - wtrącił się brunet.
-Arianno Grande mylisz się, powiedz jeszcze słowo, a ci wpierdolę zdziro jebana - w tym momencie mnie poniosło i prawie bym ją uderzyła, gdyby Bieber nie wkroczył do akcji. Złapał mnie mocno za nadgarstki, przycisnął lekko do ściany.
-Bieber co ty kurwa odpierdalasz? - zapytałam bardzo zdenerwowana.
-Justin! W tym momencie puść ją. - rozkazała mu wiedząc, co ma zamiar zrobić chłopak, a chłopak od razu mnie puścił. Nadgarstki piekły mnie niemiłosiernie. Już tworzyły się na nich ciemnofioletowe siniaki.
-Hahahahahahha, pokazałaś gdzie miejsce tej szmaty - zaśmiała się Lilianna.
-Ale z naszej gwiazdki też niezłe ziółko - wtrąciła się Naomi. -Eh dziewczyny, było minęło... - powiedziałam śmiejąc się. -Nora patrz za tobą! - prawie zapiszczałam - idealna dla ciebie, przymierzaj-dodałam, patrząc się na śliczną granatową kieckę. Poszperałam chwilę po sklepie i znalazłam mojej przyjaciółce idealną maskę do sukienki. Dziewczyna bez zastanowienia ją kupiła. Trzy godziny później wszystkie miałyśmy sukienki. Naomi kupiła małą czarną, Victoria długą czerwoną suknię, a ja dość krótką fioletową. Do tego każda z nas zaopatrzyła się w białą maskę z brokatami po bokach.
*3 godziny później*
Gdy już każda miała sukienkę, poszłyśmy usiąść do Starburksa. Zamówiłyśmy po kawie. Dużo gadałyśmy o wszystkim. Omijałyśmy temat Arianny i Justina, ponieważ nikt nie chciał mi psuć humoru.
-Wiecie, że nie jestem już singielką? - zapytała Naomi.
-Kto jest tym szczęściarzem? –chciałam się dowiedzieć.
-Lewis – odpowiedziała uradowana. Pogratulowałyśmy jej. Była szczęśliwa jak nigdy. I jednocześnie udzielało się to innym w około.
-Victoria, a co u ciebie i Ryana? Dawno go nie widziałam.- powiedziałam uśmiechając się.
-Jest dobrze. Chyba nigdy nie było lepiej. - zaśmiała się.
-To fajnie - stwierdziłam.
-Wiecieeee -przeciągnęłam 'e'. -Poznałam wczoraj takiego jednego Roberta i muszę z nim cały tydzień trenować. - dodałam.
-Teraz nam to mówisz? - zapytała Victoria.
-Noo jakoś tak się złożyło, poza tym poznałam go w dziwny sposób, bo wylałam na niego kawę - wybuchnęłam śmiechem przypominając sobie tamtą sytuację.
Podeszłam do maszyny, wrzuciłam drobnymi dwa złote i nacisnęłam przycisk "Caffe Late" i dwie łyżki cukru. Po krótkim oczekiwaniu napój był już gotowy. Wzięłam go do ręki i odwróciłam się, jednocześnie oblewając przechodzącego obok chłopaka.
-Boże, ale ze mnie niezdara, przepraszam -wyjąkałam, zawstydzona zaistniałą sytuacją. -Spokojnie, to tylko koszula. Wypierze się -zaśmiał się.
-Jestem Robert - przedstawił się.
-Sophie - podałam mu rękę.
-Hahhahahahahahha – wybuchnęły śmiechem, chyba po raz setny tego dnia. Szczerze mówiąc brakowało mi już rozmów z nimi i wspólnych wypadów. Te dziewczyny są dla mnie więcej niż przyjaciółkami. Wiem, że mogę powiedzieć im wszystko. Zawsze mnie rozumieją lub po prostu próbują zrozumieć.
Robert's POV
Chyba po raz setny tego dnia tańczyliśmy salsę. Szczerze mówiąc ani mnie ani Sophie nie podobało się to, co mamy tańczyć. Ale nie nam to wybierać. Trzeba korzystać z szansy, jaką dał nam los. Może wygramy, jeśli wszystko pójdzie dobrze, kto wie? Musimy się starać.
-Jeszcze raz! - krzyknęła z końca sali uśmiechnięta Sophie. Powtarzaliśmy to jeszcze z dziesięć razy dopóki nie wybiła godzina dziewiętnasta. Dziewczyna musiała iść do domu, ponieważ brat na nią czekał. Miałem ją zapytać czy to prawda to, co piszą w gazetach, ale nie chciałem jej psuć humoru, bo wyglądała na szczęśliwą, a jeśli to tylko głupie plotki? Myśląc dość długo zorientowałem się, że jestem już sam na sali i dziewczyna sobie poszła. Zrobiłem to samo udając się do hotelu.
Od autorki: Jest piąty rozdział. Nie miałam przez cały tydzień weny .Dopiero dzisiaj rano coś napisałam.Liczę na wiele komentarzy :) Kocham was <3
xxo
niedziela, 6 października 2013
Rozdział 4
*Sobota*
Całą noc nie spałam. Okropnie się stresuję. Niby nie jest źle, bo cały układ ułożyłam w dwie i pół godziny, a kolejne trzy ćwiczyłam go, ale i tak strasznie się boję. Tak! Idę na ten głupi casting, na który namówił mnie Justin. Nawet nie wiem, po co tam idę... Może to dla mnie jakaś szansa? Teraz i tak już nie ma odwrotu. Nie po to zarywałam noc. Wracając do czwartkowej sytuacji, która niestety miała miejsce… Chłopak chciał mnie przeprosić. Łaził za mną cały piątek, jednak nie wybaczyłam mu. Za daleko się posunął. Chciał mnie uderzyć. Z natury i dobrego wychowania mężczyźni nie biją kobiet, ale, o kim ja mówię? Przecież to jeszcze nastolatek, nawet mimo to, to i tak dla mnie za wiele. Gdyby nie Arianna, nie wiem, co by się stało... Chyba pierwszy raz jestem jej za coś wdzięczna. Ale po co rozpamiętywać... "Nie wracajmy do przeszłości, liczy się tu i teraz". Coś nie wyjdzie. Nie spodobam im się. Źle postawię nogę i wywrócę się... Tylko takie "czarne myśli" mi przychodziły do głowy. W sumie przez ten stres od szóstej jestem ubrana, uczesana i wymalowana. Obecnie czekam na moje przyjaciółki, które jadą ze mną by mnie wspierać. O jedenastej mam być już na miejscu, bo będzie rejestracja.
*godzina 11, sala taneczna (casting do Unrully)*
Jakieś pięć minut temu zarejestrowałam się. Podobno zgłosiło się około trzysta osób. Pech chciał, że mam numerek 298.A może i nawet dobrze?Przynajmniej posiedzę ,pomyślę...I znowu w tym momencie myślałabym o Bieberze .Czemu?Może dlatego ,że minęłam go przed chwilą na korytarzu? Chłopak ewidentnie szukał kogoś .Gdy tylko go ujrzałam ,szybko się odwróciłam w drugą stronę by ten mnie nie zobaczył.Nawet nie wiem co on tu robił... Ale wracając do tematu, wcale nie mam zamiaru o nim myśleć.Muszę się skupić.Wiem po co tu przyszłam i wiem, czego chcę od życia .Musi być dobrze! Po prostu musi. Siedziałam tak myśląc dość długi czas. Mijała godzina za godziną, a ja nadal czekałam. Z czasem zachciało mi się spać. Pewnie jakbym przespała całą noc to teraz nie było by takich problemów, ale trudno. Wstałam z krzesła w celu rozprostowania nóg i pokonania drogi do automatu z kawą. Podeszłam do maszyny, wrzuciłam drobnymi dwa złote i nacisnęłam przycisk "Caffe Late" i dwie łyżki cukru. Po krótkim oczekiwaniu napój był już gotowy. Wzięłam go do ręki i odwróciłam się, jednocześnie oblewając przechodzącego obok chłopaka.
-Boże, ale ze mnie niezdara ,przepraszam-wyjąkałam ,zawstydzona zaistniałą sytuacją.
-Spokojnie ,to tylko koszula .Wypierze się-zaśmiał się.
-Jestem Robert-przedstawił się.
-Sophie-podałam mu rękę.
-Chodź ze mną ,zapiorę ci tą koszulę-zaproponowałam.
Dopiero w chwili, kiedy dokładnie przyjżałam się chłopakowi zorientowałam się, że na mokrej koszuli miał przyklejony numerek 297.W głębi duszy ucieszyłam się że nie będę siedzieć sama jak palec. Chwilę później ,pomogłam chłopakowi oczyścić koszulę z plamy po moim Latte. W ramach tego, że straciłam moją kawę chłopak zaprosił mnie do kawiarni. I tak mieliśmy minimum półtorej godziny czekania. Droga do kawiarni była krótka, szliśmy może z pięć minut. Na miejscu zamówiliśmy oboje po Latte i pogrążyliśmy się w rozmowie. A tematów nam nie brakowało. Czułam się jakbym go znała od zawsze. Dowiedziałam się nawet, że ma podobną do mnie sytuację rodzinną. Ma starszą siostrę ,jego tata zginął w wypadku. No i przede wszystkim ma taką samą, jak ja opinie na temat gwiazd. Lubi lody waniliowe, jak ja i w ogóle mamy tyle wspólnych zainteresowań, że mogłabym wymieniać w nieskończoność. Niestety miły czas się kończył bo trzeba było wracać na casting. Szczerze mówiąc dzięki nowo poznanemu chłopakowi, stres ze mnie uleciał .Już po paru minutach siedzieliśmy z powrotem na poczekalni, czekając na swą kolej.Po zaledwie dziesięciu minutach wyszła niska brunetka i zapowiedziała, że zaraz wchodzi numer 297 . Życzyłam Robertowi powodzenia i chłopak w zadziwiającej prędkości zniknął za drzwiami.
*15 minut później*
Zerknęłam na zegarek który wskazywał 17:30.Już tyle czasu minęło...Robert równe piętnaście minut temu wszedł na przesłuchanie.Następna miałam być ja, z racji tego, że miałam numer 298.Nim się obejrzałam ,chłopak już wyszedł, a za nim pani która wołała osobę z moim numerkiem. Robert rzucił mi szybkie 'powodzenia' i znikłam za drzwiami.Szczerze mówiąc to nie stresowałam się w ogóle .Co ma być to będzie! Miałam takie nastawienie do czasu kiedy nie zobaczyłam kto siedzi w Jury. Naprawdę nie spodziewałam się tu Biebera. Wszystkich, tylko nie jego. Chwilę stałam w bezruchu, nie wiedząc czy się nie lepiej byłoby się wycofać. Ale przecież tyle ćwiczeń , wszystkiego i mam to zniszczyć, bo on tu jest ? O nie! Podeszłam szybko do faceta od sprzętu ,dając mu pendrive z moją muzyką.Weszłam na scenę spoglądając jednocześnie zimno na bruneta. Miałam do niego żal nie tylko za akcję w sali, ale też, że nie uprzedził mnie o swojej obecności tutaj. Teraz to moja szansa. Zatańczyłam jak dla mnie to dobrze. Nie pomyliłam się w układzie, ani nic.Nie jest źle -pomyślałam. Trzech, można powiedzieć, zupełnie nieznanych mi ludzi, powiedziało to co innym: 'poczekaj na korytarzu ,jeszcze parę osób i będą wyniki'.Po takim o to tekście wyszłam na korytarz i usiadłam ponownie koło Roberta.Po około godzinie czekania nadszedł czas na wyniki.Miałam cichą nadzieję, że może się uda.A jeśli nie, to trudno.Ważne że spróbowałam.Ta sama miła pani powiadomiła nas, że Jury nie mogło się zdecydować i wybrali cztery osoby które wykażą się w czymś innym niż dotychczas i stoczą ze sobą coś w rodzaju walki o miejsca w Unrully.
-Te cztery osoby to: Xenia Earn ,Xawier None,Sophie More i Robert Dion.-poinformowała nas .-Musicie dobrać się w pary chłopak z dziewczyną i zatańczyć taniec towarzyski.Macie na to tydzień.
-Jeeest!-przybiliśmy piątkę z Robertem.
Wiedzieliśmy, że to dopiero połowa sukcesu i musimy się wziąść do pracy. No tak byłam z nim w parze, bo tylko jego znałam. Xawier i Xenia też się ucieszyli i pogratulowali nam również. Szczerze mówiąc, Xenia zrobiła na mnie dobre wrażenie. Pogadałam z nią chwilę. Nie była zachłanna na wygraną. Powiedziała, że będzie się cieszyć nawet jak my wygramy. Oczywiście odpowiedziałam to samo. Z tego co zauważyłam Robert też gadał z Xawierem. Przynajmniej poznałam nowych ludzi. Nie żałuję że wybrałam się na ten casting, do czasu kiedy zaczepił mnie Justin, prosząc o chwilę rozmowy. Powiedział, że chce odprowadzić mnie do domu. Zgodziłam się i po pożegnaniu z nowymi znajomymi jeszcze tylko wymieniłam się z Robertem numerami telefonu, żebyśmy mogli skontaktować się co do prób. Połowę drogi szliśmy w milczeniu. Nie chciałam się odezwać pierwsza, bo to i tak nie miało sensu. Nie miałam mu nic ciekawego do powiedzenia. Jednak ku mojemu zdziwieniu chłopak odezwał się pierwszy, przerywając tą krępującą ciszę między nami.
-Wiesz, chciałem cię przeprosić za moje zachowanie w szkole-powiedział .
-Myślisz, że zwykłe przepraszam wystarczy? Nawet nie raczyłeś mnie poinformować, że będziesz w Jury tego castingu-powiedziałam czując, że głos mi lekko drży. Bałam się tego, że on może mnie uderzyć jeśli podniosę głos. Nie znam go na tyle by móc stwierdzić co zrobi. Jak na razie pokazał mi tylko swoją złą stronę.
-To, co mam zrobić żebyś mi przebaczyła?-zapytał.
-Wiesz, najlepiej klęknij na kolanie i wykrzycz to światu, eh-westchnęłam ,dziwiąc się samej sobie, że potrafię być taka bezuczuciowa. Ku mojemu zdziwnieniu chłopak powiedział ciche 'okej', klęknął na kolanie i zaczął krzyczeć:
-Sophie wybacz mi ! Zaśmiałam się pod nosem i po raz kolejny westchnęłam. Odwróciłam głowę lekko na prawą stronę i zobaczyłam błysk fleszy. Chłopak zaklnął pod nosem, chwycił mnie za rękę i zaczęliśmy biec. Przebiegliśmy chyba cały park ,by po chwili stanąć upewniając się, czy już nas nie gonią. Szukają tylko nowej sensacji z życia gwiazd. W tej chwili na prawdę nie wiedziałam co mu powiedzieć. Widać, że zależało mu na tym żebym mu wybaczyła to, że chciał mnie uderzyć.
-To jak? Wybaczysz?-zapytał ponownie.
-Okej, ale to nie zmienia faktu, że cię nie lubię-powiedziałam ze spokojem.
Później gdy dotarłam do domu ,od razu opowiedziałam bratu co było na castingach. W międzyczasie wymieniłam parę sms'ów z Robertem dotyczących naszych prób. W sumie zapowiadał się ciekawy tydzień. W między czasie przypomniało mi się, że mam bal maskowy, który ma odbyć się za półtorej tygodnia. Jeszcze będę musiała kupić sukienkę i inne rzeczy na bal. Za dużo tego na raz. Za dużo. Nie mam czasu dla przyjaciół. Muszę to nadrobić. Napisałam każdemu z nich sms jak poszło na castingu oraz o tym, że spotkamy się w najbliższym czasie.
Od autorki: Hej a więc jest 4 rozdział :) Mam nadzieję że się spodoba i liczę na komentarze :) xxo
Całą noc nie spałam. Okropnie się stresuję. Niby nie jest źle, bo cały układ ułożyłam w dwie i pół godziny, a kolejne trzy ćwiczyłam go, ale i tak strasznie się boję. Tak! Idę na ten głupi casting, na który namówił mnie Justin. Nawet nie wiem, po co tam idę... Może to dla mnie jakaś szansa? Teraz i tak już nie ma odwrotu. Nie po to zarywałam noc. Wracając do czwartkowej sytuacji, która niestety miała miejsce… Chłopak chciał mnie przeprosić. Łaził za mną cały piątek, jednak nie wybaczyłam mu. Za daleko się posunął. Chciał mnie uderzyć. Z natury i dobrego wychowania mężczyźni nie biją kobiet, ale, o kim ja mówię? Przecież to jeszcze nastolatek, nawet mimo to, to i tak dla mnie za wiele. Gdyby nie Arianna, nie wiem, co by się stało... Chyba pierwszy raz jestem jej za coś wdzięczna. Ale po co rozpamiętywać... "Nie wracajmy do przeszłości, liczy się tu i teraz". Coś nie wyjdzie. Nie spodobam im się. Źle postawię nogę i wywrócę się... Tylko takie "czarne myśli" mi przychodziły do głowy. W sumie przez ten stres od szóstej jestem ubrana, uczesana i wymalowana. Obecnie czekam na moje przyjaciółki, które jadą ze mną by mnie wspierać. O jedenastej mam być już na miejscu, bo będzie rejestracja.
*godzina 11, sala taneczna (casting do Unrully)*
Jakieś pięć minut temu zarejestrowałam się. Podobno zgłosiło się około trzysta osób. Pech chciał, że mam numerek 298.A może i nawet dobrze?Przynajmniej posiedzę ,pomyślę...I znowu w tym momencie myślałabym o Bieberze .Czemu?Może dlatego ,że minęłam go przed chwilą na korytarzu? Chłopak ewidentnie szukał kogoś .Gdy tylko go ujrzałam ,szybko się odwróciłam w drugą stronę by ten mnie nie zobaczył.Nawet nie wiem co on tu robił... Ale wracając do tematu, wcale nie mam zamiaru o nim myśleć.Muszę się skupić.Wiem po co tu przyszłam i wiem, czego chcę od życia .Musi być dobrze! Po prostu musi. Siedziałam tak myśląc dość długi czas. Mijała godzina za godziną, a ja nadal czekałam. Z czasem zachciało mi się spać. Pewnie jakbym przespała całą noc to teraz nie było by takich problemów, ale trudno. Wstałam z krzesła w celu rozprostowania nóg i pokonania drogi do automatu z kawą. Podeszłam do maszyny, wrzuciłam drobnymi dwa złote i nacisnęłam przycisk "Caffe Late" i dwie łyżki cukru. Po krótkim oczekiwaniu napój był już gotowy. Wzięłam go do ręki i odwróciłam się, jednocześnie oblewając przechodzącego obok chłopaka.
-Boże, ale ze mnie niezdara ,przepraszam-wyjąkałam ,zawstydzona zaistniałą sytuacją.
-Spokojnie ,to tylko koszula .Wypierze się-zaśmiał się.
-Jestem Robert-przedstawił się.
-Sophie-podałam mu rękę.
-Chodź ze mną ,zapiorę ci tą koszulę-zaproponowałam.
Dopiero w chwili, kiedy dokładnie przyjżałam się chłopakowi zorientowałam się, że na mokrej koszuli miał przyklejony numerek 297.W głębi duszy ucieszyłam się że nie będę siedzieć sama jak palec. Chwilę później ,pomogłam chłopakowi oczyścić koszulę z plamy po moim Latte. W ramach tego, że straciłam moją kawę chłopak zaprosił mnie do kawiarni. I tak mieliśmy minimum półtorej godziny czekania. Droga do kawiarni była krótka, szliśmy może z pięć minut. Na miejscu zamówiliśmy oboje po Latte i pogrążyliśmy się w rozmowie. A tematów nam nie brakowało. Czułam się jakbym go znała od zawsze. Dowiedziałam się nawet, że ma podobną do mnie sytuację rodzinną. Ma starszą siostrę ,jego tata zginął w wypadku. No i przede wszystkim ma taką samą, jak ja opinie na temat gwiazd. Lubi lody waniliowe, jak ja i w ogóle mamy tyle wspólnych zainteresowań, że mogłabym wymieniać w nieskończoność. Niestety miły czas się kończył bo trzeba było wracać na casting. Szczerze mówiąc dzięki nowo poznanemu chłopakowi, stres ze mnie uleciał .Już po paru minutach siedzieliśmy z powrotem na poczekalni, czekając na swą kolej.Po zaledwie dziesięciu minutach wyszła niska brunetka i zapowiedziała, że zaraz wchodzi numer 297 . Życzyłam Robertowi powodzenia i chłopak w zadziwiającej prędkości zniknął za drzwiami.
*15 minut później*
Zerknęłam na zegarek który wskazywał 17:30.Już tyle czasu minęło...Robert równe piętnaście minut temu wszedł na przesłuchanie.Następna miałam być ja, z racji tego, że miałam numer 298.Nim się obejrzałam ,chłopak już wyszedł, a za nim pani która wołała osobę z moim numerkiem. Robert rzucił mi szybkie 'powodzenia' i znikłam za drzwiami.Szczerze mówiąc to nie stresowałam się w ogóle .Co ma być to będzie! Miałam takie nastawienie do czasu kiedy nie zobaczyłam kto siedzi w Jury. Naprawdę nie spodziewałam się tu Biebera. Wszystkich, tylko nie jego. Chwilę stałam w bezruchu, nie wiedząc czy się nie lepiej byłoby się wycofać. Ale przecież tyle ćwiczeń , wszystkiego i mam to zniszczyć, bo on tu jest ? O nie! Podeszłam szybko do faceta od sprzętu ,dając mu pendrive z moją muzyką.Weszłam na scenę spoglądając jednocześnie zimno na bruneta. Miałam do niego żal nie tylko za akcję w sali, ale też, że nie uprzedził mnie o swojej obecności tutaj. Teraz to moja szansa. Zatańczyłam jak dla mnie to dobrze. Nie pomyliłam się w układzie, ani nic.Nie jest źle -pomyślałam. Trzech, można powiedzieć, zupełnie nieznanych mi ludzi, powiedziało to co innym: 'poczekaj na korytarzu ,jeszcze parę osób i będą wyniki'.Po takim o to tekście wyszłam na korytarz i usiadłam ponownie koło Roberta.Po około godzinie czekania nadszedł czas na wyniki.Miałam cichą nadzieję, że może się uda.A jeśli nie, to trudno.Ważne że spróbowałam.Ta sama miła pani powiadomiła nas, że Jury nie mogło się zdecydować i wybrali cztery osoby które wykażą się w czymś innym niż dotychczas i stoczą ze sobą coś w rodzaju walki o miejsca w Unrully.
-Te cztery osoby to: Xenia Earn ,Xawier None,Sophie More i Robert Dion.-poinformowała nas .-Musicie dobrać się w pary chłopak z dziewczyną i zatańczyć taniec towarzyski.Macie na to tydzień.
-Jeeest!-przybiliśmy piątkę z Robertem.
Wiedzieliśmy, że to dopiero połowa sukcesu i musimy się wziąść do pracy. No tak byłam z nim w parze, bo tylko jego znałam. Xawier i Xenia też się ucieszyli i pogratulowali nam również. Szczerze mówiąc, Xenia zrobiła na mnie dobre wrażenie. Pogadałam z nią chwilę. Nie była zachłanna na wygraną. Powiedziała, że będzie się cieszyć nawet jak my wygramy. Oczywiście odpowiedziałam to samo. Z tego co zauważyłam Robert też gadał z Xawierem. Przynajmniej poznałam nowych ludzi. Nie żałuję że wybrałam się na ten casting, do czasu kiedy zaczepił mnie Justin, prosząc o chwilę rozmowy. Powiedział, że chce odprowadzić mnie do domu. Zgodziłam się i po pożegnaniu z nowymi znajomymi jeszcze tylko wymieniłam się z Robertem numerami telefonu, żebyśmy mogli skontaktować się co do prób. Połowę drogi szliśmy w milczeniu. Nie chciałam się odezwać pierwsza, bo to i tak nie miało sensu. Nie miałam mu nic ciekawego do powiedzenia. Jednak ku mojemu zdziwieniu chłopak odezwał się pierwszy, przerywając tą krępującą ciszę między nami.
-Wiesz, chciałem cię przeprosić za moje zachowanie w szkole-powiedział .
-Myślisz, że zwykłe przepraszam wystarczy? Nawet nie raczyłeś mnie poinformować, że będziesz w Jury tego castingu-powiedziałam czując, że głos mi lekko drży. Bałam się tego, że on może mnie uderzyć jeśli podniosę głos. Nie znam go na tyle by móc stwierdzić co zrobi. Jak na razie pokazał mi tylko swoją złą stronę.
-To, co mam zrobić żebyś mi przebaczyła?-zapytał.
-Wiesz, najlepiej klęknij na kolanie i wykrzycz to światu, eh-westchnęłam ,dziwiąc się samej sobie, że potrafię być taka bezuczuciowa. Ku mojemu zdziwnieniu chłopak powiedział ciche 'okej', klęknął na kolanie i zaczął krzyczeć:
-Sophie wybacz mi ! Zaśmiałam się pod nosem i po raz kolejny westchnęłam. Odwróciłam głowę lekko na prawą stronę i zobaczyłam błysk fleszy. Chłopak zaklnął pod nosem, chwycił mnie za rękę i zaczęliśmy biec. Przebiegliśmy chyba cały park ,by po chwili stanąć upewniając się, czy już nas nie gonią. Szukają tylko nowej sensacji z życia gwiazd. W tej chwili na prawdę nie wiedziałam co mu powiedzieć. Widać, że zależało mu na tym żebym mu wybaczyła to, że chciał mnie uderzyć.
-To jak? Wybaczysz?-zapytał ponownie.
-Okej, ale to nie zmienia faktu, że cię nie lubię-powiedziałam ze spokojem.
Później gdy dotarłam do domu ,od razu opowiedziałam bratu co było na castingach. W międzyczasie wymieniłam parę sms'ów z Robertem dotyczących naszych prób. W sumie zapowiadał się ciekawy tydzień. W między czasie przypomniało mi się, że mam bal maskowy, który ma odbyć się za półtorej tygodnia. Jeszcze będę musiała kupić sukienkę i inne rzeczy na bal. Za dużo tego na raz. Za dużo. Nie mam czasu dla przyjaciół. Muszę to nadrobić. Napisałam każdemu z nich sms jak poszło na castingu oraz o tym, że spotkamy się w najbliższym czasie.
Od autorki: Hej a więc jest 4 rozdział :) Mam nadzieję że się spodoba i liczę na komentarze :) xxo
niedziela, 29 września 2013
Rozdział 3
Kolejny dzień.
Obudziłam się dość wcześniej, bo o dziwo o 6. Ja wstałam o tej godzinie? Nie no sama w to nie wierzę .Niech mnie ktoś uszczypnie. 'Trzeba to zapisać' w tak by powiedział tata. Nadal próbuję się pogodzić z jego śmiercią, ale nie specjalnie mi to wychodzi. Wszystko mi się z nim kojarzy. Spojrzałam przelotnie na rodzinną fotografię, wiszącą na ścianie, na przeciwko mojego łóżka. Tak dużo się zmieniło... Westchnęłam.
Wstałam z łóżka, kierując się do kuchni w celu zrobienia śniadania dla siebie i brata. Po drodze potknęłam się o jego buty. On serio musi je rozrzucać po całym domu? Czasami mam wrażenie, że jakbym z nim nie mieszkała, to panował by tu totalny chaos i on sam by się w nim nie odnalazł. Gdy byłam już w pomieszczeniu które nazywało się kuchnią, wlałam wodę do czajnika, po czym go włączyłam. Wsypałam kawę do dwóch kubków i zabrałam się za robienie tostów, równocześnie czekając aż czajnik skończy swoją pracę. Po paru minutach wszystko było już gotowe, pozostało mi tylko czekać na brata. Po dziesięciu minutach zjawił się zaspany w kuchni.
-Co się stało, że tak wcześniej wstałaś? To jakieś święto chyba...-stwierdził, po czym uśmiechnął się widząc śniadanie. Od razu zabrał się za jedzenie, a ja zaraz po nim. Jedliśmy w ciszy, do czasu, kiedy John postanowił się odezwać.
-Dzisiaj sprzątasz szkołę, pamiętasz ?- Skierował te słowa do mnie jednocześnie psując mi humor w trybie natychmiastowym.
-Chciałabym zapomnieć, niestety nie pomagasz. Będę musiała spędzić popołudnie z tym idiotą-krótko skomentowałam moje nastawienie do sytuacji.
-O co tak właściwie poszło?-zapytał, po chwili.
-Długa historia. Ale jeśli chodzi ci o to czemu go uderzyłam, to wiedz, że zasłużył.-zaśmiałam się przypominając sobie jednocześnie minę Biebera.
-Dobra, opowiesz kiedy indziej, zbieraj się do szkoły.
Poszłam do pokoju się przebrać i po 10 minutach byłam już gotowa. Zegarek na ścianie pokazywał, że za 15 minut zaczyna się lekcja. Nim się obejrzałam byłam już pod szkołą.
Pierwszą moją lekcją na ten dzień miał być wf. Lubiłam ten 'przedmiot', jednak bardziej wolałam zajęcia taneczne, które dzisiaj przypadały na trzecią lekcję, zaś na drugiej miały być zajęcia z wokalu. Już pod klasą spotkałam uśmiechniętego Biebera.
-Nie śmiej się tak ,przecież ty też dzisiaj sprzątasz-zadrwiłam z niego .Chłopak zrobił minę typu 'Zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni' po czym zostawił mnie samą rzucając krótkie 'wiem'. Chwilę po nim udałam się do szatni damskiej w celu przebrania się na strój do ćwiczenia.
Gdy chwilę potem zadzwonił dzwonek ,udałam się z przyjaciółkami w stronę hali sportowej.Jak zawsze na tego typu zajęciach biegaliśmy .Były też ćwiczenia w parach , w których oczywiście musiałam być z Justinem. Naprawdę nikogo innego na sali nie było, że akurat musiałam być z nim? .Lekcja ogólnie minęła szybko .Na każdym kroku pokazywałam nowemu uczniowi jak bardzo go nie lubię jednak on nie przestawał być mi dłużny i odpłacał się tym samym.
Lekcja się skończyła, więc udałam się razem z Panem Irytującym do klasy, w której, według planu, mieliśmy zajęcia wokalne. Tuż po dzwonku, weszliśmy do klasy i zajęliśmy swoje miejsca. Nauczycielka od wokalu stwierdziła, że powinnam zaśpiewać z Bieberem w duecie. Po krótkiej ''wymianie zdań'' z tą wredną babą, doszłam do wniosku, że chyba ma już powoli dosyć moich pretensji. Uparcie zostawała przy swoim, a ja nie miałam wyjścia. Nie widziałam sensu w dalszym sprzeciwie, ona i tak postawiłaby na swoim, więc pozostało nam tylko wybrać odpowiedni repertuar."
-Może Macklemore-Can't hold us?-zaproponowałam.
-A może All around the word?-odpowiedział pytaniem na pytanie .
-Przecież to twoja piosenka!Z resztą nie znam nawet tekstu!-sprzeciwiłam się.
-Mała , nie znasz mojej piosenki?
-Po pierwsze mała nie jestem , mam metr siedemdziesiąt i nie nie znam twojej żadnej, powtarzam, ŻADNEJ piosenki-zaśmiałam się.
-No dobra , to niech będzie Macklemore-przystał na moją propozycję.
Mogę zdecydowanie przyznać, że nienawidzę go ,jego tekstów i wszystkiego innego związanego z nim.Ale cóż.Zaśpiewaliśmy o dziwo równo . Nauczycielka była zadowolona i wstawiła nam po szósteczkach.Przybiłam z Bieberem piątkę na znak 'wygranej 'oceny.Reszta uczniów dostała po piątkach.Na koniec lekcji pani Erans, bo tam miała na nazwisko nauczycielka od wokalu stwierdziła, że skoro poszło nam najlepiej, to powinniśmy zaśpiewać duet na akademię z okazji zakończenia roku. Po tych słowach przypomniało mi się, że to już za miesiąc.
Gdy zadzwonił kolejny dzwonek szybko pobiegłam do sali tanecznej. To były najlepsze zajęcia w tej szkole, więc cieszyłam się niemiłosiernie.Uwielbiam tańczyć, od dziecka to robię... to ojciec zaraził mnie tym. Gdy miałam 12 lat obiecałam mu ,że nigdy nie stracę tej pasji, że nigdy nie przestanę tańczyć. I tak jest ,dlatego też poszłam do liceum artystycznego.
Dzisiaj mieliśmy tańczyć freestyle.Właśnie to uwielbiałam .Na tych zajęciach czułam się bardzo dobrze, wręcz wyśmienicie.Jednak lekcja musiała dobiec końca. Później miałam jakieś mniej znaczące dwie lekcje.Nie było aż tak źle.Dużo pisania, prawie w ogóle nie słuchałam. Pogrążona we własnych myślach stanowiłam tylko element ozdobny w klasie.
Gdy skończyła się ostatnia lekcja udałam się do gabinetu dyrektorki.Miałam minimalną nadzieję na udaremnienie tej kary.Jednak myliłam się , dostaliśmy z Justinem cały sprzęt do sprzątania i musieliśmy się zabrać do roboty. Na pierwszy ogień poszła sala taneczna. Wzięłam płyn do szyb ,mopa ,miotłę i wiaderko z wodą. Bieber poszedł... w sumie sama nie wiem gdzie.
Nie przejmując się nim za bardzo podpięłam pendriv'a do wieży ,włączyłam muzykę i wzięłam miotłę .Pozwoliłam sobie umilić pracę i tańczyć sprzątając. Było świetnie ,czułam się w końcu sobą.Myślałam, że nikt nie przeszkodzi mi w tej chwili ,jednak się myliłam.
Brunet wparował do sali z prędkością światła. Zauważył mnie tańczącą z miotłą, przez co poczułam się trochę zawstydzona. Dopiero po chwili odzyskałam rozum i normalne myślenie.Zaczęłam się na niego drzeć, po co tu przyszedł,jednak on nie odpowiadał tylko uśmiechał się złośliwie.Dopiero po chwili przypomniałam sobie ,że tańczyłam do jego piosenki.'Jaka wtopa'-pomyślałam.
-Przyznam ci, że lepiej niż ja tańczysz do tej piosenki-stwierdził.Chwyciłam się za głowę i zaczęłam się śmiać.
-Niezły żart panie Bieber. A teraz przestań i zacznij mi pomagać.
-Ale ja nie kłamię. W sobotę są castingi do Unrully* pomyśl o tym.Jesteś naprawdę dobra.-znowu to zrobił.Czy on zawsze musi się tak uśmiechać ? Ten złośliwy uśmieszek doprowadza mnie do szaleństwa.
Zirytowana rzuciłam mokrą ,brudną szmatą w stronę roześmianego Biebera. Chłopak zszedł z linii strzału,czego nie przewidziałam. I w tym samym momencie do sali wparowała Arianna i energicznym krokiem podeszła do Biebera.To właśnie wtedy szmata wylądowała idealnie na środku jej twarzy.
-Ups-wydusiłam z siebie troszkę zszokowana zaistniałą sytuacją. Justin próbował zachować powagę, jednak nie zbyt mu to wychodziło.Po jakiś 20 sekundach wybuchł śmiejąc się Ariannie prosto w twarz.
-Kurwa dziwko co ty sobie myślisz ? Że jak dasz dupy połowie szkoły to możesz do mnie kozaczyć?
-Co ty pierdolisz? -wtrącił się brunet.
-Arianno Grande mylisz się ,powiedz jeszcze słowo a ci wpierdolę zdziro jebana- w tym momencie mnie poniosło i prawie bym ją uderzyła gdyby Bieber nie wkroczył do akcji .Złapał mnie mocno za nadgarstki przycisnął lekko do ściany.
-Bieber co ty kurwa odpierdalasz?-zapytałam bardzo zdenerwowana.
-Justin! W tym momencie puść ją.-rozkazała mu wiedząc co ma zamiar zrobić chłopak ,a chłopak od razu mnie puścił . Nadgarstki piekły mnie niemiłosiernie.Już tworzyły się na nich ciemnofioletowe siniaki.
-Wybieraj idziesz ze mną czy zostajesz z nią?-dodała pytając.Zupełnie pewna odpowiedzi chłopaka.Nie myliła się. Chłopak wyszedł z nią,zostawiając Sophie samą ze sprzątaniem.
Przez ten czas myślała o tym castingu.Grupa taneczna? W sumie czemu nie.Nie dość, że kasa jej się przyda to jeszcze w pewnym sensie spełni swoje marzenie.
Unrully* grupa taneczna,bardzo znana
Od autorki: Rozdziały dodaję co tydzień . Co niedzielę...Mam nadzieję że wam się podoba no i komentujcie,bo to bardzo motywuje. :))
Obudziłam się dość wcześniej, bo o dziwo o 6. Ja wstałam o tej godzinie? Nie no sama w to nie wierzę .Niech mnie ktoś uszczypnie. 'Trzeba to zapisać' w tak by powiedział tata. Nadal próbuję się pogodzić z jego śmiercią, ale nie specjalnie mi to wychodzi. Wszystko mi się z nim kojarzy. Spojrzałam przelotnie na rodzinną fotografię, wiszącą na ścianie, na przeciwko mojego łóżka. Tak dużo się zmieniło... Westchnęłam.
Wstałam z łóżka, kierując się do kuchni w celu zrobienia śniadania dla siebie i brata. Po drodze potknęłam się o jego buty. On serio musi je rozrzucać po całym domu? Czasami mam wrażenie, że jakbym z nim nie mieszkała, to panował by tu totalny chaos i on sam by się w nim nie odnalazł. Gdy byłam już w pomieszczeniu które nazywało się kuchnią, wlałam wodę do czajnika, po czym go włączyłam. Wsypałam kawę do dwóch kubków i zabrałam się za robienie tostów, równocześnie czekając aż czajnik skończy swoją pracę. Po paru minutach wszystko było już gotowe, pozostało mi tylko czekać na brata. Po dziesięciu minutach zjawił się zaspany w kuchni.
-Co się stało, że tak wcześniej wstałaś? To jakieś święto chyba...-stwierdził, po czym uśmiechnął się widząc śniadanie. Od razu zabrał się za jedzenie, a ja zaraz po nim. Jedliśmy w ciszy, do czasu, kiedy John postanowił się odezwać.
-Dzisiaj sprzątasz szkołę, pamiętasz ?- Skierował te słowa do mnie jednocześnie psując mi humor w trybie natychmiastowym.
-Chciałabym zapomnieć, niestety nie pomagasz. Będę musiała spędzić popołudnie z tym idiotą-krótko skomentowałam moje nastawienie do sytuacji.
-O co tak właściwie poszło?-zapytał, po chwili.
-Długa historia. Ale jeśli chodzi ci o to czemu go uderzyłam, to wiedz, że zasłużył.-zaśmiałam się przypominając sobie jednocześnie minę Biebera.
-Dobra, opowiesz kiedy indziej, zbieraj się do szkoły.
Poszłam do pokoju się przebrać i po 10 minutach byłam już gotowa. Zegarek na ścianie pokazywał, że za 15 minut zaczyna się lekcja. Nim się obejrzałam byłam już pod szkołą.
Pierwszą moją lekcją na ten dzień miał być wf. Lubiłam ten 'przedmiot', jednak bardziej wolałam zajęcia taneczne, które dzisiaj przypadały na trzecią lekcję, zaś na drugiej miały być zajęcia z wokalu. Już pod klasą spotkałam uśmiechniętego Biebera.
-Nie śmiej się tak ,przecież ty też dzisiaj sprzątasz-zadrwiłam z niego .Chłopak zrobił minę typu 'Zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni' po czym zostawił mnie samą rzucając krótkie 'wiem'. Chwilę po nim udałam się do szatni damskiej w celu przebrania się na strój do ćwiczenia.
Gdy chwilę potem zadzwonił dzwonek ,udałam się z przyjaciółkami w stronę hali sportowej.Jak zawsze na tego typu zajęciach biegaliśmy .Były też ćwiczenia w parach , w których oczywiście musiałam być z Justinem. Naprawdę nikogo innego na sali nie było, że akurat musiałam być z nim? .Lekcja ogólnie minęła szybko .Na każdym kroku pokazywałam nowemu uczniowi jak bardzo go nie lubię jednak on nie przestawał być mi dłużny i odpłacał się tym samym.
Lekcja się skończyła, więc udałam się razem z Panem Irytującym do klasy, w której, według planu, mieliśmy zajęcia wokalne. Tuż po dzwonku, weszliśmy do klasy i zajęliśmy swoje miejsca. Nauczycielka od wokalu stwierdziła, że powinnam zaśpiewać z Bieberem w duecie. Po krótkiej ''wymianie zdań'' z tą wredną babą, doszłam do wniosku, że chyba ma już powoli dosyć moich pretensji. Uparcie zostawała przy swoim, a ja nie miałam wyjścia. Nie widziałam sensu w dalszym sprzeciwie, ona i tak postawiłaby na swoim, więc pozostało nam tylko wybrać odpowiedni repertuar."
-Może Macklemore-Can't hold us?-zaproponowałam.
-A może All around the word?-odpowiedział pytaniem na pytanie .
-Przecież to twoja piosenka!Z resztą nie znam nawet tekstu!-sprzeciwiłam się.
-Mała , nie znasz mojej piosenki?
-Po pierwsze mała nie jestem , mam metr siedemdziesiąt i nie nie znam twojej żadnej, powtarzam, ŻADNEJ piosenki-zaśmiałam się.
-No dobra , to niech będzie Macklemore-przystał na moją propozycję.
Mogę zdecydowanie przyznać, że nienawidzę go ,jego tekstów i wszystkiego innego związanego z nim.Ale cóż.Zaśpiewaliśmy o dziwo równo . Nauczycielka była zadowolona i wstawiła nam po szósteczkach.Przybiłam z Bieberem piątkę na znak 'wygranej 'oceny.Reszta uczniów dostała po piątkach.Na koniec lekcji pani Erans, bo tam miała na nazwisko nauczycielka od wokalu stwierdziła, że skoro poszło nam najlepiej, to powinniśmy zaśpiewać duet na akademię z okazji zakończenia roku. Po tych słowach przypomniało mi się, że to już za miesiąc.
Gdy zadzwonił kolejny dzwonek szybko pobiegłam do sali tanecznej. To były najlepsze zajęcia w tej szkole, więc cieszyłam się niemiłosiernie.Uwielbiam tańczyć, od dziecka to robię... to ojciec zaraził mnie tym. Gdy miałam 12 lat obiecałam mu ,że nigdy nie stracę tej pasji, że nigdy nie przestanę tańczyć. I tak jest ,dlatego też poszłam do liceum artystycznego.
Dzisiaj mieliśmy tańczyć freestyle.Właśnie to uwielbiałam .Na tych zajęciach czułam się bardzo dobrze, wręcz wyśmienicie.Jednak lekcja musiała dobiec końca. Później miałam jakieś mniej znaczące dwie lekcje.Nie było aż tak źle.Dużo pisania, prawie w ogóle nie słuchałam. Pogrążona we własnych myślach stanowiłam tylko element ozdobny w klasie.
Gdy skończyła się ostatnia lekcja udałam się do gabinetu dyrektorki.Miałam minimalną nadzieję na udaremnienie tej kary.Jednak myliłam się , dostaliśmy z Justinem cały sprzęt do sprzątania i musieliśmy się zabrać do roboty. Na pierwszy ogień poszła sala taneczna. Wzięłam płyn do szyb ,mopa ,miotłę i wiaderko z wodą. Bieber poszedł... w sumie sama nie wiem gdzie.
Nie przejmując się nim za bardzo podpięłam pendriv'a do wieży ,włączyłam muzykę i wzięłam miotłę .Pozwoliłam sobie umilić pracę i tańczyć sprzątając. Było świetnie ,czułam się w końcu sobą.Myślałam, że nikt nie przeszkodzi mi w tej chwili ,jednak się myliłam.
Brunet wparował do sali z prędkością światła. Zauważył mnie tańczącą z miotłą, przez co poczułam się trochę zawstydzona. Dopiero po chwili odzyskałam rozum i normalne myślenie.Zaczęłam się na niego drzeć, po co tu przyszedł,jednak on nie odpowiadał tylko uśmiechał się złośliwie.Dopiero po chwili przypomniałam sobie ,że tańczyłam do jego piosenki.'Jaka wtopa'-pomyślałam.
-Przyznam ci, że lepiej niż ja tańczysz do tej piosenki-stwierdził.Chwyciłam się za głowę i zaczęłam się śmiać.
-Niezły żart panie Bieber. A teraz przestań i zacznij mi pomagać.
-Ale ja nie kłamię. W sobotę są castingi do Unrully* pomyśl o tym.Jesteś naprawdę dobra.-znowu to zrobił.Czy on zawsze musi się tak uśmiechać ? Ten złośliwy uśmieszek doprowadza mnie do szaleństwa.
Zirytowana rzuciłam mokrą ,brudną szmatą w stronę roześmianego Biebera. Chłopak zszedł z linii strzału,czego nie przewidziałam. I w tym samym momencie do sali wparowała Arianna i energicznym krokiem podeszła do Biebera.To właśnie wtedy szmata wylądowała idealnie na środku jej twarzy.
-Ups-wydusiłam z siebie troszkę zszokowana zaistniałą sytuacją. Justin próbował zachować powagę, jednak nie zbyt mu to wychodziło.Po jakiś 20 sekundach wybuchł śmiejąc się Ariannie prosto w twarz.
-Kurwa dziwko co ty sobie myślisz ? Że jak dasz dupy połowie szkoły to możesz do mnie kozaczyć?
-Co ty pierdolisz? -wtrącił się brunet.
-Arianno Grande mylisz się ,powiedz jeszcze słowo a ci wpierdolę zdziro jebana- w tym momencie mnie poniosło i prawie bym ją uderzyła gdyby Bieber nie wkroczył do akcji .Złapał mnie mocno za nadgarstki przycisnął lekko do ściany.
-Bieber co ty kurwa odpierdalasz?-zapytałam bardzo zdenerwowana.
-Justin! W tym momencie puść ją.-rozkazała mu wiedząc co ma zamiar zrobić chłopak ,a chłopak od razu mnie puścił . Nadgarstki piekły mnie niemiłosiernie.Już tworzyły się na nich ciemnofioletowe siniaki.
-Wybieraj idziesz ze mną czy zostajesz z nią?-dodała pytając.Zupełnie pewna odpowiedzi chłopaka.Nie myliła się. Chłopak wyszedł z nią,zostawiając Sophie samą ze sprzątaniem.
Przez ten czas myślała o tym castingu.Grupa taneczna? W sumie czemu nie.Nie dość, że kasa jej się przyda to jeszcze w pewnym sensie spełni swoje marzenie.
Unrully* grupa taneczna,bardzo znana
Od autorki: Rozdziały dodaję co tydzień . Co niedzielę...Mam nadzieję że wam się podoba no i komentujcie,bo to bardzo motywuje. :))
wtorek, 24 września 2013
Rozdział 2
-Bardzo miłe powitanie-odpowiedział-Jestem Justin
Bieber,ale pewnie już mnie znasz-dodał po chwili.
-Aha-skomentowałam to najkrócej jak potrafiłam.
-A ty? Masz jakieś imię?
-Taaa,mam-odpowiedziałam niechętnie-Jestem Sophie More-dodałam.
-Co ty taka małomówna?
Uwierzcie mi na słowo, że jakby nie było tu dyrektorki to wcale nie musiałabym udawać takiej miłej. Muszę mu jakoś zakomunikować, że w brew pozorom stwarzanym na potrzebę zrobienia dobrego wrażenia na pani West, go nienawidzę.
-Wiesz,delikatnie mówiąc nie przepadam za gwiazdami. Myślą, że jak mają kasę to mogą wszystkimi rządzić.-streściłam moje myśli w jedno krótkie zdanie, wyrażające jak bardzo jego i innych gwiazd nie lubię.
-Ale ja taki nie jestem-zaprzeczył.
-Nie twierdzę że kłamiesz , nie mówię też, że wierzę ci na słowo.Po prostu nie znamy się i nie licz na to, że się poznamy. Choćby nie wiem co nie polubię cię nawet w minimalnym stopniu.-odpowiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
- No to skoro za mną nie przepadasz to czemu akurat TY, będziesz mnie oprowadzać po szkole, a nie kto inny?-zaakcentował słowo 'TY',jednak jego mina ewidentnie wskazywała na to, że moje słowa go uraziły i jest wkurzony.
-W ramach tortur, chłoptasiu-zakpiłam z niego, zerkając kątem oka na dyrektorkę, przez którą ta rozmowa ma miejsce.
Wyraz twarzy Biebera nic mi nie mówił, może oprócz udawanego zrozumienia. Mogę się założyć,że nigdy nie pracował choćby przez chwilę z kimś kogo nie lubił, lub po prostu mu się nie spodobał. Zawsze ma wszystko co chce. Wszyscy wokół usługują mu i są na każde jego zawołanie.I jak tu taki gwiazdorek może choćby w połowie zrozumieć taką osobę jak ja ? Zwykłą dziewczynę otoczoną wywyższającymi się ludźmi. Prostą nastolatkę z problemami rodzinnymi i innymi zmartwieniami oraz wielką pasją i wielkimi marzeniami. Niespodziewanie naszą 'rozmowę ' przerwała dyrektorka,zwracając się do mnie:
-Sophie, wiem, że ci to nie pasuje i udowodniłaś to teraz, ale proszę cię, bądź dla niego miła -przerwała i popatrzyła na mnie poważnie-chociaż się staraj. Jakby coś się stało to będę tutaj w gabinecie, a teraz już idźcie, bo spóźnicie się na lekcje-dodała, poganiając nas.
W pewnej chwili miałam już spytać 'Sugeruje coś pani?' .Okej nie lubię go, ale też na pewno nic mu nie zrobię. Zgodnie pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy podążając w stronę sali chemicznej. Ja szłam przodem, a Justin wlekł się z tyłu. Wchodząc po schodach na pierwsze piętro, wpadłam na Ariannę.
-Uważaj jak chodzisz, ofiaro-zaśmiała się.
-Oo, moja kochana to ty uważaj, bo następnym razem ta tona tapety spadnie ci z mordy i zasypie całą szkołę-odpowiedziałam patrząc jej w oczy i uśmiechając się złośliwie. W tym momencie odezwał się Bieber .
-Cześć Ari, jak my dawno się nie widzieliśmy-przywitali się buziakiem w policzek.
-Cześć Juss, nie zauważyłam cię, co ty tu robisz z tą szmatą?-spytała spoglądając na mnie.
-Wiesz mówienie o sobie w trzeciej osobie nie pasuje do zachowania wielkiej damy z bogatej rodziny-wcięłam się do rozmowy z rozbawioną miną.
-Ona tylko oprowadza mnie po szkole - brunet starał się wybrnąć z niezręcznej sytuacji , jednak w tym momencie Ariannie upadł portfel.
-Sophie, podnieś mi portfel, bo upadł - zażądała bym zrobiła co mówi. 'Jaka suka, niech sobie podniesie'-pomyślałam.
-Sorry, ale jakoś nie mam zamiaru zniżać się do twojego poziomu, więc rusz ten gruby tyłek i sama sobie go podnieś, złotko-i w tym momencie zadzwonił dzwonek, oznaczający rozpoczęcie lekcji.
A już myślałam ,że moje zbawienie nigdy nie nadejdzie. Chyba pierwszy raz ucieszyłam się z początku lekcji. Można tu dostrzec dwie zalety: Po pierwsze skończenie bezsensownej rozmowy z Arianną, a pod drugie koniec towarzystwa Justina jak na tą przerwę.
...
Gdy weszliśmy do klasy wszystkie miejsca były już zajęte.Zostały tylko i wyłącznie dwa ostatnie na końcu, a jak na moje nieszczęście zostałam tylko ja i Bieber. Pech? To mało powiedziane. Możliwe, że jakaś jego oddana fanka nazwała by tą sytuację przeznaczeniem, czy czymś takim, ale spójrzmy prawdzie w oczy: dyrektorka przytrzymała mnie i Justina dłużej w gabinecie, no i oczywiście w szkole musiała być stuprocentowa frekwencja, więc zostały tylko dwa miejsca-idealnie dla nas. 'Boże przecież on nie gryzie, jedna lekcja z nim w ławce to chyba nie śmierć... Prawda ?' zapytałam się w myślach i usiadłam na jednym z dwóch wolnych miejsc przy ławce. Chwile potem moja gwiazdeczka dosiadła się do mnie. Ogólnie lekcja mijała szybko, robiliśmy dużo obliczeń, ale jak to na chemii, standart. Pod koniec lekcji mój 'kolega' z ławki dał mi jakiś liścik. Niepewnie rozłożyłam karteczkę i zaczęłam czytać w myślach.
'Możemy pogadać po lekcjach?
14.10 na tyłach szkoły. Justin xx.'
Wywróciłam teatralnie oczami i przeczytałam to jeszcze raz na szybko, nadal nie rozumiejąc 'po co?'. Ale cóż, kogo ja próbuję zrozumieć...? Reszta lekcji, minęła 'jak z bata strzelił'. Z chłopakiem od tego czasu nie zamieniłam ani słowa. Nim się obejrzałam, byłam już w wyznaczonym przez niego miejscu. Nie wiem co mnie podkusiło żeby tu w ogóle przyjść. Ale co ja już poradzę? Moje ciekawość mnie przerasta, a poza tym nie ma już odwrotu, ponieważ chwilę po mnie przyszedł Justin.
-Dobra czego chcesz, bo śpieszy mi się -skłamałam. Tak na prawdę chciałam iść najszybciej jak się da do domu, włączyć skypa by pogadać z przyjaciółmi i iść spać. Ale jak widać los nie miał dla mnie takich prostych planów.
-Chcę pogadać o tym, dlaczego mnie, aż tak nienawidzisz, skoro nawet mnie nie znasz i czemu tak zachowujecie się z Ari?
-Przecież przerabialiśmy to już ... Posłuchaj mnie dokładnie, bo więcej tego nie powtórzę -westchnęłam-Nienawidzę cię za to, że jesteś gwiazdą i nawet jeżeli tego nie widzisz to uważasz się za lepszego od takich ludzi jak ja, ale to przecież już i tak wiesz więc nie wiem po co pytasz, a ta twoja przyjaciółeczka to szmata i wszystkimi się wysługuje. Tyle mam ci do powiedzenia i jeśli już skończyłeś to pozwól, że już sobie pójdę-dodałam, najkrócej jak mogłam, ale wystarczająco by zrozumiał.
-Nigdzie nie idziesz! Nie wiem za kogo się uważasz i kim jesteś i nie obchodzi mnie to. Ale nie masz choćby najmniejszego prawa tak jej nazywać , nie znasz jej . Sama jesteś szmatą i w dodatku okropną egoistką.-powiedział. I w tym momencie nie wytrzymałam, przywaliłam mu najsilniej jak potrafiłam w twarz. Lekko odrzuciło jego głowę w tył i w tym momencie chwycił się za policzek.
-Nie masz podstaw, by tak mnie nazwać, nie znasz mnie i nic o mnie nie wiesz. Nigdy nie spotkałam kogoś tak biopolarnego * jak ty! Frajerze-odparłam ze złością, po czym miałam już iść gdy nagle ktoś odchrząknął. Dyrektorka! Jeszcze lepiej być nie mogło? Co to piątek trzynastego? Bo nie wierzę, że to się dzieje na prawdę ! Nie !
-Jutro. Wy. Razem. Sprzątacie. Całą. Szkołę. Bez. Gadania-powiedziała oddzielając każde słowo po kolei,byśmy zrozumieli, po czym tak po prostu sobie poszła.
-Dzięki, wielkie dzięki-rzuciłam słowa z sarkazmem w stronę wysokiego bruneta stojącego metr ode mnie, po czym poszłam do domu.
....
Gdy byłam już w domu, szybko wzięłam na kolana laptopa i zalogowałam się na skypa, po czym zadzwoniłam do moich przyjaciół. Szybko streściłam im całą sytuację za szkołą. Byli w szoku, ale nadal zgodnie trzymali moją stronę. Rozmawialiśmy jeszcze z pół godziny, po czym poszłam odrabiać lekcje. Chwile potem do domu wrócił John. O dziwo on już wiedział o wszystkim co działo się w szkole. Jedyne czego nie wiedział to poranna wizyta matki. Ale nie miałam zamiaru mu mówić i go złościć. W sumie sama prawie o tym zapomniałam. Było już około dwudziestej trzeciej, gdy poszłam się myć i przebrać w za dużą o dwa rozmiary koszulkę mojego byłego chłopaka. Tak nadal ją miałam. Mimo iż wyjechał bez pożegnania, zostawił mnie, nie mogłabym opisać tego jak bardzo go w tym momencie nienawidziłam. Po długich przemyśleniach, odpłynęłam do krainy snu z nadzieją, że 'Nowy dzień przyniesie ,lepsze jutro'.
Od autorki: No to mamy drugi rozdział :) Trzeciego możecie się spodziewać za tydzień. Liczę że czytacie :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
-Aha-skomentowałam to najkrócej jak potrafiłam.
-A ty? Masz jakieś imię?
-Taaa,mam-odpowiedziałam niechętnie-Jestem Sophie More-dodałam.
-Co ty taka małomówna?
Uwierzcie mi na słowo, że jakby nie było tu dyrektorki to wcale nie musiałabym udawać takiej miłej. Muszę mu jakoś zakomunikować, że w brew pozorom stwarzanym na potrzebę zrobienia dobrego wrażenia na pani West, go nienawidzę.
-Wiesz,delikatnie mówiąc nie przepadam za gwiazdami. Myślą, że jak mają kasę to mogą wszystkimi rządzić.-streściłam moje myśli w jedno krótkie zdanie, wyrażające jak bardzo jego i innych gwiazd nie lubię.
-Ale ja taki nie jestem-zaprzeczył.
-Nie twierdzę że kłamiesz , nie mówię też, że wierzę ci na słowo.Po prostu nie znamy się i nie licz na to, że się poznamy. Choćby nie wiem co nie polubię cię nawet w minimalnym stopniu.-odpowiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
- No to skoro za mną nie przepadasz to czemu akurat TY, będziesz mnie oprowadzać po szkole, a nie kto inny?-zaakcentował słowo 'TY',jednak jego mina ewidentnie wskazywała na to, że moje słowa go uraziły i jest wkurzony.
-W ramach tortur, chłoptasiu-zakpiłam z niego, zerkając kątem oka na dyrektorkę, przez którą ta rozmowa ma miejsce.
Wyraz twarzy Biebera nic mi nie mówił, może oprócz udawanego zrozumienia. Mogę się założyć,że nigdy nie pracował choćby przez chwilę z kimś kogo nie lubił, lub po prostu mu się nie spodobał. Zawsze ma wszystko co chce. Wszyscy wokół usługują mu i są na każde jego zawołanie.I jak tu taki gwiazdorek może choćby w połowie zrozumieć taką osobę jak ja ? Zwykłą dziewczynę otoczoną wywyższającymi się ludźmi. Prostą nastolatkę z problemami rodzinnymi i innymi zmartwieniami oraz wielką pasją i wielkimi marzeniami. Niespodziewanie naszą 'rozmowę ' przerwała dyrektorka,zwracając się do mnie:
-Sophie, wiem, że ci to nie pasuje i udowodniłaś to teraz, ale proszę cię, bądź dla niego miła -przerwała i popatrzyła na mnie poważnie-chociaż się staraj. Jakby coś się stało to będę tutaj w gabinecie, a teraz już idźcie, bo spóźnicie się na lekcje-dodała, poganiając nas.
W pewnej chwili miałam już spytać 'Sugeruje coś pani?' .Okej nie lubię go, ale też na pewno nic mu nie zrobię. Zgodnie pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy podążając w stronę sali chemicznej. Ja szłam przodem, a Justin wlekł się z tyłu. Wchodząc po schodach na pierwsze piętro, wpadłam na Ariannę.
-Uważaj jak chodzisz, ofiaro-zaśmiała się.
-Oo, moja kochana to ty uważaj, bo następnym razem ta tona tapety spadnie ci z mordy i zasypie całą szkołę-odpowiedziałam patrząc jej w oczy i uśmiechając się złośliwie. W tym momencie odezwał się Bieber .
-Cześć Ari, jak my dawno się nie widzieliśmy-przywitali się buziakiem w policzek.
-Cześć Juss, nie zauważyłam cię, co ty tu robisz z tą szmatą?-spytała spoglądając na mnie.
-Wiesz mówienie o sobie w trzeciej osobie nie pasuje do zachowania wielkiej damy z bogatej rodziny-wcięłam się do rozmowy z rozbawioną miną.
-Ona tylko oprowadza mnie po szkole - brunet starał się wybrnąć z niezręcznej sytuacji , jednak w tym momencie Ariannie upadł portfel.
-Sophie, podnieś mi portfel, bo upadł - zażądała bym zrobiła co mówi. 'Jaka suka, niech sobie podniesie'-pomyślałam.
-Sorry, ale jakoś nie mam zamiaru zniżać się do twojego poziomu, więc rusz ten gruby tyłek i sama sobie go podnieś, złotko-i w tym momencie zadzwonił dzwonek, oznaczający rozpoczęcie lekcji.
A już myślałam ,że moje zbawienie nigdy nie nadejdzie. Chyba pierwszy raz ucieszyłam się z początku lekcji. Można tu dostrzec dwie zalety: Po pierwsze skończenie bezsensownej rozmowy z Arianną, a pod drugie koniec towarzystwa Justina jak na tą przerwę.
...
Gdy weszliśmy do klasy wszystkie miejsca były już zajęte.Zostały tylko i wyłącznie dwa ostatnie na końcu, a jak na moje nieszczęście zostałam tylko ja i Bieber. Pech? To mało powiedziane. Możliwe, że jakaś jego oddana fanka nazwała by tą sytuację przeznaczeniem, czy czymś takim, ale spójrzmy prawdzie w oczy: dyrektorka przytrzymała mnie i Justina dłużej w gabinecie, no i oczywiście w szkole musiała być stuprocentowa frekwencja, więc zostały tylko dwa miejsca-idealnie dla nas. 'Boże przecież on nie gryzie, jedna lekcja z nim w ławce to chyba nie śmierć... Prawda ?' zapytałam się w myślach i usiadłam na jednym z dwóch wolnych miejsc przy ławce. Chwile potem moja gwiazdeczka dosiadła się do mnie. Ogólnie lekcja mijała szybko, robiliśmy dużo obliczeń, ale jak to na chemii, standart. Pod koniec lekcji mój 'kolega' z ławki dał mi jakiś liścik. Niepewnie rozłożyłam karteczkę i zaczęłam czytać w myślach.
'Możemy pogadać po lekcjach?
14.10 na tyłach szkoły. Justin xx.'
Wywróciłam teatralnie oczami i przeczytałam to jeszcze raz na szybko, nadal nie rozumiejąc 'po co?'. Ale cóż, kogo ja próbuję zrozumieć...? Reszta lekcji, minęła 'jak z bata strzelił'. Z chłopakiem od tego czasu nie zamieniłam ani słowa. Nim się obejrzałam, byłam już w wyznaczonym przez niego miejscu. Nie wiem co mnie podkusiło żeby tu w ogóle przyjść. Ale co ja już poradzę? Moje ciekawość mnie przerasta, a poza tym nie ma już odwrotu, ponieważ chwilę po mnie przyszedł Justin.
-Dobra czego chcesz, bo śpieszy mi się -skłamałam. Tak na prawdę chciałam iść najszybciej jak się da do domu, włączyć skypa by pogadać z przyjaciółmi i iść spać. Ale jak widać los nie miał dla mnie takich prostych planów.
-Chcę pogadać o tym, dlaczego mnie, aż tak nienawidzisz, skoro nawet mnie nie znasz i czemu tak zachowujecie się z Ari?
-Przecież przerabialiśmy to już ... Posłuchaj mnie dokładnie, bo więcej tego nie powtórzę -westchnęłam-Nienawidzę cię za to, że jesteś gwiazdą i nawet jeżeli tego nie widzisz to uważasz się za lepszego od takich ludzi jak ja, ale to przecież już i tak wiesz więc nie wiem po co pytasz, a ta twoja przyjaciółeczka to szmata i wszystkimi się wysługuje. Tyle mam ci do powiedzenia i jeśli już skończyłeś to pozwól, że już sobie pójdę-dodałam, najkrócej jak mogłam, ale wystarczająco by zrozumiał.
-Nigdzie nie idziesz! Nie wiem za kogo się uważasz i kim jesteś i nie obchodzi mnie to. Ale nie masz choćby najmniejszego prawa tak jej nazywać , nie znasz jej . Sama jesteś szmatą i w dodatku okropną egoistką.-powiedział. I w tym momencie nie wytrzymałam, przywaliłam mu najsilniej jak potrafiłam w twarz. Lekko odrzuciło jego głowę w tył i w tym momencie chwycił się za policzek.
-Nie masz podstaw, by tak mnie nazwać, nie znasz mnie i nic o mnie nie wiesz. Nigdy nie spotkałam kogoś tak biopolarnego * jak ty! Frajerze-odparłam ze złością, po czym miałam już iść gdy nagle ktoś odchrząknął. Dyrektorka! Jeszcze lepiej być nie mogło? Co to piątek trzynastego? Bo nie wierzę, że to się dzieje na prawdę ! Nie !
-Jutro. Wy. Razem. Sprzątacie. Całą. Szkołę. Bez. Gadania-powiedziała oddzielając każde słowo po kolei,byśmy zrozumieli, po czym tak po prostu sobie poszła.
-Dzięki, wielkie dzięki-rzuciłam słowa z sarkazmem w stronę wysokiego bruneta stojącego metr ode mnie, po czym poszłam do domu.
....
Gdy byłam już w domu, szybko wzięłam na kolana laptopa i zalogowałam się na skypa, po czym zadzwoniłam do moich przyjaciół. Szybko streściłam im całą sytuację za szkołą. Byli w szoku, ale nadal zgodnie trzymali moją stronę. Rozmawialiśmy jeszcze z pół godziny, po czym poszłam odrabiać lekcje. Chwile potem do domu wrócił John. O dziwo on już wiedział o wszystkim co działo się w szkole. Jedyne czego nie wiedział to poranna wizyta matki. Ale nie miałam zamiaru mu mówić i go złościć. W sumie sama prawie o tym zapomniałam. Było już około dwudziestej trzeciej, gdy poszłam się myć i przebrać w za dużą o dwa rozmiary koszulkę mojego byłego chłopaka. Tak nadal ją miałam. Mimo iż wyjechał bez pożegnania, zostawił mnie, nie mogłabym opisać tego jak bardzo go w tym momencie nienawidziłam. Po długich przemyśleniach, odpłynęłam do krainy snu z nadzieją, że 'Nowy dzień przyniesie ,lepsze jutro'.
Od autorki: No to mamy drugi rozdział :) Trzeciego możecie się spodziewać za tydzień. Liczę że czytacie :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



