niedziela, 20 października 2013

Rozdział 6

Dzisiaj ma być ten wyjątkowy dzień. Raz do roku w naszej szkole organizują bal maskowy. Zjawiają się wszyscy uczniowie naszej szkoły. Przebranie jest obowiązkowe.
Razem z moimi przyjaciółkami już od tygodnia miałyśmy kreacje. Oczywiście trzeba było przyjść z osobą towarzyszącą, która mogła być z poza szkoły. Tego dnia uśmiech nie schodził mi z twarzy. Może to przez wydarzenia wcześniejszych dni? Robert, gdy dowiedział się, że nie mam partnera na bal stwierdził, że chce iść i spytał się czy bym nie poszła z nim. Pomijając fakt, że to ja powinnam go pytać, bo to w końcu bal w mojej szkole. Ale trudno.
Parę godzin po tym jak zgodziłam się iść na bal z Robertem, o to samo zapytał mnie Justin. Oczywiście odmówiłam. Niby wybaczyłam mu już próbę uderzenia mnie, ale i tak nie zmieniało to faktu, że nie cierpiałam go tak samo jak w dniu, w którym go poznałam. Poza tym miałam już towarzysza. Justin odszedł ze spuszczoną głową i resztę tygodnia się do mnie nie odzywał.
A co do castingu, który był dwa dni wcześniej, to poszło nam dobrze. Co tu dużo mówić? Trenowaliśmy cały tydzień i opłacało nam się to.
 

-Było nam ciężko wybrać, naprawdę jesteście świetni -powiedziała niska brunetka.
-Rzeczywiście było trudno, ale - dodał jeden z jurorów.
-Ale nie mogliśmy wybrać pomiędzy wami, dlatego dostajecie się wszyscy do Unrully. Gratulujemy! - dodał Justin, który tego dnia znowu był na castingu.


Przypominając sobie te wydarzenia miałam uśmiech na twarzy. Jednak szybko się ogarnęłam, gdyż zadzwonił dzwonek do drzwi. Moje przyjaciółki przyszły trochę wcześniej niż się spodziewałam. W sumie to dobrze, przynajmniej mamy więcej czasu na przygotowanie się.


Nie zajęło nam to długo. Wyrobiłyśmy się w trzy godziny.
Około godziny siedemnastej pojawili się nasi towarzysze. Pięciu chłopaków, a raczej mężczyzn, w garniturach porwało swoje towarzyszki w kierunku wyjścia z mieszkania. Najstarsza z moich przyjaciółek - Victoria szła z Ryanem, Naomi z Lewisem, Nora z moim bratem Johnem, zaś najmłodsza z nas Lily, wybierała się z Ben'em, który podobał jej się od przedszkola. Nadal trudno mi uwierzyć, że po raz pierwszy, od trzech lat, się do niej odezwał, a co najważniejsze, zaprosił ją na bal. Dziwne? Tak! Ale to jej sprawa, z kim idzie. Nie wtrącam się do życia ludzi. Taką mam zasadę i staram się jej trzymać.

Na zegarze właśnie wybiła północ. Bawiłam się świetnie. Z racji, że była to impreza szkolna, nie było alkoholu. Ja i tak twierdzę, że zabawa bez tego trunku jest taka sama jak z nim. Ale to tylko moje zdanie. Niektórzy nie podzielają takiej opinii. Ale cóż... Są ludzie i parapety.
Tańczyłam już chyba z pięćdziesiąty raz. Tym razem z jakimś obcym chłopakiem. Nie zbyt go kojarzyłam. Byłam już zmęczona tym ciągłym kręceniem się w kółko. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Przeprosiłam partnera i udałam się w stronę krzeseł. Usiadłam na jednym z nich i rozejrzałam się po sali. W jednym kącie Justin tańczył z Arianną, obok nich Robert całował się z jakąś laską, zaś na drugim końcu sali Naomi z Lewisem.
Chwila, co?! Robert całował się nie z jakąś laską, tylko z Lilianną. Ale jak to?! Przecież oni się ledwo znają! Nie możliwe! Sama nie wierzyłam w to, co widzę. Ja sobie siedziałam sama jak palec, a on wymieniał się z nią śliną. I to przy wszystkich! Jaki wstyd. Po chwili stwierdziłam, że naprawdę nie mam, co robić i nie będę się na nich patrzeć. Jak tak dalej pójdzie to będą się pieprzyć na środku parkietu.
Brawo, Sophie ! Zamiast życzyć im szczęścia, nabijasz się z nich. Jesteś bardzo miła.
W duchu śmiałam się sama z siebie. Jednocześnie było mi głupio sterczeć tu samotnie, chociaż osób do rozmów nie brakowało. Miałam cichą nadzieję, że Naomi i Norze poszczęści się w 'łapaniu chłopaków'. Naprawdę życzę im żeby w końcu znalazły swoje drugie połówki. Nie mam ochoty w wakacje, i po nich, słuchać, jakie to one są nieszczęśliwe i samotne.
Gdy wzięłam pod uwagę wszystkie 'za i przeciw' na temat wyjścia teraz z tej sali stwierdziłam, że nic tu po mnie.
Szybkim krokiem, który można było nazwać prawie biegiem udałam się do drzwi. Jednak nie było mi pisane dotrzeć do nich. Poślizgnęłam się na mokrej podłodze i po chwili moje ciało miało bliskie spotkanie z podłogą. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Urwał mi się film...

JUSTIN POV
Gdy zobaczyłem Sophie leżącą, musiałem do niej podejść. Poza tym nikt się nawet nie zainteresował tą sytuacją. Zostawiłem Ariannę z zdezorientowaną miną i ruszyłem w kierunku leżącej dziewczyny. Chyba straciła przytomność. Gdy znalazłam się blisko dziewczyny, zobaczyłem, że ma zamknięte oczy. Podniosłem ją delikatnie i udałem się do mojego samochodu.


Już po dziesięciu minutach byliśmy w szpitalu. Wniosłem dziewczynę na izbę przyjęć, gdzie się nią od razu zajęli.
Po długim czekaniu okazało się, że ma złamaną nogę i lekkie stłuczenie głowy, ale nic jej nie jest. Ucieszyłem się na tą wiadomość. Pielęgniarka pozwoliła mi wziąć do domu śpiącą jeszcze brunetkę. Fajnie… Tylko gdzie ona mieszka?! Nie dość, że nie miałem zielonego pojęcia, gdzie się z nią udać, to jeszcze nie wiedziałem, z kim z jej bliskich mogę się skontaktować. Dziewczyna nie miała przy sobie telefonu, a ja nawet o tym nie pomyślałem.
Była już druga w nocy. Stwierdziłem, że wezmę Sophie do siebie, bo i tak nie maiłem, co z nią zrobić, i tam ją położę, a ja prześpię się w pokoju gościnnym.
Tak też zrobiłem. Wniosłem dziewczynę na pierwsze piętro mojego domu i położyłem ją w moim pokoju, po czym przykryłem kocem, a sam udałem się do pokoju gościnnego gdzie usnąłem.



 Od autorki: Okej jest już 6 xd Muszę was zawieść ale nie wiem czy dam radę napisać na kolejną niedzielę kolejny rozdział :) Będę informować was na stronie i mogę na gg (48769844-moje). Nie myślcie sobie że przestaje pisać albo coś ale mam blokadę twórczą :D Postaram się na następną niedzielę ale nie obiecuje. Zapomniałabym ! CHCĘ BARDZO BARDZO I TO BARDZO PODZIĘKOWAĆ MOJEJ OSOBISTEJ KOREKTORCE (KTÓRA POPRAWIA MI BŁĘDY) -LOLI ;** 
I DEDYKUJĘ TEN ROZDZIAŁ MOJEJ KALECE KTÓRA MOTYWUJE MNIE TEKSTEM 'WIEM GDZIE MIESZKASZ' hahahah xd Kocham was wszystkich i dziękuję że czytacie. Jak przeczytałam komentarze pod 5 rozdziałem to się popłakałam jacy wspaniali ludzie to czytają :) Liczę na komentarze  xx


niedziela, 13 października 2013

Rozdział 5

 *Poniedziałek*
Z samego rana obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Niechętnie obróciłam się na lewy bok. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na godzinę. 6:07, no świetnie! Co za idiota budzi mnie o tej godzinie? I w tym momencie gdyby nie fakt, że telefon był drogi, to skończyłby tragicznie razem z nadawcą wiadomości. Odczytałam szybko wiadomość, która była od Victorii i stwierdziłam, że ma całkiem niezły pomysł. Wagary? Zawsze i wszędzie. Razem z resztą moich przyjaciółek wybierzemy się do galerii po sukienki i maski na bal, który odbędzie się za równiutki tydzień. Szybko wstałam z łóżka. Wykonałam wszystkie poranne czynności, po czym wyszłam z domu najciszej jak się dało by nie obudzić brata. 

*20 minut później galeria* 

Ruszyłam w kierunku h&m'u gdzie miały czekać na mnie przyjaciółki. Tak też było. Przywitałyśmy się tradycyjnym buziakiem w policzek i ruszyłyśmy na podbój sklepów. Na pierwszy ogień poszedł diverse. 
-Co się działo wczoraj w parku?- zapytała Lilianna.
 -Co? Nie byłam wczoraj w parku?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. W tej chwili Naomi wyciągnęła z torebki gazetę i podała mi ją. Szybko przeleciałam oczami po tekście z okładki gazety. 
"Nowa dziewczyna Justina? Czy po prostu kolejna zabawka młodego gwiazdora?" 

-To nie to, o czym myślicie! Po prostu on chciał mnie przeprosić za to, że chciał mnie uderzyć.- wytłumaczyłam się.
 -Coooo? - zapytały wszystkie razem. 
-Kiedy to było? Czemu nic nie wiemy? - dodała Nora. 
–Nie chcę o tym mówić... Ale jesteście moimi przyjaciółkami, więc powinnyście wiedzieć...

 Zirytowana rzuciłam mokrą, brudną szmatą w stronę roześmianego Biebera. Chłopak zszedł z linii strzału, czego nie przewidziałam. I w tym samym momencie do sali wparowała Arianna i energicznym krokiem podeszła do Biebera. To właśnie wtedy szmata wylądowała idealnie na środku jej twarzy.
 -Ups - wydusiłam z siebie troszkę zszokowana zaistniałą sytuacją. Justin próbował zachować powagę, jednak nie zbyt mu to wychodziło. Po jakiś 20 sekundach wybuchł śmiejąc się Ariannie prosto w twarz. 
 -Kurwa dziwko co ty sobie myślisz? Że jak dasz dupy połowie szkoły to możesz do mnie kozaczyć? 
 -Co ty pierdolisz? - wtrącił się brunet. 
-Arianno Grande mylisz się, powiedz jeszcze słowo, a ci wpierdolę zdziro jebana - w tym momencie mnie poniosło i prawie bym ją uderzyła, gdyby Bieber nie wkroczył do akcji. Złapał mnie mocno za nadgarstki, przycisnął lekko do ściany. 
 -Bieber co ty kurwa odpierdalasz? - zapytałam bardzo zdenerwowana. 
-Justin! W tym momencie puść ją. - rozkazała mu wiedząc, co ma zamiar zrobić chłopak, a chłopak od razu mnie puścił. Nadgarstki piekły mnie niemiłosiernie. Już tworzyły się na nich ciemnofioletowe siniaki.

-Hahahahahahha, pokazałaś gdzie miejsce tej szmaty - zaśmiała się Lilianna.
 -Ale z naszej gwiazdki też niezłe ziółko - wtrąciła się Naomi. -Eh dziewczyny, było minęło... - powiedziałam śmiejąc się. -Nora patrz za tobą! - prawie zapiszczałam - idealna dla ciebie, przymierzaj-dodałam, patrząc się na śliczną granatową kieckę. Poszperałam chwilę po sklepie i znalazłam mojej przyjaciółce idealną maskę do sukienki. Dziewczyna bez zastanowienia ją kupiła. Trzy godziny później wszystkie miałyśmy sukienki. Naomi kupiła małą czarną, Victoria długą czerwoną suknię, a ja dość krótką fioletową. Do tego każda z nas zaopatrzyła się w białą maskę z brokatami po bokach. 

*3 godziny później* 

Gdy już każda miała sukienkę, poszłyśmy usiąść do Starburksa. Zamówiłyśmy po kawie. Dużo gadałyśmy o wszystkim. Omijałyśmy temat Arianny i Justina, ponieważ nikt nie chciał mi psuć humoru. 
-Wiecie, że nie jestem już singielką? - zapytała Naomi. 
 -Kto jest tym szczęściarzem? –chciałam się dowiedzieć. 
-Lewis – odpowiedziała uradowana. Pogratulowałyśmy jej. Była szczęśliwa jak nigdy. I jednocześnie udzielało się to innym w około. 
 -Victoria, a co u ciebie i Ryana? Dawno go nie widziałam.- powiedziałam uśmiechając się. 
-Jest dobrze. Chyba nigdy nie było lepiej. - zaśmiała się. 
 -To fajnie - stwierdziłam. 
 -Wiecieeee -przeciągnęłam 'e'. -Poznałam wczoraj takiego jednego Roberta i muszę z nim cały tydzień trenować. - dodałam. 
 -Teraz nam to mówisz? - zapytała Victoria.
 -Noo jakoś tak się złożyło, poza tym poznałam go w dziwny sposób, bo wylałam na niego kawę - wybuchnęłam śmiechem przypominając sobie tamtą sytuację. 

Podeszłam do maszyny, wrzuciłam drobnymi dwa złote i nacisnęłam przycisk "Caffe Late" i dwie łyżki cukru. Po krótkim oczekiwaniu napój był już gotowy. Wzięłam go do ręki i odwróciłam się, jednocześnie oblewając przechodzącego obok chłopaka. 
-Boże, ale ze mnie niezdara, przepraszam -wyjąkałam, zawstydzona zaistniałą sytuacją. -Spokojnie, to tylko koszula. Wypierze się -zaśmiał się. 
-Jestem Robert - przedstawił się. 
-Sophie - podałam mu rękę.

-Hahhahahahahahha – wybuchnęły śmiechem, chyba po raz setny tego dnia. Szczerze mówiąc brakowało mi już rozmów z nimi i wspólnych wypadów. Te dziewczyny są dla mnie więcej niż przyjaciółkami. Wiem, że mogę powiedzieć im wszystko. Zawsze mnie rozumieją lub po prostu próbują zrozumieć.


 Robert's POV



Chyba po raz setny tego dnia tańczyliśmy salsę. Szczerze mówiąc ani mnie ani Sophie nie podobało się to, co mamy tańczyć. Ale nie nam to wybierać. Trzeba korzystać z szansy, jaką dał nam los. Może wygramy, jeśli wszystko pójdzie dobrze, kto wie? Musimy się starać. 
-Jeszcze raz! - krzyknęła z końca sali uśmiechnięta Sophie. Powtarzaliśmy to jeszcze z dziesięć razy dopóki nie wybiła godzina dziewiętnasta. Dziewczyna musiała iść do domu, ponieważ brat na nią czekał. Miałem ją zapytać czy to prawda to, co piszą w gazetach, ale nie chciałem jej psuć humoru, bo wyglądała na szczęśliwą, a jeśli to tylko głupie plotki? Myśląc dość długo zorientowałem się, że jestem już sam na sali i dziewczyna sobie poszła. Zrobiłem to samo udając się do hotelu.

Od autorki: Jest piąty rozdział. Nie miałam przez cały tydzień weny .Dopiero dzisiaj rano coś napisałam.Liczę na wiele komentarzy :) Kocham was <3
xxo

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 4

 *Sobota*

Całą noc nie spałam. Okropnie się stresuję. Niby nie jest źle, bo cały układ ułożyłam w dwie i pół godziny, a kolejne trzy ćwiczyłam go, ale i tak strasznie się boję. Tak! Idę na ten głupi casting, na który namówił mnie Justin. Nawet nie wiem, po co tam idę... Może to dla mnie jakaś szansa? Teraz i tak już nie ma odwrotu. Nie po to zarywałam noc. Wracając do czwartkowej sytuacji, która niestety miała miejsce… Chłopak chciał mnie przeprosić. Łaził za mną cały piątek, jednak nie wybaczyłam mu. Za daleko się posunął. Chciał mnie uderzyć. Z natury i dobrego wychowania mężczyźni nie biją kobiet, ale, o kim ja mówię? Przecież to jeszcze nastolatek, nawet mimo to, to i tak dla mnie za wiele. Gdyby nie Arianna, nie wiem, co by się stało... Chyba pierwszy raz jestem jej za coś wdzięczna. Ale po co rozpamiętywać... "Nie wracajmy do przeszłości, liczy się tu i teraz". Coś nie wyjdzie. Nie spodobam im się. Źle postawię nogę i wywrócę się... Tylko takie "czarne myśli" mi przychodziły do głowy. W sumie przez ten stres od szóstej jestem ubrana, uczesana i wymalowana. Obecnie czekam na moje przyjaciółki, które jadą ze mną by mnie wspierać. O jedenastej mam być już na miejscu, bo będzie rejestracja.

 *godzina 11, sala taneczna (casting do Unrully)*


Jakieś pięć minut temu zarejestrowałam się. Podobno zgłosiło się około trzysta osób. Pech chciał, że mam numerek 298.A może i nawet dobrze?Przynajmniej posiedzę ,pomyślę...I znowu w tym momencie myślałabym o Bieberze .Czemu?Może dlatego ,że minęłam go przed chwilą na korytarzu? Chłopak ewidentnie szukał kogoś .Gdy tylko go ujrzałam ,szybko się odwróciłam w drugą stronę by ten mnie nie zobaczył.Nawet nie wiem co on tu robił... Ale wracając do tematu, wcale nie mam zamiaru o nim myśleć.Muszę się skupić.Wiem po co tu przyszłam i wiem, czego chcę od życia .Musi być dobrze! Po prostu musi. Siedziałam tak myśląc dość długi czas. Mijała godzina za godziną, a ja nadal czekałam. Z czasem zachciało mi się spać. Pewnie jakbym przespała całą noc to teraz nie było by takich problemów, ale trudno. Wstałam z krzesła w celu rozprostowania nóg i pokonania drogi do automatu z kawą. Podeszłam do maszyny, wrzuciłam drobnymi dwa złote i nacisnęłam przycisk "Caffe Late" i dwie łyżki cukru. Po krótkim oczekiwaniu napój był już gotowy. Wzięłam go do ręki i odwróciłam się, jednocześnie oblewając przechodzącego obok chłopaka.
 -Boże, ale ze mnie niezdara ,przepraszam-wyjąkałam ,zawstydzona zaistniałą sytuacją.
-Spokojnie ,to tylko koszula .Wypierze się-zaśmiał się.
-Jestem Robert-przedstawił się.
-Sophie-podałam mu rękę.
-Chodź ze mną ,zapiorę ci tą koszulę-zaproponowałam.
Dopiero w chwili, kiedy dokładnie przyjżałam się chłopakowi zorientowałam się, że na mokrej koszuli miał przyklejony numerek 297.W głębi duszy ucieszyłam się że nie będę siedzieć sama jak palec. Chwilę później ,pomogłam chłopakowi oczyścić koszulę z plamy po moim Latte. W ramach tego, że straciłam moją kawę chłopak zaprosił mnie do kawiarni. I tak mieliśmy minimum półtorej godziny czekania. Droga do kawiarni była krótka, szliśmy może z pięć minut. Na miejscu zamówiliśmy oboje po Latte i pogrążyliśmy się w rozmowie. A tematów nam nie brakowało. Czułam się jakbym go znała od zawsze. Dowiedziałam się nawet, że ma podobną do mnie sytuację rodzinną. Ma starszą siostrę ,jego tata zginął w wypadku. No i przede wszystkim ma taką samą, jak ja opinie na temat gwiazd. Lubi lody waniliowe, jak ja i w ogóle mamy tyle wspólnych zainteresowań, że mogłabym wymieniać w nieskończoność. Niestety miły czas się kończył bo trzeba było wracać na casting. Szczerze mówiąc dzięki nowo poznanemu chłopakowi, stres ze mnie uleciał .Już po paru minutach siedzieliśmy z powrotem na poczekalni, czekając na swą kolej.Po zaledwie dziesięciu minutach wyszła niska brunetka i zapowiedziała, że zaraz wchodzi numer 297 . Życzyłam Robertowi powodzenia i chłopak w zadziwiającej prędkości zniknął za drzwiami.

*15 minut później*

Zerknęłam na zegarek który wskazywał 17:30.Już tyle czasu minęło...Robert równe piętnaście minut temu wszedł na przesłuchanie.Następna miałam być ja, z racji tego, że miałam numer 298.Nim się obejrzałam ,chłopak już wyszedł, a za nim pani która wołała osobę z moim numerkiem. Robert rzucił mi szybkie 'powodzenia' i znikłam za drzwiami.Szczerze mówiąc to nie stresowałam się w ogóle .Co ma być to będzie! Miałam takie nastawienie do czasu kiedy nie zobaczyłam kto siedzi w Jury. Naprawdę nie spodziewałam się tu Biebera. Wszystkich, tylko nie jego. Chwilę stałam w bezruchu, nie wiedząc czy się nie lepiej byłoby się wycofać. Ale przecież tyle ćwiczeń , wszystkiego i mam to zniszczyć, bo on tu jest ? O nie! Podeszłam szybko do faceta od sprzętu ,dając mu pendrive z moją muzyką.Weszłam na scenę spoglądając jednocześnie zimno na bruneta. Miałam do niego żal nie tylko za akcję w sali, ale też, że nie uprzedził mnie o swojej obecności tutaj. Teraz to moja szansa. Zatańczyłam jak dla mnie to dobrze. Nie pomyliłam się w układzie, ani nic.Nie jest źle -pomyślałam. Trzech, można powiedzieć, zupełnie nieznanych mi ludzi, powiedziało to co innym: 'poczekaj na korytarzu ,jeszcze parę osób i będą wyniki'.Po takim o to tekście wyszłam na korytarz i usiadłam ponownie koło Roberta.Po około godzinie czekania nadszedł czas na wyniki.Miałam cichą nadzieję, że może się uda.A jeśli nie, to trudno.Ważne że spróbowałam.Ta sama miła pani powiadomiła nas, że Jury nie mogło się zdecydować i wybrali cztery osoby które wykażą się w czymś innym niż dotychczas i stoczą ze sobą coś w rodzaju walki o miejsca w Unrully. 
-Te cztery osoby to: Xenia Earn ,Xawier None,Sophie More i Robert Dion.-poinformowała nas .-Musicie dobrać się w pary chłopak z dziewczyną i zatańczyć taniec towarzyski.Macie na to tydzień.
 -Jeeest!-przybiliśmy piątkę z Robertem.
Wiedzieliśmy, że to dopiero połowa sukcesu i musimy się wziąść do pracy. No tak byłam z nim w parze, bo tylko jego znałam. Xawier i Xenia też się ucieszyli i pogratulowali nam również. Szczerze mówiąc, Xenia zrobiła na mnie dobre wrażenie. Pogadałam z nią chwilę. Nie była zachłanna na wygraną. Powiedziała, że będzie się cieszyć nawet jak my wygramy. Oczywiście odpowiedziałam to samo. Z tego co zauważyłam Robert też gadał z Xawierem. Przynajmniej poznałam nowych ludzi. Nie żałuję że wybrałam się na ten casting, do czasu kiedy zaczepił mnie Justin, prosząc o chwilę rozmowy. Powiedział, że chce odprowadzić mnie do domu. Zgodziłam się i po pożegnaniu z nowymi znajomymi jeszcze tylko wymieniłam się z Robertem numerami telefonu, żebyśmy mogli skontaktować się co do prób. Połowę drogi szliśmy w milczeniu. Nie chciałam się odezwać pierwsza, bo to i tak nie miało sensu. Nie miałam mu nic ciekawego do powiedzenia. Jednak ku mojemu zdziwieniu chłopak odezwał się pierwszy, przerywając tą krępującą ciszę między nami.
 -Wiesz, chciałem cię przeprosić za moje zachowanie w szkole-powiedział .
-Myślisz, że zwykłe przepraszam wystarczy? Nawet nie raczyłeś mnie poinformować, że będziesz w Jury tego castingu-powiedziałam czując, że głos mi lekko drży. Bałam się tego, że on może mnie uderzyć jeśli podniosę głos. Nie znam go na tyle by móc stwierdzić co zrobi. Jak na razie pokazał mi tylko swoją złą stronę.
 -To, co mam zrobić żebyś mi przebaczyła?-zapytał.
 -Wiesz, najlepiej klęknij na kolanie i wykrzycz to światu, eh-westchnęłam ,dziwiąc się samej sobie, że potrafię być taka bezuczuciowa. Ku mojemu zdziwnieniu chłopak powiedział ciche 'okej', klęknął na kolanie i zaczął krzyczeć:
-Sophie wybacz mi ! Zaśmiałam się pod nosem i po raz kolejny westchnęłam. Odwróciłam głowę lekko na prawą stronę i zobaczyłam błysk fleszy. Chłopak zaklnął pod nosem, chwycił mnie za rękę i zaczęliśmy biec. Przebiegliśmy chyba cały park ,by po chwili stanąć upewniając się, czy już nas nie gonią. Szukają tylko nowej sensacji z życia gwiazd. W tej chwili na prawdę nie wiedziałam co mu powiedzieć. Widać, że zależało mu na tym żebym mu wybaczyła to, że chciał mnie uderzyć.
 -To jak? Wybaczysz?-zapytał ponownie.
-Okej, ale to nie zmienia faktu, że cię nie lubię-powiedziałam ze spokojem.
Później gdy dotarłam do domu ,od razu opowiedziałam bratu co było na castingach. W międzyczasie wymieniłam parę sms'ów z Robertem dotyczących naszych prób. W sumie zapowiadał się ciekawy tydzień. W między czasie przypomniało mi się, że mam bal maskowy, który ma odbyć się za półtorej tygodnia. Jeszcze będę musiała kupić sukienkę i inne rzeczy na bal. Za dużo tego na raz. Za dużo. Nie mam czasu dla przyjaciół. Muszę to nadrobić. Napisałam każdemu z nich sms jak poszło na castingu oraz o tym, że spotkamy się w najbliższym czasie.

Od autorki: Hej a więc jest 4 rozdział :) Mam nadzieję że się spodoba i liczę na komentarze :) xxo