Kolejny dzień.
Obudziłam się dość wcześniej, bo o dziwo o 6. Ja wstałam o tej
godzinie? Nie no sama w to nie wierzę .Niech mnie ktoś uszczypnie.
'Trzeba to zapisać' w tak by powiedział tata. Nadal próbuję się pogodzić
z jego śmiercią, ale nie specjalnie mi to wychodzi. Wszystko mi się z
nim kojarzy. Spojrzałam przelotnie na rodzinną fotografię, wiszącą na
ścianie, na przeciwko mojego łóżka. Tak dużo się zmieniło...
Westchnęłam.
Wstałam
z łóżka, kierując się do kuchni w celu zrobienia śniadania dla siebie i
brata. Po drodze potknęłam się o jego buty. On serio musi je rozrzucać
po całym domu? Czasami mam wrażenie, że jakbym z nim nie mieszkała, to
panował by tu totalny chaos i on sam by się w nim nie odnalazł. Gdy
byłam już w pomieszczeniu które nazywało się kuchnią, wlałam wodę do
czajnika, po czym go włączyłam. Wsypałam kawę do dwóch kubków i zabrałam
się za robienie tostów, równocześnie czekając aż czajnik skończy swoją
pracę. Po paru minutach wszystko było już gotowe, pozostało mi tylko
czekać na brata. Po dziesięciu minutach zjawił się zaspany w kuchni.
-Co
się stało, że tak wcześniej wstałaś? To jakieś święto
chyba...-stwierdził, po czym uśmiechnął się widząc śniadanie. Od razu
zabrał się za jedzenie, a ja zaraz po nim. Jedliśmy w ciszy, do czasu,
kiedy John postanowił się odezwać.
-Dzisiaj sprzątasz szkołę, pamiętasz ?- Skierował te słowa do mnie jednocześnie psując mi humor w trybie natychmiastowym.
-Chciałabym
zapomnieć, niestety nie pomagasz. Będę musiała spędzić popołudnie z tym
idiotą-krótko skomentowałam moje nastawienie do sytuacji.
-O co tak właściwie poszło?-zapytał, po chwili.
-Długa
historia. Ale jeśli chodzi ci o to czemu go uderzyłam, to wiedz, że
zasłużył.-zaśmiałam się przypominając sobie jednocześnie minę Biebera.
-Dobra, opowiesz kiedy indziej, zbieraj się do szkoły.
Poszłam
do pokoju się przebrać i po 10 minutach byłam już gotowa. Zegarek na
ścianie pokazywał, że za 15 minut zaczyna się lekcja. Nim się obejrzałam
byłam już pod szkołą.
Pierwszą
moją lekcją na ten dzień miał być wf. Lubiłam ten 'przedmiot', jednak
bardziej wolałam zajęcia taneczne, które dzisiaj przypadały na trzecią
lekcję, zaś na drugiej miały być zajęcia z wokalu.
Już pod klasą spotkałam uśmiechniętego Biebera.
-Nie
śmiej się tak ,przecież ty też dzisiaj sprzątasz-zadrwiłam z niego
.Chłopak zrobił minę typu 'Zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni' po
czym zostawił mnie samą rzucając krótkie 'wiem'. Chwilę po nim udałam
się do szatni damskiej w celu przebrania się na strój do ćwiczenia.
Gdy
chwilę potem zadzwonił dzwonek ,udałam się z przyjaciółkami w stronę
hali sportowej.Jak zawsze na tego typu zajęciach biegaliśmy .Były też
ćwiczenia w parach , w których oczywiście musiałam być z Justinem.
Naprawdę nikogo innego na sali nie było, że akurat musiałam być z nim?
.Lekcja ogólnie minęła szybko .Na każdym kroku pokazywałam nowemu
uczniowi jak bardzo go nie lubię jednak on nie przestawał być mi dłużny i
odpłacał się tym samym.
Lekcja
się skończyła, więc udałam się razem z Panem Irytującym do klasy, w
której, według planu, mieliśmy zajęcia wokalne. Tuż po dzwonku,
weszliśmy do klasy i zajęliśmy swoje miejsca. Nauczycielka od wokalu
stwierdziła, że powinnam zaśpiewać z Bieberem w duecie. Po krótkiej
''wymianie zdań'' z tą wredną babą, doszłam do wniosku, że chyba ma już
powoli dosyć moich pretensji. Uparcie zostawała przy swoim, a ja nie
miałam wyjścia. Nie widziałam sensu w dalszym sprzeciwie, ona i tak
postawiłaby na swoim, więc pozostało nam tylko wybrać odpowiedni
repertuar."
-Może Macklemore-Can't hold us?-zaproponowałam.
-A może All around the word?-odpowiedział pytaniem na pytanie
.
-Przecież to twoja piosenka!Z resztą nie znam nawet tekstu!-sprzeciwiłam się.
-Mała , nie znasz mojej piosenki?
-Po pierwsze mała nie jestem , mam metr siedemdziesiąt i nie nie znam twojej żadnej, powtarzam, ŻADNEJ piosenki-zaśmiałam się.
-No dobra , to niech będzie Macklemore-przystał na moją propozycję.
Mogę
zdecydowanie przyznać, że nienawidzę go ,jego tekstów i wszystkiego
innego związanego z nim.Ale cóż.Zaśpiewaliśmy o dziwo równo .
Nauczycielka była zadowolona i wstawiła nam po szósteczkach.Przybiłam z
Bieberem piątkę na znak 'wygranej 'oceny.Reszta uczniów dostała po
piątkach.Na koniec lekcji pani Erans, bo tam miała na nazwisko
nauczycielka od wokalu stwierdziła, że skoro poszło nam najlepiej, to
powinniśmy zaśpiewać duet na akademię z okazji zakończenia roku. Po tych
słowach przypomniało mi się, że to już za miesiąc.
Gdy
zadzwonił kolejny dzwonek szybko pobiegłam do sali tanecznej. To były
najlepsze zajęcia w tej szkole, więc cieszyłam się
niemiłosiernie.Uwielbiam tańczyć, od dziecka to robię... to ojciec
zaraził mnie tym. Gdy miałam 12 lat obiecałam mu ,że nigdy nie stracę
tej pasji, że nigdy nie przestanę tańczyć. I tak jest ,dlatego też
poszłam do liceum artystycznego.
Dzisiaj
mieliśmy tańczyć freestyle.Właśnie to uwielbiałam .Na tych zajęciach
czułam się bardzo dobrze, wręcz wyśmienicie.Jednak lekcja musiała dobiec
końca. Później miałam jakieś mniej znaczące dwie lekcje.Nie było aż tak
źle.Dużo pisania, prawie w ogóle nie słuchałam. Pogrążona we własnych
myślach stanowiłam tylko element ozdobny w klasie.
Gdy
skończyła się ostatnia lekcja udałam się do gabinetu dyrektorki.Miałam
minimalną nadzieję na udaremnienie tej kary.Jednak myliłam się ,
dostaliśmy z Justinem cały sprzęt do sprzątania i musieliśmy się zabrać
do roboty. Na pierwszy ogień poszła sala taneczna. Wzięłam płyn do szyb
,mopa ,miotłę i wiaderko z wodą. Bieber poszedł... w sumie sama nie wiem
gdzie.
Nie
przejmując się nim za bardzo podpięłam pendriv'a do wieży ,włączyłam
muzykę i wzięłam miotłę .Pozwoliłam sobie umilić pracę i tańczyć
sprzątając. Było świetnie ,czułam się w końcu sobą.Myślałam, że nikt nie
przeszkodzi mi w tej chwili ,jednak się myliłam.
Brunet
wparował do sali z prędkością światła. Zauważył mnie tańczącą z miotłą,
przez co poczułam się trochę zawstydzona. Dopiero po chwili odzyskałam
rozum i normalne myślenie.Zaczęłam się na niego drzeć, po co tu
przyszedł,jednak on nie odpowiadał tylko uśmiechał się złośliwie.Dopiero
po chwili przypomniałam sobie ,że tańczyłam do jego piosenki.'Jaka
wtopa'-pomyślałam.
-Przyznam ci, że lepiej niż ja tańczysz do tej piosenki-stwierdził.Chwyciłam się za głowę i zaczęłam się śmiać.
-Niezły żart panie Bieber. A teraz przestań i zacznij mi pomagać.
-Ale
ja nie kłamię. W sobotę są castingi do Unrully* pomyśl o tym.Jesteś
naprawdę dobra.-znowu to zrobił.Czy on zawsze musi się tak uśmiechać ?
Ten złośliwy uśmieszek doprowadza mnie do szaleństwa.
Zirytowana
rzuciłam mokrą ,brudną szmatą w stronę roześmianego Biebera. Chłopak
zszedł z linii strzału,czego nie przewidziałam. I w tym samym momencie
do sali wparowała Arianna i energicznym krokiem podeszła do Biebera.To
właśnie wtedy szmata wylądowała idealnie na środku jej twarzy.
-Ups-wydusiłam
z siebie troszkę zszokowana zaistniałą sytuacją. Justin próbował
zachować powagę, jednak nie zbyt mu to wychodziło.Po jakiś 20 sekundach
wybuchł śmiejąc się Ariannie prosto w twarz.
-Kurwa dziwko co ty sobie myślisz ? Że jak dasz dupy połowie szkoły to
możesz do mnie kozaczyć?
-Co ty pierdolisz? -wtrącił się brunet.
-Arianno
Grande mylisz się ,powiedz jeszcze słowo a ci wpierdolę zdziro jebana- w
tym momencie mnie poniosło i prawie bym ją uderzyła gdyby Bieber nie
wkroczył do akcji .Złapał mnie mocno za nadgarstki przycisnął lekko do
ściany.
-Bieber co ty kurwa odpierdalasz?-zapytałam bardzo zdenerwowana.
-Justin!
W tym momencie puść ją.-rozkazała mu wiedząc co ma zamiar zrobić
chłopak ,a chłopak od razu mnie puścił . Nadgarstki piekły mnie
niemiłosiernie.Już tworzyły się na nich ciemnofioletowe siniaki.
-Wybieraj
idziesz ze mną czy zostajesz z nią?-dodała pytając.Zupełnie pewna
odpowiedzi chłopaka.Nie myliła się. Chłopak wyszedł z nią,zostawiając
Sophie samą ze sprzątaniem.
Przez
ten czas myślała o tym castingu.Grupa taneczna? W sumie czemu nie.Nie
dość, że kasa jej się przyda to jeszcze w pewnym sensie spełni swoje
marzenie.
Unrully* grupa taneczna,bardzo znana
Od autorki: Rozdziały dodaję co tydzień . Co niedzielę...Mam nadzieję że wam się podoba no i komentujcie,bo to bardzo motywuje. :))
niedziela, 29 września 2013
wtorek, 24 września 2013
Rozdział 2
-Bardzo miłe powitanie-odpowiedział-Jestem Justin
Bieber,ale pewnie już mnie znasz-dodał po chwili.
-Aha-skomentowałam to najkrócej jak potrafiłam.
-A ty? Masz jakieś imię?
-Taaa,mam-odpowiedziałam niechętnie-Jestem Sophie More-dodałam.
-Co ty taka małomówna?
Uwierzcie mi na słowo, że jakby nie było tu dyrektorki to wcale nie musiałabym udawać takiej miłej. Muszę mu jakoś zakomunikować, że w brew pozorom stwarzanym na potrzebę zrobienia dobrego wrażenia na pani West, go nienawidzę.
-Wiesz,delikatnie mówiąc nie przepadam za gwiazdami. Myślą, że jak mają kasę to mogą wszystkimi rządzić.-streściłam moje myśli w jedno krótkie zdanie, wyrażające jak bardzo jego i innych gwiazd nie lubię.
-Ale ja taki nie jestem-zaprzeczył.
-Nie twierdzę że kłamiesz , nie mówię też, że wierzę ci na słowo.Po prostu nie znamy się i nie licz na to, że się poznamy. Choćby nie wiem co nie polubię cię nawet w minimalnym stopniu.-odpowiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
- No to skoro za mną nie przepadasz to czemu akurat TY, będziesz mnie oprowadzać po szkole, a nie kto inny?-zaakcentował słowo 'TY',jednak jego mina ewidentnie wskazywała na to, że moje słowa go uraziły i jest wkurzony.
-W ramach tortur, chłoptasiu-zakpiłam z niego, zerkając kątem oka na dyrektorkę, przez którą ta rozmowa ma miejsce.
Wyraz twarzy Biebera nic mi nie mówił, może oprócz udawanego zrozumienia. Mogę się założyć,że nigdy nie pracował choćby przez chwilę z kimś kogo nie lubił, lub po prostu mu się nie spodobał. Zawsze ma wszystko co chce. Wszyscy wokół usługują mu i są na każde jego zawołanie.I jak tu taki gwiazdorek może choćby w połowie zrozumieć taką osobę jak ja ? Zwykłą dziewczynę otoczoną wywyższającymi się ludźmi. Prostą nastolatkę z problemami rodzinnymi i innymi zmartwieniami oraz wielką pasją i wielkimi marzeniami. Niespodziewanie naszą 'rozmowę ' przerwała dyrektorka,zwracając się do mnie:
-Sophie, wiem, że ci to nie pasuje i udowodniłaś to teraz, ale proszę cię, bądź dla niego miła -przerwała i popatrzyła na mnie poważnie-chociaż się staraj. Jakby coś się stało to będę tutaj w gabinecie, a teraz już idźcie, bo spóźnicie się na lekcje-dodała, poganiając nas.
W pewnej chwili miałam już spytać 'Sugeruje coś pani?' .Okej nie lubię go, ale też na pewno nic mu nie zrobię. Zgodnie pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy podążając w stronę sali chemicznej. Ja szłam przodem, a Justin wlekł się z tyłu. Wchodząc po schodach na pierwsze piętro, wpadłam na Ariannę.
-Uważaj jak chodzisz, ofiaro-zaśmiała się.
-Oo, moja kochana to ty uważaj, bo następnym razem ta tona tapety spadnie ci z mordy i zasypie całą szkołę-odpowiedziałam patrząc jej w oczy i uśmiechając się złośliwie. W tym momencie odezwał się Bieber .
-Cześć Ari, jak my dawno się nie widzieliśmy-przywitali się buziakiem w policzek.
-Cześć Juss, nie zauważyłam cię, co ty tu robisz z tą szmatą?-spytała spoglądając na mnie.
-Wiesz mówienie o sobie w trzeciej osobie nie pasuje do zachowania wielkiej damy z bogatej rodziny-wcięłam się do rozmowy z rozbawioną miną.
-Ona tylko oprowadza mnie po szkole - brunet starał się wybrnąć z niezręcznej sytuacji , jednak w tym momencie Ariannie upadł portfel.
-Sophie, podnieś mi portfel, bo upadł - zażądała bym zrobiła co mówi. 'Jaka suka, niech sobie podniesie'-pomyślałam.
-Sorry, ale jakoś nie mam zamiaru zniżać się do twojego poziomu, więc rusz ten gruby tyłek i sama sobie go podnieś, złotko-i w tym momencie zadzwonił dzwonek, oznaczający rozpoczęcie lekcji.
A już myślałam ,że moje zbawienie nigdy nie nadejdzie. Chyba pierwszy raz ucieszyłam się z początku lekcji. Można tu dostrzec dwie zalety: Po pierwsze skończenie bezsensownej rozmowy z Arianną, a pod drugie koniec towarzystwa Justina jak na tą przerwę.
...
Gdy weszliśmy do klasy wszystkie miejsca były już zajęte.Zostały tylko i wyłącznie dwa ostatnie na końcu, a jak na moje nieszczęście zostałam tylko ja i Bieber. Pech? To mało powiedziane. Możliwe, że jakaś jego oddana fanka nazwała by tą sytuację przeznaczeniem, czy czymś takim, ale spójrzmy prawdzie w oczy: dyrektorka przytrzymała mnie i Justina dłużej w gabinecie, no i oczywiście w szkole musiała być stuprocentowa frekwencja, więc zostały tylko dwa miejsca-idealnie dla nas. 'Boże przecież on nie gryzie, jedna lekcja z nim w ławce to chyba nie śmierć... Prawda ?' zapytałam się w myślach i usiadłam na jednym z dwóch wolnych miejsc przy ławce. Chwile potem moja gwiazdeczka dosiadła się do mnie. Ogólnie lekcja mijała szybko, robiliśmy dużo obliczeń, ale jak to na chemii, standart. Pod koniec lekcji mój 'kolega' z ławki dał mi jakiś liścik. Niepewnie rozłożyłam karteczkę i zaczęłam czytać w myślach.
'Możemy pogadać po lekcjach?
14.10 na tyłach szkoły. Justin xx.'
Wywróciłam teatralnie oczami i przeczytałam to jeszcze raz na szybko, nadal nie rozumiejąc 'po co?'. Ale cóż, kogo ja próbuję zrozumieć...? Reszta lekcji, minęła 'jak z bata strzelił'. Z chłopakiem od tego czasu nie zamieniłam ani słowa. Nim się obejrzałam, byłam już w wyznaczonym przez niego miejscu. Nie wiem co mnie podkusiło żeby tu w ogóle przyjść. Ale co ja już poradzę? Moje ciekawość mnie przerasta, a poza tym nie ma już odwrotu, ponieważ chwilę po mnie przyszedł Justin.
-Dobra czego chcesz, bo śpieszy mi się -skłamałam. Tak na prawdę chciałam iść najszybciej jak się da do domu, włączyć skypa by pogadać z przyjaciółmi i iść spać. Ale jak widać los nie miał dla mnie takich prostych planów.
-Chcę pogadać o tym, dlaczego mnie, aż tak nienawidzisz, skoro nawet mnie nie znasz i czemu tak zachowujecie się z Ari?
-Przecież przerabialiśmy to już ... Posłuchaj mnie dokładnie, bo więcej tego nie powtórzę -westchnęłam-Nienawidzę cię za to, że jesteś gwiazdą i nawet jeżeli tego nie widzisz to uważasz się za lepszego od takich ludzi jak ja, ale to przecież już i tak wiesz więc nie wiem po co pytasz, a ta twoja przyjaciółeczka to szmata i wszystkimi się wysługuje. Tyle mam ci do powiedzenia i jeśli już skończyłeś to pozwól, że już sobie pójdę-dodałam, najkrócej jak mogłam, ale wystarczająco by zrozumiał.
-Nigdzie nie idziesz! Nie wiem za kogo się uważasz i kim jesteś i nie obchodzi mnie to. Ale nie masz choćby najmniejszego prawa tak jej nazywać , nie znasz jej . Sama jesteś szmatą i w dodatku okropną egoistką.-powiedział. I w tym momencie nie wytrzymałam, przywaliłam mu najsilniej jak potrafiłam w twarz. Lekko odrzuciło jego głowę w tył i w tym momencie chwycił się za policzek.
-Nie masz podstaw, by tak mnie nazwać, nie znasz mnie i nic o mnie nie wiesz. Nigdy nie spotkałam kogoś tak biopolarnego * jak ty! Frajerze-odparłam ze złością, po czym miałam już iść gdy nagle ktoś odchrząknął. Dyrektorka! Jeszcze lepiej być nie mogło? Co to piątek trzynastego? Bo nie wierzę, że to się dzieje na prawdę ! Nie !
-Jutro. Wy. Razem. Sprzątacie. Całą. Szkołę. Bez. Gadania-powiedziała oddzielając każde słowo po kolei,byśmy zrozumieli, po czym tak po prostu sobie poszła.
-Dzięki, wielkie dzięki-rzuciłam słowa z sarkazmem w stronę wysokiego bruneta stojącego metr ode mnie, po czym poszłam do domu.
....
Gdy byłam już w domu, szybko wzięłam na kolana laptopa i zalogowałam się na skypa, po czym zadzwoniłam do moich przyjaciół. Szybko streściłam im całą sytuację za szkołą. Byli w szoku, ale nadal zgodnie trzymali moją stronę. Rozmawialiśmy jeszcze z pół godziny, po czym poszłam odrabiać lekcje. Chwile potem do domu wrócił John. O dziwo on już wiedział o wszystkim co działo się w szkole. Jedyne czego nie wiedział to poranna wizyta matki. Ale nie miałam zamiaru mu mówić i go złościć. W sumie sama prawie o tym zapomniałam. Było już około dwudziestej trzeciej, gdy poszłam się myć i przebrać w za dużą o dwa rozmiary koszulkę mojego byłego chłopaka. Tak nadal ją miałam. Mimo iż wyjechał bez pożegnania, zostawił mnie, nie mogłabym opisać tego jak bardzo go w tym momencie nienawidziłam. Po długich przemyśleniach, odpłynęłam do krainy snu z nadzieją, że 'Nowy dzień przyniesie ,lepsze jutro'.
Od autorki: No to mamy drugi rozdział :) Trzeciego możecie się spodziewać za tydzień. Liczę że czytacie :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
-Aha-skomentowałam to najkrócej jak potrafiłam.
-A ty? Masz jakieś imię?
-Taaa,mam-odpowiedziałam niechętnie-Jestem Sophie More-dodałam.
-Co ty taka małomówna?
Uwierzcie mi na słowo, że jakby nie było tu dyrektorki to wcale nie musiałabym udawać takiej miłej. Muszę mu jakoś zakomunikować, że w brew pozorom stwarzanym na potrzebę zrobienia dobrego wrażenia na pani West, go nienawidzę.
-Wiesz,delikatnie mówiąc nie przepadam za gwiazdami. Myślą, że jak mają kasę to mogą wszystkimi rządzić.-streściłam moje myśli w jedno krótkie zdanie, wyrażające jak bardzo jego i innych gwiazd nie lubię.
-Ale ja taki nie jestem-zaprzeczył.
-Nie twierdzę że kłamiesz , nie mówię też, że wierzę ci na słowo.Po prostu nie znamy się i nie licz na to, że się poznamy. Choćby nie wiem co nie polubię cię nawet w minimalnym stopniu.-odpowiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
- No to skoro za mną nie przepadasz to czemu akurat TY, będziesz mnie oprowadzać po szkole, a nie kto inny?-zaakcentował słowo 'TY',jednak jego mina ewidentnie wskazywała na to, że moje słowa go uraziły i jest wkurzony.
-W ramach tortur, chłoptasiu-zakpiłam z niego, zerkając kątem oka na dyrektorkę, przez którą ta rozmowa ma miejsce.
Wyraz twarzy Biebera nic mi nie mówił, może oprócz udawanego zrozumienia. Mogę się założyć,że nigdy nie pracował choćby przez chwilę z kimś kogo nie lubił, lub po prostu mu się nie spodobał. Zawsze ma wszystko co chce. Wszyscy wokół usługują mu i są na każde jego zawołanie.I jak tu taki gwiazdorek może choćby w połowie zrozumieć taką osobę jak ja ? Zwykłą dziewczynę otoczoną wywyższającymi się ludźmi. Prostą nastolatkę z problemami rodzinnymi i innymi zmartwieniami oraz wielką pasją i wielkimi marzeniami. Niespodziewanie naszą 'rozmowę ' przerwała dyrektorka,zwracając się do mnie:
-Sophie, wiem, że ci to nie pasuje i udowodniłaś to teraz, ale proszę cię, bądź dla niego miła -przerwała i popatrzyła na mnie poważnie-chociaż się staraj. Jakby coś się stało to będę tutaj w gabinecie, a teraz już idźcie, bo spóźnicie się na lekcje-dodała, poganiając nas.
W pewnej chwili miałam już spytać 'Sugeruje coś pani?' .Okej nie lubię go, ale też na pewno nic mu nie zrobię. Zgodnie pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy podążając w stronę sali chemicznej. Ja szłam przodem, a Justin wlekł się z tyłu. Wchodząc po schodach na pierwsze piętro, wpadłam na Ariannę.
-Uważaj jak chodzisz, ofiaro-zaśmiała się.
-Oo, moja kochana to ty uważaj, bo następnym razem ta tona tapety spadnie ci z mordy i zasypie całą szkołę-odpowiedziałam patrząc jej w oczy i uśmiechając się złośliwie. W tym momencie odezwał się Bieber .
-Cześć Ari, jak my dawno się nie widzieliśmy-przywitali się buziakiem w policzek.
-Cześć Juss, nie zauważyłam cię, co ty tu robisz z tą szmatą?-spytała spoglądając na mnie.
-Wiesz mówienie o sobie w trzeciej osobie nie pasuje do zachowania wielkiej damy z bogatej rodziny-wcięłam się do rozmowy z rozbawioną miną.
-Ona tylko oprowadza mnie po szkole - brunet starał się wybrnąć z niezręcznej sytuacji , jednak w tym momencie Ariannie upadł portfel.
-Sophie, podnieś mi portfel, bo upadł - zażądała bym zrobiła co mówi. 'Jaka suka, niech sobie podniesie'-pomyślałam.
-Sorry, ale jakoś nie mam zamiaru zniżać się do twojego poziomu, więc rusz ten gruby tyłek i sama sobie go podnieś, złotko-i w tym momencie zadzwonił dzwonek, oznaczający rozpoczęcie lekcji.
A już myślałam ,że moje zbawienie nigdy nie nadejdzie. Chyba pierwszy raz ucieszyłam się z początku lekcji. Można tu dostrzec dwie zalety: Po pierwsze skończenie bezsensownej rozmowy z Arianną, a pod drugie koniec towarzystwa Justina jak na tą przerwę.
...
Gdy weszliśmy do klasy wszystkie miejsca były już zajęte.Zostały tylko i wyłącznie dwa ostatnie na końcu, a jak na moje nieszczęście zostałam tylko ja i Bieber. Pech? To mało powiedziane. Możliwe, że jakaś jego oddana fanka nazwała by tą sytuację przeznaczeniem, czy czymś takim, ale spójrzmy prawdzie w oczy: dyrektorka przytrzymała mnie i Justina dłużej w gabinecie, no i oczywiście w szkole musiała być stuprocentowa frekwencja, więc zostały tylko dwa miejsca-idealnie dla nas. 'Boże przecież on nie gryzie, jedna lekcja z nim w ławce to chyba nie śmierć... Prawda ?' zapytałam się w myślach i usiadłam na jednym z dwóch wolnych miejsc przy ławce. Chwile potem moja gwiazdeczka dosiadła się do mnie. Ogólnie lekcja mijała szybko, robiliśmy dużo obliczeń, ale jak to na chemii, standart. Pod koniec lekcji mój 'kolega' z ławki dał mi jakiś liścik. Niepewnie rozłożyłam karteczkę i zaczęłam czytać w myślach.
'Możemy pogadać po lekcjach?
14.10 na tyłach szkoły. Justin xx.'
Wywróciłam teatralnie oczami i przeczytałam to jeszcze raz na szybko, nadal nie rozumiejąc 'po co?'. Ale cóż, kogo ja próbuję zrozumieć...? Reszta lekcji, minęła 'jak z bata strzelił'. Z chłopakiem od tego czasu nie zamieniłam ani słowa. Nim się obejrzałam, byłam już w wyznaczonym przez niego miejscu. Nie wiem co mnie podkusiło żeby tu w ogóle przyjść. Ale co ja już poradzę? Moje ciekawość mnie przerasta, a poza tym nie ma już odwrotu, ponieważ chwilę po mnie przyszedł Justin.
-Dobra czego chcesz, bo śpieszy mi się -skłamałam. Tak na prawdę chciałam iść najszybciej jak się da do domu, włączyć skypa by pogadać z przyjaciółmi i iść spać. Ale jak widać los nie miał dla mnie takich prostych planów.
-Chcę pogadać o tym, dlaczego mnie, aż tak nienawidzisz, skoro nawet mnie nie znasz i czemu tak zachowujecie się z Ari?
-Przecież przerabialiśmy to już ... Posłuchaj mnie dokładnie, bo więcej tego nie powtórzę -westchnęłam-Nienawidzę cię za to, że jesteś gwiazdą i nawet jeżeli tego nie widzisz to uważasz się za lepszego od takich ludzi jak ja, ale to przecież już i tak wiesz więc nie wiem po co pytasz, a ta twoja przyjaciółeczka to szmata i wszystkimi się wysługuje. Tyle mam ci do powiedzenia i jeśli już skończyłeś to pozwól, że już sobie pójdę-dodałam, najkrócej jak mogłam, ale wystarczająco by zrozumiał.
-Nigdzie nie idziesz! Nie wiem za kogo się uważasz i kim jesteś i nie obchodzi mnie to. Ale nie masz choćby najmniejszego prawa tak jej nazywać , nie znasz jej . Sama jesteś szmatą i w dodatku okropną egoistką.-powiedział. I w tym momencie nie wytrzymałam, przywaliłam mu najsilniej jak potrafiłam w twarz. Lekko odrzuciło jego głowę w tył i w tym momencie chwycił się za policzek.
-Nie masz podstaw, by tak mnie nazwać, nie znasz mnie i nic o mnie nie wiesz. Nigdy nie spotkałam kogoś tak biopolarnego * jak ty! Frajerze-odparłam ze złością, po czym miałam już iść gdy nagle ktoś odchrząknął. Dyrektorka! Jeszcze lepiej być nie mogło? Co to piątek trzynastego? Bo nie wierzę, że to się dzieje na prawdę ! Nie !
-Jutro. Wy. Razem. Sprzątacie. Całą. Szkołę. Bez. Gadania-powiedziała oddzielając każde słowo po kolei,byśmy zrozumieli, po czym tak po prostu sobie poszła.
-Dzięki, wielkie dzięki-rzuciłam słowa z sarkazmem w stronę wysokiego bruneta stojącego metr ode mnie, po czym poszłam do domu.
....
Gdy byłam już w domu, szybko wzięłam na kolana laptopa i zalogowałam się na skypa, po czym zadzwoniłam do moich przyjaciół. Szybko streściłam im całą sytuację za szkołą. Byli w szoku, ale nadal zgodnie trzymali moją stronę. Rozmawialiśmy jeszcze z pół godziny, po czym poszłam odrabiać lekcje. Chwile potem do domu wrócił John. O dziwo on już wiedział o wszystkim co działo się w szkole. Jedyne czego nie wiedział to poranna wizyta matki. Ale nie miałam zamiaru mu mówić i go złościć. W sumie sama prawie o tym zapomniałam. Było już około dwudziestej trzeciej, gdy poszłam się myć i przebrać w za dużą o dwa rozmiary koszulkę mojego byłego chłopaka. Tak nadal ją miałam. Mimo iż wyjechał bez pożegnania, zostawił mnie, nie mogłabym opisać tego jak bardzo go w tym momencie nienawidziłam. Po długich przemyśleniach, odpłynęłam do krainy snu z nadzieją, że 'Nowy dzień przyniesie ,lepsze jutro'.
Od autorki: No to mamy drugi rozdział :) Trzeciego możecie się spodziewać za tydzień. Liczę że czytacie :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 1
Obudził mnie dzwonek do drzwi.Pomału przewróciłam się na prawy bok i spojrzałam na zegarek który wskazywał 7:56 .No świetnie!
Znowu zaspałam.Wkurzona wstałam z łóżka i pognałam do drzwi sprawdzić kogo tu przywiało.Gdy je otworzyłam o mało nie zaczęłam krzyczeć.
Stała w nich moja mama,której nie widziałam dobre dwa miesiące.
Wyglądała jakby spała na dworze i śmierdziało od niej alkoholem.
Nie powiem,zszokowało mnie to że tu przyszła.Od paru miesięcy nie interesowała się mną ani moim bratem prawie w ogóle,a tu nagle taka niespodzianka.Wspaniała,wzorowa mamusia zapragnęła mnie odwiedzić.
-Czego tu chcesz,mamusiu?-moje pierwsze słowa wypowiedziane w jej kierunku,brzmiały wystarczająco oschło by się skrzywiła. -Pogadać,tak chcę pogadać-odpowiedziała przyjaźnie. -Co może ci kasy brakło ? - nie odpowiadała, więc dodałam - Nie mamy o czym gadać. Moja rodzicielka ciągle milczała.
-Hmm...Czyli bingo!Nie licz na to,nie dam ci ani centa.
-A teraz jakbyś mogła to idź sobie ,bo spieszę się -dodałam ,po czym moja matka odwróciła się i wyszła.Zamknęłam drzwi i zaczęłam szykować się do szkoły.Po piętnastu minutach byłam już gotowa.Przewiesiłam torbę z książkami przez ramię i sięgnęłam ręką po klucze ,które leżały na komodzie.Wyszłam z domu ,zamykając za sobą drzwi.Zeszłam klatką schodową na sam dół i poszłam w kierunku szkoły.Nie spieszyłam się, ponieważ pokonanie tej drogi 'do piekła' zajmowało mi tylko pięć minut. I tak przyjdę dopiero na drugą lekcję .Za to jest pewność, że pani West-nasza dyrektorka mnie zabije. Jest środa , a ja już trzeci dzień z rzędu nie przychodzę na pierwszą lekcję.Super! Ciekawe jaką tym razem dostanę karę .
....
Po pięciu minutach stanęłam przed wejściem do szkoły.Niepewnie nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.Już od progu przywitała mnie wysoka brunetka po pięćdziesiątce ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, czyli moja ukochana pani dyrektor.Boże czy tylko ja jej tak nie cierpię? Ohh..tak niech zgadnę już w jej mądrej główce rodzi się pomysł na karę po lekcjach. Cóż ,jakoś jej oryginalność kar zmierza zawsze w kierunku kozy ,nic nowego... -Ooo kogo my tu mamy ,Sophie znowu nie przyszłaś na pierwszą lekcję. Co ja z tobą dziecko mam zrobić?-powiedziała miło.Nawet za miło i z tym jej podłym wyrazem twarzy . Boże! -Dzisiaj mam dla ciebie coś lepszego niż koza-dodała po chwili.
-Ahh tak, mam się bać?-spytałam
-Mamy w szkole nowego ucznia...-zaczęła. -Niech mi pani nie mówi że to jakaś kolejna gwiazdeczka!-przerwałam jej w połowie zdania.
-Bingo ,kochana
'Kurwa ,świetnie'- przeklnęłam w myślach.Jak ja ich nie cierpię !
-A co ja mam z tym wspólnego?-zapytałam po chwili .
-Sophie , dobrze wiem że jesteś najbardziej lubiana w szkole,masz dużo przyjaciół i znajomych, a poza tym znasz dobrze szkołę ,po prostu oprowadzisz nowego kolegę i pomożesz mu się tu zaaklimatyzować . A i zapomniałabym, będzie on uczęszczał do twojej klasy.-odpowiedziała.
-Świetnie-odpowiedziałam z sarkazmem-Coś jeszcze?Bo wie pani ,śpieszę się na lekcję-dodałam. -No to biegnij!Tylko przyjdź na trzeciej przerwie do mojego gabinetu. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i pobiegłam pod salę od biologi w której miałam mieć drugą lekcję.
Po drodze spotkałam ,brata z którym wymieniłam zaledwie parę zdań, bo spieszył się na matematykę, a przecież i tak widzimy się w domu. Gdy doszłam pod klasę zauważyłam już czekające na mnie dwie przyjaciółki:Norę i Naomi.
Szybko podeszłam do nich i przywitałam się buziakiem w policzek.
Opowiedziałam im całą sytuację od początku, czyli od przyjścia matki do kary dyrektorki.
Moje przyjaciółki zgodnie stwierdziły, że mam przerąbane . Jeszcze chwilę pogadałyśmy, po czym zadzwonił dzwonek oznaczający rozpoczęcie lekcji.Udałyśmy się do klasy, po czym zajęłyśmy swoje miejsca.
Usiadłam z Naomi. Lekcja mijała wolno i sporo pisaliśmy, jak to na biologii.
A już po tej lekcji czekały mnie tortury - oprowadzanie po szkole nowego ucznia. Wielkimi krokami zbliżała się trzecia przerwa. Szczerze?Nie chciałam wiedzieć z kim mam się użerać.OKEJ! Może i lubią mnie wszyscy ,ale to nie znaczy że mam się opiekować 'zagubionymi sierotkami Marysiami'.
Gadam jak jakaś popiepszona?Cóż. Nie cierpię gwiazd ,co ja poradzę...
Właśnie idę do gabinetu dyrektorki i wcale nie chcę wiedzieć kogo tam zastanę.
Pukam w drzwi gabinetu czekając na jakąkolwiek odpowiedz.
Usłyszałam ciche 'proszę'.
Nie pewnie naciskam klamkę i wchodzę .Dyrektorka siedzi na swoim obrotowym krześle, a nowy uczeń zwrócony tyłem do mnie, więc nie widzę jego twarzy.
-O Sophie,dobrze że już jesteś.Czekaliśmy na ciebie!
Poznaj nowego ucznia twojej klasy. W tej chwili chłopak się odwrócił, a ja stanęłam jak wryta gapiąc się na niego z miną typu 'what the fuck?'
-Cholera jasna,tylko nie on! Co ja zrobiłam źle ? -wydarłam się na cały gabinet.
Za to ich miny były bezcenne.Tego bym się nie spodziewała...
Od autorki: Mam nadzieję że się podoba i będziecie czytać ;)
Znowu zaspałam.Wkurzona wstałam z łóżka i pognałam do drzwi sprawdzić kogo tu przywiało.Gdy je otworzyłam o mało nie zaczęłam krzyczeć.
Stała w nich moja mama,której nie widziałam dobre dwa miesiące.
Wyglądała jakby spała na dworze i śmierdziało od niej alkoholem.
Nie powiem,zszokowało mnie to że tu przyszła.Od paru miesięcy nie interesowała się mną ani moim bratem prawie w ogóle,a tu nagle taka niespodzianka.Wspaniała,wzorowa mamusia zapragnęła mnie odwiedzić.
-Czego tu chcesz,mamusiu?-moje pierwsze słowa wypowiedziane w jej kierunku,brzmiały wystarczająco oschło by się skrzywiła. -Pogadać,tak chcę pogadać-odpowiedziała przyjaźnie. -Co może ci kasy brakło ? - nie odpowiadała, więc dodałam - Nie mamy o czym gadać. Moja rodzicielka ciągle milczała.
-Hmm...Czyli bingo!Nie licz na to,nie dam ci ani centa.
-A teraz jakbyś mogła to idź sobie ,bo spieszę się -dodałam ,po czym moja matka odwróciła się i wyszła.Zamknęłam drzwi i zaczęłam szykować się do szkoły.Po piętnastu minutach byłam już gotowa.Przewiesiłam torbę z książkami przez ramię i sięgnęłam ręką po klucze ,które leżały na komodzie.Wyszłam z domu ,zamykając za sobą drzwi.Zeszłam klatką schodową na sam dół i poszłam w kierunku szkoły.Nie spieszyłam się, ponieważ pokonanie tej drogi 'do piekła' zajmowało mi tylko pięć minut. I tak przyjdę dopiero na drugą lekcję .Za to jest pewność, że pani West-nasza dyrektorka mnie zabije. Jest środa , a ja już trzeci dzień z rzędu nie przychodzę na pierwszą lekcję.Super! Ciekawe jaką tym razem dostanę karę .
....
Po pięciu minutach stanęłam przed wejściem do szkoły.Niepewnie nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.Już od progu przywitała mnie wysoka brunetka po pięćdziesiątce ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, czyli moja ukochana pani dyrektor.Boże czy tylko ja jej tak nie cierpię? Ohh..tak niech zgadnę już w jej mądrej główce rodzi się pomysł na karę po lekcjach. Cóż ,jakoś jej oryginalność kar zmierza zawsze w kierunku kozy ,nic nowego... -Ooo kogo my tu mamy ,Sophie znowu nie przyszłaś na pierwszą lekcję. Co ja z tobą dziecko mam zrobić?-powiedziała miło.Nawet za miło i z tym jej podłym wyrazem twarzy . Boże! -Dzisiaj mam dla ciebie coś lepszego niż koza-dodała po chwili.
-Ahh tak, mam się bać?-spytałam
-Mamy w szkole nowego ucznia...-zaczęła. -Niech mi pani nie mówi że to jakaś kolejna gwiazdeczka!-przerwałam jej w połowie zdania.
-Bingo ,kochana
'Kurwa ,świetnie'- przeklnęłam w myślach.Jak ja ich nie cierpię !
-A co ja mam z tym wspólnego?-zapytałam po chwili .
-Sophie , dobrze wiem że jesteś najbardziej lubiana w szkole,masz dużo przyjaciół i znajomych, a poza tym znasz dobrze szkołę ,po prostu oprowadzisz nowego kolegę i pomożesz mu się tu zaaklimatyzować . A i zapomniałabym, będzie on uczęszczał do twojej klasy.-odpowiedziała.
-Świetnie-odpowiedziałam z sarkazmem-Coś jeszcze?Bo wie pani ,śpieszę się na lekcję-dodałam. -No to biegnij!Tylko przyjdź na trzeciej przerwie do mojego gabinetu. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i pobiegłam pod salę od biologi w której miałam mieć drugą lekcję.
Po drodze spotkałam ,brata z którym wymieniłam zaledwie parę zdań, bo spieszył się na matematykę, a przecież i tak widzimy się w domu. Gdy doszłam pod klasę zauważyłam już czekające na mnie dwie przyjaciółki:Norę i Naomi.
Szybko podeszłam do nich i przywitałam się buziakiem w policzek.
Opowiedziałam im całą sytuację od początku, czyli od przyjścia matki do kary dyrektorki.
Moje przyjaciółki zgodnie stwierdziły, że mam przerąbane . Jeszcze chwilę pogadałyśmy, po czym zadzwonił dzwonek oznaczający rozpoczęcie lekcji.Udałyśmy się do klasy, po czym zajęłyśmy swoje miejsca.
Usiadłam z Naomi. Lekcja mijała wolno i sporo pisaliśmy, jak to na biologii.
A już po tej lekcji czekały mnie tortury - oprowadzanie po szkole nowego ucznia. Wielkimi krokami zbliżała się trzecia przerwa. Szczerze?Nie chciałam wiedzieć z kim mam się użerać.OKEJ! Może i lubią mnie wszyscy ,ale to nie znaczy że mam się opiekować 'zagubionymi sierotkami Marysiami'.
Gadam jak jakaś popiepszona?Cóż. Nie cierpię gwiazd ,co ja poradzę...
Właśnie idę do gabinetu dyrektorki i wcale nie chcę wiedzieć kogo tam zastanę.
Pukam w drzwi gabinetu czekając na jakąkolwiek odpowiedz.
Usłyszałam ciche 'proszę'.
Nie pewnie naciskam klamkę i wchodzę .Dyrektorka siedzi na swoim obrotowym krześle, a nowy uczeń zwrócony tyłem do mnie, więc nie widzę jego twarzy.
-O Sophie,dobrze że już jesteś.Czekaliśmy na ciebie!
Poznaj nowego ucznia twojej klasy. W tej chwili chłopak się odwrócił, a ja stanęłam jak wryta gapiąc się na niego z miną typu 'what the fuck?'
-Cholera jasna,tylko nie on! Co ja zrobiłam źle ? -wydarłam się na cały gabinet.
Za to ich miny były bezcenne.Tego bym się nie spodziewała...
Od autorki: Mam nadzieję że się podoba i będziecie czytać ;)
poniedziałek, 9 września 2013
Prolog
Wielki zamek ,rycerz na białym koniu ,miłość od pierwszego ujrzenia ? ...Hmm, Hola! To nie moja bajka!
Jestem Sophie,zwykłą dość lubianą w szkolę osiemnastolatką z masą marzeń i pomysłów na przyszłość.Chodzę do szkoły artystycznej w Londynie, do której w 1/3 chodzą gwiazdy takie jak Niki Minaj czy Arianna Grande.Dlaczego tak właściwie chodzę do tej szkoły? Mam pasję , taniec. To jedyne co mi pozostaje po wszytskim.
Miesiąc temu miałam chłopaka...
Miesiąc temu miałam tatę....
Miesiąc temu moja mama nie była alkoholiczką...
Teraz?Mieszkam z bratem w nowym mieszkaniu.Mama się nami nie interesuje . Tata nie żyje ,zginął w wypadku samochodowym .Matka się załamała i od tego czasu w domu miałam istne libacje alkoholowe dlatego się wyprowadziliśmy.A chłopak? Cóż,wyjechał i mnie zostawił.Teraz ważne że John mnie wspiera i piątka najlepszych przyjaciół na świecie.W sumie tylko oni o wszystkim wiedzą.Teraz tylko w szkole jestem sobą i podczas tańca.Jestem taką zwariowaną osiemnastolatką z milionem pomysłów na minutę.Jest tylko jedna osoba której nienawidzę z wzajemnością,Arianna. Ona wszystkimi pomiata,a ja się nie dam. Mówiłam już jak ja bardzo nienawidzę gwiazd? Nie? To mówię , to bezuczuciowe istoty im tylko kasa w głowie.A teraz czeka mnie użeranie się z nowym uczniem mojej klasy.Ugh! Nie cierpię tego.
Jestem Sophie,zwykłą dość lubianą w szkolę osiemnastolatką z masą marzeń i pomysłów na przyszłość.Chodzę do szkoły artystycznej w Londynie, do której w 1/3 chodzą gwiazdy takie jak Niki Minaj czy Arianna Grande.Dlaczego tak właściwie chodzę do tej szkoły? Mam pasję , taniec. To jedyne co mi pozostaje po wszytskim.
Miesiąc temu miałam chłopaka...
Miesiąc temu miałam tatę....
Miesiąc temu moja mama nie była alkoholiczką...
Teraz?Mieszkam z bratem w nowym mieszkaniu.Mama się nami nie interesuje . Tata nie żyje ,zginął w wypadku samochodowym .Matka się załamała i od tego czasu w domu miałam istne libacje alkoholowe dlatego się wyprowadziliśmy.A chłopak? Cóż,wyjechał i mnie zostawił.Teraz ważne że John mnie wspiera i piątka najlepszych przyjaciół na świecie.W sumie tylko oni o wszystkim wiedzą.Teraz tylko w szkole jestem sobą i podczas tańca.Jestem taką zwariowaną osiemnastolatką z milionem pomysłów na minutę.Jest tylko jedna osoba której nienawidzę z wzajemnością,Arianna. Ona wszystkimi pomiata,a ja się nie dam. Mówiłam już jak ja bardzo nienawidzę gwiazd? Nie? To mówię , to bezuczuciowe istoty im tylko kasa w głowie.A teraz czeka mnie użeranie się z nowym uczniem mojej klasy.Ugh! Nie cierpię tego.
Bohaterowie
Sophie More:Ma 18 lat.Mieszka w Londynie.Chodzi do liceum artystycznego ,do którego w 1/3 chodzą gwiazdy.Ma 4 najlepsze przyjaciółki i jednego przyjaciela.Ma starszego o rok brata John'a.Dziewczyna ma kocha tańczyć i jest w tym świetna.Sophie jest uprzedzona do gwiazd światowego formatu .Jest singielką.Liczy się dla niej tylko pasja i przyjaciele ...nic więcej.
Justin Bieber:Ma 19 lat.Mieszka w Londynie.Obecnie nie chodzi do żadnej szkoły ,jednak w najbliższej przyszłości ma to się zmienić.Ma przyjaciółkę ,Ariannę.Ma brata i siostrę.Chłopak jest gwiazdą światowego formatu rozpoznawalną przez każdego.Uwielbia śpiewać i tańczyć.Jak on uważa jest zwykłym nastolatkiem i przede wszystkim nie gwiazdorzy.Jest singlem.
John More:Ma 19 lat.Chodzi do tego samego liceum co jego siostra.Jest popularny w szkole.W trudnych sytuacjach bardzo pomaga Sophie , są nierozłączni ....jak przyjaciele.Jest singlem.
Lewis Grey:Ma 18 lat.Chodzi z Sophie do tej samej szkoły i klasy.Podoba mu się Naomi.Najlepszy przyjaciel Sophie.Jest singlem.
Podoba jej się Ryan.Uwielbia tańczyć , jest najlepszą przyjaciółką Sophie ,Naomi,Victori i Lilianny.
Naomi White:Ma 18 lat.Chodzi z Sophie do tej samej szkoły i klasy.Podoba jej się Lewis.Jest przyjaciółką Sophie,Nory,Victori i Lilianny.Jak na razie jest singielką .Miesiąc temu rzucił ją chłopak.
Ryan Nekko:Ma 19 lat.Chodzi do tej samej klasy co John.Ma dziewczynę Victorię.Bardzo pomaga Sophie w trudnych dla niej chwilach.
Victoria Prince:Ma 19 lat.Jak wszyscy chodzi do szkoły artystycznej.Jest miła ,ma chłopaka i przyjaciółki:Sophie,Norę,Naomi i Liliannę.Nie jest zbyt popularna w szkolę .Od pierwszego dnia nie była zbyt lubiana w szkole ponieważ zalazła jednej gwiazdeczce za skórę.
Lilianna Stone: Ma 17 lat.Chodzi do pierwszej liceum.Jest miła i dość lubiana w szkole.Prawie każdy chłopak się w niej podkochuję tak jak w Sophie.Od pierwszego dnia złapała dobry kontakt z Sophie ,są jak siostry.Ma też inne przyjaciółki jak Norę , Naomi ,Victorię i Liliannę.
Arianna Grande:Ma 18 lat.Chodzi do liceum artystycznego w Londynie.Jest wredna ,każdy ma jej się zsuwać z drogi bo ona ma kasę i to liceum jej taty.Kocha Justina i nie kryje się z uczuciami do niego.Nienawidzi Sophie i jej przyjaciółek.Jest zakochana w sobie i każdy musi jej usługiwać.
(Tutaj bez obrazy dla fanów Arianny , ja ją lubię a wręcz uwielbiam ale ktoś musiał grać czarny charakter :) )
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)









